Hamowanie Fiata

Hamowanie Fiata

Czy zapowiadając zwolnienie 750 osób, Fiat szantażuje polski rząd?

W Fiat Auto Poland związki zawodowe i zarząd firmy w zasadzie zgadzają się ze sobą przynajmniej pod jednym względem – że to nie wina Fiata, iż doszło do takiego kryzysu w branży motoryzacyjnej. Pracownicy też się w sumie zgadzają. Tyle tylko, że to nie członków rządu będą zwalniać, ale ich. Niektórzy nie doczekają dziesiątej rocznicy decyzji Rady Ministrów o sprzedaniu tyskiej FSM Fiatowi. 1 października 1991 roku podpisano list intencyjny. Do pracy ruszyli eksperci z firm konsultingowych, wydano ogromne pieniądze. Eksperci napisali ekspertyzy właściwie dla siebie. W liście intencyjnym znalazł się zapis, że przed zawarciem umowy jej treść zostanie skonsultowana ze związkami zawodowymi. Tak się nie stało. Ludzie dowiedzieli się przy okazji, że nie będzie żadnych akcji pracowniczych (miało być 19,9%). Zrobił się szum. Podczas spotkania z załogą ówczesny dyrektor, Ryszard Welter, powiedział, że będzie za to możliwość zakupu samochodu na preferencyjnych warunkach. No i jest projekt udostępnienia bonów oszczędnościowych w ramach rekompensaty. Czemu o tym wszystkim nie wiedzieli wcześniej? Bo to sprawy poufne. Ludzie byli wkurzeni. Z trudem też docierały do nich wyliczenia, że produkowano (od 1987 roku) cinquecento 700 za 67 milionów złotych, a Włosi kupowali je za 44 miliony złotych. Związki ogłosiły pogotowie strajkowe i zażądały odwołania Ryszarda Weltera oraz Zbigniewa Piotrowskiego (prezesa Zarządu FSM SA). W przeddzień podpisania umowy w maju 1992 r. doszło jeszcze żądanie umieszczenia zapisu o tym, że płace – jak w “całym Fiacie” – mają stanowić 20% wartości produktu finalnego. I następne – zaprzestanie zwolnień. Może postulatów i zastrzeżeń byłoby więcej, ale – jak mówili wówczas związkowcy – “trudno było cokolwiek zrobić, skoro nikt z nas nie czytał, ani nawet nie widział, co właściwie podpisał minister Olechowski”.
Fiat dostał 90% udziałów w powołanej spółce NEWCO. FSM miał do spłacenia pół miliarda dolarów długu zaciągniętego u Fiata (długi wobec banków – 4601 mld starych złotych w 1992 roku). Fiat przejął zobowiązania i w 90% spłacał sam siebie. 10% należało do skarbu państwa, którego aport został błędnie wyliczony. Nie wypaliła koncepcja spłaty gotowymi wyrobami (cinquecento), ale Fiat (oraz General Motors) zapewniły sobie mocną pozycję na polskim rynku. Fiat dostał zwolnienia celne na osiem lat. Wprowadzenie na samochody zagraniczne cła w wysokości 30% oraz podniesienie stawek podatku obrotowego pozwalało podwyższać ceny.
Strajk trwał kilkadziesiąt dni.
– To była zupełnie inna sytuacja niż dzisiaj – wspomina jeden z uczestników tamtych wydarzeń. – Jedni nas popierali, inni starali się wyśmiewać. Włosi strasznie się wkurzyli nawet nie głodówką, ale tym, że poszliśmy w sprawie przyszłości fabryki do japońskiej ambasady. Ludzie się wtedy tak nie bali. Nikt nawet nie miał pojęcia, że tak dalej to będzie w Polsce wyglądać. To nieprawda, że chcieliśmy doprowadzić zakład do bankructwa i że braliśmy za to pieniądze. Nie płacono nam za dni strajkowe. Konkurs? A tak, był. Na najpiękniejszą budę, skleconą przez strajkujących. Wygrał chyba ten, co z dykty i czegoś tam jeszcze postawił taki śląski familok. Nagrodą była przejażdżka cinquecento po halach produkcyjnych. Tam wtedy było i tak pusto. Prawie jak teraz.
Wtedy połowa chciała strajkować, połowa pracować. Teraz nikt nie myśli o tym, żeby strajkować, lecz o tym, czy znajdzie się na liście do zwolnienia.

Zapaść

Na początku lutego br. przedstawiciele organizacji przedsiębiorstw branży motoryzacyjnej wysłali do ministra gospodarki Janusza Steinhoffa, ministra transportu Jerzego Widzyka i ministra finansów Jarosława Bauca list. Proponowali podjęcie działań, które mogłyby poprawić sytuację. Między innymi: powrót do stawek akcyzy na samochody sprzed dwóch podwyżek, zmniejszenie importu samochodów używanych (w efekcie dokładnej kontroli stanu technicznego). Dalej były propozycje wprowadzenia podatku ekologicznego (auta bez katalizatora), łatwiejszego leasingu, obniżenia lub zaniechania akcyzy w przypadku, jeśli nabywca nowego auta złomowałby swój stary pojazd. Ale było – i jest – już za późno. Radykalnie zmalał na rynku udział samochodów produkcji krajowej. Fiat zachował pozycję lidera w Polsce (27%), ale w 2000 r. wyprodukował o 51 tys. aut mniej niż w 1999 roku (o dziewięć tysięcy sztuk wzrósł natomiast eksport). Drastycznie spadła sprzedaż. Styczeń 2001 roku można określić tylko jednym słowem: zapaść. W całej branży. A jednocześnie w tym samym miesiącu wjechało do kraju na lawetach kilkadziesiąt tysięcy aut sprowadzanych z zagranicy. Używanych, powypadkowych, bez katalizatorów. W ubiegłym roku sprowadzono ich ponad 200 tys. Co będziemy z nimi robić za parę lat – nie wiadomo.
6 lutego Fiat powiadomił związki zawodowe o zwolnieniach grupowych. Przyczyny podjęcia takiej decyzji: kryzys na polskim rynku motoryzacyjnym, spowodowany dwukrotną podwyżką akcyzy na nowe samochody, wzrostem oprocentowania kredytów i rosnącymi kosztami eksploatacji samochodów (paliwo, ubezpieczenia). “Biorąc pod uwagę zaistniałą sytuację, zwłaszcza dramatyczne załamanie się sprzedaży samochodów produkowanych w Polsce – zarząd spółki Fiat Auto Poland jest zmuszony podjąć w tych dniach działania związane z dostosowaniem poziomu zatrudnienia do poziomu popytu na samochody produkcji krajowej. Oznacza to, że zwolnienie otrzyma 750 osób, z czego 580 pracujących we Fiacie Auto Poland i 170 pracujących w F.A. Powertrain Polska”. Jednocześnie Fiat informuje, że działalność w 2000 roku zakończy zyskiem.
Bogusław Cieślar, rzecznik prasowy Fiat Auto Poland: – To nie jest kryzys Fiata. To dotyczy całego przemysłu motoryzacyjnego, który był kołem zamachowym gospodarki. Rynek zaczął się załamywać od połowy ubiegłego roku. Dziś nie wiadomo, gdzie jest dno. Na podstawie wyników stycznia i przewidywań dotyczących lutego można raczej mówić o pogłębieniu dramatu. Nie jest prawdą, że wybraliśmy najprostszy sposób. To jest rozwiązanie najtrudniejsze i ostateczne. Odkładaliśmy tę decyzję jak najdłużej. Wcześniej zrobiliśmy wszystko, żeby obniżyć koszty w inny sposób. Decydowaliśmy się na postoje, a w takim przypadku każdy dzień przynosi ogromne straty. Martwi nas, że nadal nie ma istotnych decyzji w sprawach dotyczących całej branży. Minister Steinhoff zapowiedział, że problem wymaga kompleksowego rozwiązania i będzie tak rozwiązany. Kwestie akcyzy? Może do końca kwartału.

Strefa specjalna

Międzyzakładowa Organizacja Związkowa NSZZ “Solidarność” wywiesiła flagi 9 lutego i wydała oświadczenie, że oszczędności należy szukać w dużo mniej bolesnych środkach niż redukcja.
Zatrudnienie w Fiat Auto Poland Tychy wynosi około 4800 osób. – Pracuję w Tychach, ale tu nie mieszkam – mówi jeden z pracowników. – Jak będą zwalniać, to pewnie w pierwszej przyjezdnych. Ci, co trafili tu po zakończeniu produkcji malucha, kosztują firmę najdrożej. Kiedyś cieszyliśmy się, że giełdy samochodowe dostały w dupę. Teraz nam się śmieją w nos ci z komisów. Rząd pozwolił, żeby sprowadzali samochodowy złom, to dlaczego mają nie skorzystać.
Przyjezdnych, czyli dojeżdżających do Tychów z Podbeskidzia, jest ponad 1000. W Tychach do zwolnienia przewidzianych jest 580 osób. Informacja z Powiatowego Urzędu Pracy w Tychach: w styczniu liczba bezrobotnych wzrosła do 13.632 osób.
Zatrudnienie w bielskiej firmie F.A. Powertrain Polska wynosi 1200 osób. Spółka działa w specjalnej strefie ekonomicznej, utworzonej na terenie zakładów Fiata w połowie ubiegłego roku. Fiat na tym skorzystał. Dlaczego taka strefa powstała w Bielsku, które miało jeden z najniższych odsetków bezrobotnych w kraju? Rząd wyjaśnił w komunikacie, że chodziło o “stworzenie warunków stymulujących powstawanie nowych miejsc pracy dla przewidzianych do redukcji kadr Fiata Auto Poland”.
Teraz pracownicy mówią: – Minister Donocik opowiadał o tym, że nie będzie malucha, ale będzie praca. Teraz malucha nie ma, pracy też nie będzie.
Spółka do 2004 roku ma zainwestować 400 mln złotych w produkcję małych silników wysokoprężnych. Ale do 2004 roku jeszcze daleko. Bogusław Cieślar: – Jeśli ktoś pyta, co dała ta podstrefa ekonomiczna, to jeszcze lepiej zapytać, co by się stało, gdyby jej nie było. I zaraz odpowiada: – Byłby jeszcze większy dramat.

Arkusz ocen

W firmie pracowników obowiązuje zakaz udzielania informacji na jej temat. Ale i bez tego mało kto chciałby się narażać. Po co? Można sobie tylko zaszkodzić. Jeszcze zwolnią, a jak zwolnią, to mogą nie umieścić w innej spółce. I z czego żyć za pół roku? Boją się ci, co pracują krótko. – Bo takiemu zawsze łatwiej znaleźć robotę i nie ma układów.
Ale boją się też ci, co pracują długo. – Bo najwięcej kosztujemy, a to przy okazji najlepszy sposób, żeby odmłodzić załogę. Ludzi, którzy mogliby przejść na renty zawodowe i emerytury, jest tylko 70. Za mało, żeby rozwiązać problem. “Solidarność” mówi o opcji zerowej – czasowym pozostaniu bez pracy i wynagrodzenia. Pojawiły się inne pomysły. Żeby, jak pracuje małżeństwo, to zwolnić jednego ze współmałżonków. Którego? Tego, co mniej zarabia. Decydujące mają być jednak arkusze ocen. Najpierw na bruk pójdą ci, co, jak w szkole, mają dwójki i jedynki. Okres brany pod uwagę wynosi dwa lata. Ale niektórzy obawiają się, że wylecą z pracy, choć mają ogólną ocenę dobrą. Byli dobrzy z “fachowości” i “przekazywania wiedzy”, lecz dostali zły stopień z dyspozycyjności, bo na przykład zdarzyło im się chorować. I kogo zwolnią, a kogo zostawią? Tego, co jest lepszym fachowcem, ale mniej dyspozycyjnym, czy dyspozycyjnego, ale gorszego fachowca?
– Nadzieją są miejsca w innych spółkach – mówi jeden z pracowników. – Ale to też nie jest takie proste. Bo skoro mają zwalniać najsłabszych, to dlaczego w innych firmach mają ich przyjmować? A co zrobić w sytuacji, jeśli na przykład pracuje ojciec, matka i syn i każde z nich wypadło słabiej na arkuszach? Wszyscy pójdą na bruk, cała rodzina straci środki utrzymania? A może nie wszystkie z tych ocen były tak na 100% obiektywne? To wszystko jest takie przykre i poniżające.

Co dalej?

Do Bielska przyjechał wojewoda śląski, prof. Wilibald Winkler. Wojewoda nie spotkał się z załogą, ale z dyrekcją Fiata Auto Poland. Powiedział, że Fiat uzależnia ograniczenie zwolnień grupowych od decyzji rządu i że w sprawie osób przeznaczonych teraz do zwolnienia wynegocjował obietnicę zatrudnienia w pierwszej kolejności w zakładzie mającym produkować silniki wysokoprężne. Kiedy? Za dwa lata.
Wiceprezydent Tychów, Zdzisław Dzikołowski (SLD), na konferencji prasowej w Urzędzie Miejskim wspomniał o szantażu. Poszło to w świat. Wiceprezydent Dzikołowski mówi:
– Nie stwierdziłem, że to jest szantaż ze strony Fiata. Moja wypowiedź miała formę pytania. Zadałem je na podstawie informacji prasowych i samego stanowiska Fiata. Pewne sprawy mogą układać się w logiczną całość.
No i poza tym jest jeszcze coś takiego, jak pytanie retoryczne.
Wywieranie nacisku na władze zarzucają Fiatowi również inni. Że jak chciał, to wymusił ulgi dziesięć lat temu. Że jak chciał dostać strefę w Bielsku, to straszył zwolnieniami. Że jak teraz wspomina o czynnikach zewnętrznych kryzysu, to zdaje się sugerować, iż decyzje rządu mogą mieć wpływ na politykę zatrudnienia w koncernie. I że jak Chrześcijański Związek Zawodowy “Solidarność” im. ks. Popiełuszki zaproponował takie rozwiązanie: “nie ma podwyżek w tym roku i wolne soboty za darmo”, to się zarząd Fiata nie zgodził, a to znaczy, że nie ekonomia się liczy, tylko polityka.
Bogusław Cieślar nie będzie komentował takich opinii.
Franciszek Gierot, przewodniczący Międzyzakładowej Komisji Związkowej Przemysłu motoryzacyjnego “Sierpień 80” nie jest zaskoczony ostatnimi wydarzeniami. – Dwa lata temu wysłaliśmy do wszystkich związków zawodowych projekt dotyczący spraw związanych z zatrudnieniem, który potem miałby stać się częścią układu zbiorowego. Projekt przewidywał taką sytuację i chronił przed nią pracowników. Okrzyknięto nas wówczas szarlatanami i czarnowidzami. A to żadna filozofia. Każdy chodził do szkoły. W gospodarce są wzloty i upadki. Wystarczyło też posłuchać Balcerowicza, który mówił o schładzaniu gospodarki i ograniczeniu popytu wewnętrznego. Dla każdego najważniejsze jest zabezpieczenie własnego bytu, a potem dopiero samochód. Jak były zyski, to Fiat się nimi nie dzielił. Ludzie, oprócz wszystkiego, są też narzędziem. Nasza propozycja polega na tym, by zysk za ubiegły rok przeznaczono na pokrycie obecnych strat. Fiat zarobił za ubiegły rok 87 mln złotych. Z wyliczeń wynika, że po wprowadzeniu w życie naszej propozycji, firmie zostałoby jeszcze 47 mln.
21 lutego odbyła się czwarta tura rozmów związkowców z dyrekcją Fiata. Nie zostały zaakceptowane przez dyrekcję propozycje zmniejszenia tygodnia pracy z 42 do 40 godzin i “czasowego zmniejszenia zatrudnienia”. Międzynarodowa Federacja Związków Zawodowych Metalowców zwróciła się do Fiata Auto Poland, by wycofał się ze zwolnień i podjął negocjacje ze związkami zawodowymi. Zarząd “Solidarności” Regionu Podbeskidzia wyraził poparcie dla pracowników i zawiadomił o sytuacji “Krajówkę”. Zasugerował Marianowi Krzaklewskiemu, by w tej sprawie premier Jerzy Buzek spotkał się z premierem Włoch. Wysłany został list. Ale we Fiacie mówią również: – Co to ma teraz dać? Jak się nawet spotkają, to premier Włoch powie: – Oczywiście, zaraz przekażę, żeby w Turynie ludzi pozwalniać? Chyba że wyjechałby gdzieś ten cały rząd i już nie wrócił.
Ludzie z Fiata obawiają się, że to nie będzie 750 osób. Nie tylko dlatego, że kryzys uderza w kooperantów. Boją się, że może już w maju lub w czerwcu sytuacja znów się powtórzy. Skoro mówi się o dobowej produkcji w wysokości 200-250 samochodów i że jesienią skończy się produkcja sieny, a zmodernizowane palio jeszcze tak szybko na rynku się nie pojawi…
Zaproponowaną przez dyrekcję podczas kolejnych negocjacji wysokość odpraw, związkowcy uznali za zbyt niską. A jeszcze tak niedawno miał być raj. Jak w całej branży.

Wydanie: 10/2001

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy