Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Przez wiele filmów przewija się taki oto motyw: gdzieś, na jakiejś placówce urzędnik (żołnierz, agent – wariantów jest wiele) robi jakąś potrzebną robotę, ale na górze politycy podejmują bezsensowną, egoistyczną decyzję, która wszystko niszczy.
Teraz mamy w Polsce wielki krzyk, że prezydent Łukaszenka rozwala Związek Polaków na Białorusi. No, panowie politycy z PO i PiS! Najpierw mówiliście głośno i wszędzie, że zadaniem Polski jest pomoc w obaleniu (tak, tak) Łukaszenki i że trzeba to zrobić poprzez organizacje białoruskie, na które Polska ma wpływ, czyli m.in. Związek Polaków. Tak mówiliście (krytykując przy okazji politykę wschodnią MSZ). A teraz robicie miny, gdy Łukaszenka potraktował was poważnie i zabezpiecza się przed waszymi planami, rozwalając lub podporządkowując sobie organizacje (chyba was tym nie zaskoczył?), których nazwy wymienialiście…
500 tys. Polaków mieszkających na Białorusi waszej zręczności i inteligencji zawdzięczać będzie swój los w najbliższych miesiącach. Ale pewnie was to niewiele obchodzi, bo macie swoje wybory i swoje kalkulacje. Tylko co potem?
Taki to byłby film o politykierskich politykach i skromnych, fachowych urzędnikach. Ale taki być nie może, bo rzeczywistość wyłamuje się ze schematu. Śmieją się w MSZ z Marka Bućki, tego, którego Białorusini sfilmowali, jak daje dolary na działalność niezależną miejscowym działaczom, a potem z Białorusi wyrzucili. Bo po sfilmowaniu Bućko został aresztowany. Świadkiem tego wydarzenia był jeden z jego współpracowników, który natychmiast pobiegł szukać ambasadora, by ten podjął stosowną interwencję. Ambasador był na proszonej kolacji. Współpracownik zaczął więc na niego machać. Ambasador przeprosił towarzystwo i wyszedł do rozgorączkowanego człowieka z pytaniem, co się stało. „Bućko aresztowany!”, usłyszał. „Jak to aresztowany?”, ambasador Pawlak to człowiek, którego nie sposób wyprowadzić z równowagi. „A na jakiej podstawie?”. Pytanie jak najbardziej na miejscu, bo konwencja wiedeńska na takie rzeczy nie pozwala. Chyba że…
Ta ewentualność szybko zaświtała ambasadorowi w głowie, bo natychmiast zapytał: „A legitymację dyplomatyczną to Bućko przy sobie miał?”. Otóż nie miał. Dlatego Białorusini go wsadzili, wiedząc, że zawsze się wytłumaczą, że nie wiedzieli, z kim mają do czynienia, więc zatrzymali człowieka do wyjaśnienia.
Mój Boże, zapomniał wziąć legitymacji w takim momencie… Gdyby był cichociemnym, pewnie zapomniałby spadochronu.
Marka Bućko do MSZ przyjmował jeszcze Grzegorz Kostrzewa-Zorbas, człowiek, który na początku lat 90. kierował, pod światłym okiem Krzysztofa Skubiszewskiego, polską polityką wschodnią. Wysyłaliśmy wówczas na Wschód młodzieńców z plecakami, by wspierali miejscowe rewolucje. Wypadło to średnio. Bućko jest ich spadkobiercą. Szkoda, że przez 15 lat nie nauczył się tak banalnych spraw jak noszenie legitymacji i zabezpieczenie się przed sfilmowaniem i prowokacją.
Z takimi ludźmi pracujemy.

Wydanie: 24/2005

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy