Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Zanim odbędzie się w Polsce i na Ukrainie turniej Euro 2012, będzie rok 2011. Politycy bardzo straszą nas tym rokiem. Strach zaś wynika z kalendarza. Bo w roku 2001 będą miały miejsce dwa ważne wydarzenia. Po pierwsze, jesienią 2011 r. powinny się odbyć wybory parlamentarne. A po drugie, od 1 lipca 2011 r. Polska obejmie przewodnictwo w Unii Europejskiej. Więc już zaczęto przebąkiwać, że może lepiej byłoby przyspieszyć wybory, żeby kampania wyborcza nie wypadła w czasie naszego przewodnictwa. Żeby lepiej się do tego obowiązku (zaszczytu?) przygotować. Ludzie w MSZ śmieją się więc głośno, bo zdaje się, że polscy politycy nie zauważyli, iż te decyzje, które podejmują dziś, już dotyczą roku 2011, czasu naszego przewodnictwa. Że to już się dzieje.
Klasycznym przykładem jest sprawa ambasadorów. Otóż jest w Unii przyjęte, że w państwach trzecich ambasador państwa przewodniczącego Unii jest nieformalnym liderem grupy ambasadorów państw unijnych. On mniej więcej co dwa tygodnie prowadzi narady wszystkich ambasadorów państw Unii, jest takim \”małym przewodniczącym UE\” na czas prezydencji.
Te narady, co oczywiste, nie mogą być prowadzone przez tłumacza, ambasador musi więc świetnie znać dwa, trzy języki europejskie. Z angielskim na czele. A to dopiero połowa wymagań – bo od takiego ambasadora wymagać też trzeba znajomości tematu i osobowości. Nie jest przecież łatwo prowadzić briefingi dla dwudziestu paru ambasadorów, reprezentantów dużych państw, często wszechstronnie wykształconych. Musi też znać swoich partnerów. Na dobrą sprawę powinien więc być na placówce przynajmniej od roku. Powinien też mieć dobre kontakty z miejscowymi władzami – bo w okresie prezydencji będzie przez nie traktowany w sposób szczególny.
Jednym słowem – czas prezydencji wymusza na polskiej dyplomacji ambasadorów z najwyższej półki, dobieranych według klucza kompetencji, a nie jakichś układów.
I jeszcze jedno – miejmy świadomość, że przyszłość jest dzisiaj. Że ambasadorzy, których właśnie wysyła minister Sikorski na placówki, będą ambasadorami na czas prezydencji. Policzmy – czas od wyznaczenia ambasadora do jego wyjazdu to około pięciu-sześciu miesięcy. Tyle zajmują niezbędne procedury. Tak naprawdę dzisiejsi kandydaci na ambasadorów obejmą zatem placówki późnym latem 2008 r. W Polsce pobyt na placówce trwa zwyczajowo cztery lata. Dzisiejsi nominaci ministra Sikorskiego będą więc ambasadorami przynajmniej do lata 2012 r. Czyli będą w okresie prezydencji.
I teraz pytanie zasadnicze: czy minister Sikorski w swych zmaganiach z Kancelarią Prezydenta to uwzględnia? Czy Kancelaria Prezydenta bierze to pod uwagę? Teoretycznie nie musi, wszak wybory prezydenckie odbędą się w roku 2010, ale… Czy więc nominacje ambasadorskie będą się odbywać według jakiegoś klucza typu dwóch twoich, jeden mój, czy też według poziomu kompetencji?
Dodajmy do tego jeszcze jedno: otóż wciąż nieobsadzonych mamy około 30 placówek, a stan ten będzie się pogłębiał, bo kolejnym ambasadorom kończyć się będzie okres rotacji.
Więc panowie decydenci – do roboty!
Attaché

Wydanie: 11/2008

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy