Nomenklatura rządzi Trybunałem

Nomenklatura rządzi Trybunałem

Przyzwyczailiśmy się już do tego, że Trybunał Konstytucyjny, jak każdy element władzy w Polsce, jest łupem aktualnej większości parlamentarnej. Nomenklatura partyjna obowiązuje także w tej dziedzinie. Platforma Obywatelska nawet jednego miejsca sędziowskiego w Trybunale nie zechciała oddać obecnej opozycji. Tak właśnie w naszym kraju realizowany jest pluralizm polityczny.
Marszałek Sejmu Grzegorz Schetyna stwierdził, że wybory sędziów TK nie były polityczne, a zarzuty o upartyjnienie Trybunału są stawiane dlatego, że “jeszcze się taki nie urodził, co by wszystkim dogodził”. Warto więc dodać, że skoro nie można dogodzić wszystkim, trzeba dogodzić chociaż sobie – i PO właśnie to robi. Ale dokładnie tak samo zachowywało się Prawo i Sprawiedliwość, gdy było przy władzy. Sejm wybierał w tym czasie sześciu sędziów Trybunału Konstytucyjnego. PiS także nie oddało opozycji ani jednego miejsca. Doszło nawet do kuriozalnego wyboru, który sędzią TK uczynił Marka Kotlinowskiego, byłego prezesa Ligi Polskich Rodzin. Nigdy nie był on sędzią, nie odbył aplikacji sędziowskiej, karierę naukową zakończył zaś na tytule magistra prawa. Jest to jednak w stu procentach zgodne z konstytucją, która mówi, że Trybunał składa się z sędziów wybieranych “spośród osób wyróżniających się wiedzą prawniczą”. A w końcu, żeby zostać magistrem prawa, trzeba się wyróżnić wiedzą…
W październiku ub.r. o wyborach sędziów TK rozmawiali Donald Tusk i Grzegorz Napieralski. Zgodzili się, że należy je odpolitycznić. Realny efekt tego spotkania był taki, że gdy potem doszło do wyboru następnego sędziego Trybunału Konstytucyjnego, profesora prawa i sędziego Sądu Najwyższego, Andrzeja Wróbla, platformiana większość sejmowa odrzuciła go, bo był zgłoszony przez klub SLD. Wybrano kandydatkę zaproponowaną przez PO. Dobrze to pokazuje, jak bardzo premier i jego ugrupowanie są otwarci na sugestie płynące ze strony opozycji.
O tym, jak wyłączyć Trybunał Konstytucyjny spod władzy nomenklatury partyjnej, powiedziano już wiele – i na słowach się skończyło. Obecna koalicja nic w tym kierunku nie zrobi, ani przed wyborami, ani po nich. Oczywiście, gdyby się zdarzyło, że PO przegra wybory parlamentarne, to natychmiast stanie w pierwszym szeregu walki o odpolitycznienie sposobu wyłaniania sędziów TK. Tak jak w tej chwili domaga się tego PiS.

Wydanie: 3/2011

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy