Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

No tak, do grupy tych, którzy wrócili do kraju w przyspieszonym trybie (pisaliśmy o tym tydzień i dwa tygodnie temu), dorzucić trzeba jednego z konsulów w Kijowie. Człowiek jest już w Polsce i pewnie nigdy jako MSZ-etowski urzędnik za granicę nie wyjedzie. Do kraju odwołano go po przeprowadzonej na placówce kontroli, która badała prawdziwość pewnych informacji.
Otóż zamieszany był on w branie pieniędzy za załatwianie wiz. Owszem, jeśli chodzi o Ukrainę, wizy wbijamy za darmo. Ale nie od ręki, przed konsulatami stoją kolejki – żeby otrzymać polską wizę, Ukraińcy muszą swoje odstać. Inni z kolei mają do paszportu wbity zakaz wjazdu do Polski, bo byli u nas dłużej niż trzy miesiące albo coś przemycali. I właśnie tacy potrzebujący trafiali do naszego konsula, który poza kolejnością, przymykając oczy na jakieś nieprawidłowości, wizy dawał. Nie za darmo…
Przy tej okazji rozgorzała w MSZ dyskusja, jak potraktować ten przypadek: czy jako ewenement, coś wyjątkowego, czy też jako symptom szerszego zjawiska. Ba… Gdy wprowadziliśmy ruch wizowy ze wschodnimi sąsiadami, posłaliśmy na wschodnie placówki setkę nowych ludzi. Znaczna ich część przyszła z zewnątrz, spoza MSZ. Więc jeżeli po roku z tej grupy nie sprawdził się jeden, to jest niezły rezultat. Ale poczekajmy z wnioskami.
Tym bardziej że sygnały o handlowaniu polskimi wizami docierają z wielu miejsc. Z Azji, z Afryki… Gdy takie sygnały się powtarzają, wówczas na placówkę jedzie kontrola. I nie zawsze łapie delikwenta za rękę…
To nie są proste sprawy.
Nieco prostsze są te związane z wyjazdem na stanowiska ambasadorów. W MSZ trochę to przystopowano, wiadomo, teraz zima, a na placówki jeździ się po zakończeniu roku szkolnego. Ale tylko trochę, bo w roku 2005 w ramach rotacji powinno się zwolnić ponad 30 placówek. I pytanie tylko, czy obecna władza będzie chciała, tak jak zrobił to rząd Buzka, poobsadzać je swoimi nominatami. No i kto spoza MSZ będzie się na te placówki rwał, skoro przyszła władza zapowiada, że będzie odwoływać. Z tym odwoływaniem nie będzie tak prosto, każdy wcześniejszy powrót ambasadora to mały skandal, więc wiele osób do kraju przed upływem kadencji nie wróci. Jest też taki wariant, że nowa władza może w ostatniej chwili sposobiącego się do wyjazdu ambasadora zatrzymać. Tak było np. z Radkiem Sikorskim, który miał jechać jako ambasador do Belgii. Ale minister Cimoszewicz ten wyjazd zablokował. Bardzo wtedy Sikorski cierpiał, obnosił się ze swoim męczeństwem. Teraz z kolei obnosi się ze swoją radością, bo dzięki temu – mówi – nie musiałem świecić oczami za rząd Leszka Millera.
Tak za jednym zamachem biedny Sikorski zgubił i poczucie rzeczywistości, i honor. Poczucie rzeczywistości – bo w Brukseli Miller ma mocne notowania i akurat tam za niego oczami się nie świeci. A honor – no cóż, to po to tak nachalnie się pchał, by być tego Millera urzędnikiem?

Wydanie: 49/2004

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy