Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

No to mamy wielki skandal. Prezydent Kaczyński powołał Radę Bezpieczeństwa Narodowego, no i nie powołał w jej skład ministra spraw zagranicznych. Jak to rozumieć? RBN to ciało, które monitoruje sprawy bezpieczeństwa, i to raczej zewnętrznego niż wewnętrznego. A jak można to robić bez szefa MSZ? Kto bardziej kompetentnie powie o sytuacji na świecie? I to prezydentowi, który – jak sam przyznaje – spraw zagranicznych nie lubi i nie za bardzo na nich się zna… O czym więc ta rada będzie rozmawiać? O manifestacjach gejów?
Więc gest prezydenta Kaczyńskiego został odebrany jak najgorzej. Bo o czym on świadczy? Że nie ma on zaufania do ministra Mellera, nie interesują go jego poglądy (byłego ambasadora w Moskwie!) i że sprawy zagraniczne będzie monitorował jakiś inny ośrodek. Jaki? Na razie go nie ma.
Ten gest spycha więc MSZ na dalszy plan. No i to jest równie groźne.
I w tym też kontekście warto ocenić pierwszą nominację ambasadorską. To Henryk Litwin, który ma jechać na stanowisko ambasadora na Białoruś. Już do Mińska poszło zapytanie o agréement, sprawa więc wydaje się przesądzona.
Litwin to człowiek znany w MSZ, ostatnio pracował w Departamencie Europy, zajmując się Wschodem. Poza tym to wielkie chłopisko, którego nie sposób nie zauważyć. Koledzy mówią na niego „Zwalisty”, więc już z tego powodu można stwierdzić, że taki chłop na Białoruś będzie się nadawał.
Do MSZ przyszedł na początku lat 90. Jako stypendysta Fundacji Lanckrońskich studiował w Rzymie sprawy wschodnie. Był też na Kubie. A przez kilka ostatnich lat był zastępcą Mellera w Moskwie.
Wniosek więc narzuca się sam – minister wysyła do Mińska swojego człowieka, którego zna i któremu ufa. To oczywiście plus. Dodajmy do tego jeszcze jeden element: znając Litwina, można zakładać, że będzie to spokojny, nieangażujący się w niepotrzebne rzeczy dyplomata. Że będzie chciał wejść w buty swego poprzednika, Tadeusza Pawlaka. I nie wejdzie, bo Pawlak to za duży numer kapelusza, ale liczy się intencja… Więc w polityce wobec Białorusi przełomu nie będzie, bo de facto wysyłamy tam ministerialnego urzędnika średniego szczebla, bez zaplecza politycznego. A i samo MSZ jest traktowane w nowym układzie władzy po macoszemu…
Jedyna z tego pociecha, że nie jedzie do Mińska jakiś jastrząb rewolucjonista. Chociaż wielce znaczące byłoby, gdyby pojechał ktoś, nawet nie zawodowy dyplomata, mocno związany z obecną władzą, mający na nią przełożenie. O, to byłby sygnał…
Dlatego też z jeszcze większym zainteresowaniem czeka się w MSZ na nominację nowego ambasadora w Rosji. W tej chwili w stosunkach polsko-rosyjskich mamy taką sytuację, że placówkami i w Moskwie, i w Warszawie kierują charge d’affaires. Nie jest to rozwiązanie szczęśliwe, ale – z drugiej strony – otwiera nowe możliwości. Bardzo to ciekawe, kogo przyśle nam Moskwa. I bardzo ciekawe, kogo i jak umocowanego w kraju wyśle do Rosji nowa polska ekipa. To pokaże intencje.

Wydanie: 1/2006

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy