Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Mamy lato, czyli sezon na wyjazdy i na powroty. Choć w dzisiejszych czasach – bardziej na powroty. Wraca więc do kraju Michał Radlicki, ambasador w Rzymie. Ho, ho, wielu to podekscytowało, bo Radlicki to człowiek Geremka, więc zastanawiano się, co też pani Fotyga wymyśli, by uprzykrzyć mu życie. Archiwum? Brak pokoju i biurka? Przeniesienie do dyspozycji kadr? Zdaje się, że to wszystko jest już nieaktualne, bo Radlicki nie wróci do MSZ, znalazł sobie lepszą pracę na mieście. Tym sposobem pozbawiając paru ludzi przyjemności…
Nawiasem mówiąc, ambasador z Rzymu wraca, a jego następcy nie widać. To kolejna placówka, która pozostaje nieobsadzona. Choć jest oczywiście plotka, że do Rzymu pojedzie ambasador wybrany na Białoruś, czyli Henryk Litwin. On sam bardzo by tak chciał. Sęk w tym, że ma podpisane papiery na wyjazd do Mińska, i to kilkanaście miesięcy temu. Ale tam nie wyjeżdża. Dlaczego, skoro swoich ambasadorów mają na Białorusi wszystkie państwa NATO? I sama białoruska opozycja chciałaby podwyższenia rangi naszej placówki? To tajemnica polskiego rządu.
Jeżeli już jesteśmy przy Białorusi, warto napomknąć jedną rzecz – otóż był niedawno w Warszawie białoruski wiceminister spraw zagranicznych. Przyjechał na otwarcie wystawy przemysłu białoruskiego (to m.in. te traktory i ciężarówki przed warszawskim Torwarem, których nikt nie widział, bo ogłoszeń o wystawie nie chciano przyjmować) i na posiedzenie wspólnej polsko-białoruskiej komisji gospodarczej. Wystawę otworzył, a potem chciał jechać na posiedzenie. Ale poinformowano, że strona polska je odwołała. I że nikt z nim się nie spotka.
Co tam Białoruś, lista krajów, dla których Polska nie ma czasu, jest znacznie dłuższa.
Wciąż nie widać na przykład kandydata na stanowisko ambasadora w Austrii. Co więcej, tam po odwołaniu Marka Jędrysa placówką kierował Adam Chałasiński. Teraz i jego odwołali, więc w Wiedniu szefuje zastępca zastępcy.
Zmiana też na Słowacji. Z Bratysławy wraca ambasador Zenon Kosiniak-Kamysz. A kto go zastąpi? Na Bratysławę wielu ostrzy sobie zęby, bo to bardzo przyjazna placówka, blisko do Wiednia, blisko w góry, niedaleko do Polski i nad ciepłe morze. Pełne menu. Jest więc o co walczyć. Ale czy warto, skoro się mówi, że najpewniej pojedzie tam Jerzy Chmielewski z Departamentu Europy? To zresztą będzie ciekawe doświadczenie, jak Chmielewski będzie funkcjonował w kraju kierowanym przez, używając słów klasyka, „młodego premiera”…
Wraca też do kraju ambasador przy NATO, Jerzy Maria Nowak. Zastępuje go niedawny wiceminister obrony, Bogusław Winid. Jeszcze parę miesięcy temu mówiło się, że najlepszym ambasadorem przy NATO byłby Robert Kupiecki, dyrektor departamentu natowskiego, ale władza wybrała tego, do którego ma więcej zaufania. Mamy więc zmianę w Brukseli. To zresztą dość śmiesznie wygląda, bo wojsko pilnuje, czy Nowak wyprowadził się już z zajmowanych pokoi, tak żeby Winidowi było wygodnie.
Wraca też z Australii (będzie kolejna nieobsadzona placówka) Jerzy Więcław. O, to bardzo zasłużony urzędnik, pamiętamy go, jak biegał po MSZ, żeby wykryć przecieki i zameldować ministrowi. I tym nakablowaniem na kolegów ugrać parę punkcików. Takie miał horyzonty. W dzisiejszych czasach wróżymy mu wielką karierę.

Wydanie: 27/2007

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy