Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

No to po Fotydze. Los ulubionej minister braci Kaczyńskich jest już przesądzony, o tym w MSZ wie nawet pani od parzenia kawy. Po wakacjach, jeszcze przed jesiennymi wyborami, będzie głosowane wotum nieufności wobec Anny Fotygi, i już wiemy, że jest 231 posłów, którzy poprą ten wniosek. Platforma, SLD, Samoobrona, LPR…
W MSZ zresztą są przekonani, że do tego głosowania nie dojdzie, że wcześniej Kaczyńscy wycofają Fotygę. Mają ku temu znakomity pretekst – od miesięcy nie ma szefa Kancelarii Prezydenta, jest tylko p.o. – Robert Draba. I od miesięcy żelaznym kandydatem na stanowisko „pełnego” szefa kancelarii jest Anna Fotyga. Więc pewnie będzie tak, że zanim dojdzie do głosowania w Sejmie, pani Ania z wielką pompą otrzyma awans.
Ale skoro Fotyga odejdzie, ktoś będzie musiał przyjść. Na chwilę. Na parę tygodni. Więc w MSZ spekulują, kto ją zastąpi. Z góry wiadomo, że skoro będzie to posada na chwilę, to nikogo z górnej półki nie zainteresuje. Wiadomo też, że będzie to posada na czas kampanii wyborczej, co także określa parametry następcy pani minister.
Na razie mówi się o trzech osobach, które MSZ mogłyby wziąć. Pierwsza to Paweł Kowal, obecny wiceminister. Gdy on awansuje o oczko w górę, nic w MSZ się nie zmieni, to będzie resort stojący z boku. Dlatego uważa się, że Kaczyńscy wybiorą bardziej ofensywy wariant. Pierwszy – to Marek Cichocki, ów nieszczęsny szerpa z negocjacji o Traktat Europejski. Jego słabym punktem (w oczach Kaczyńskich) jest to, że kłócił się w Brukseli z minister Fotygą, mocnym – żona, która jest wysokim urzędnikiem w Kancelarii Prezydenta. On, jako szef MSZ, wnosiłby do kampanii akcenty europejskie, no i antyniemieckie. Bo wizja, że Niemcy po to przyłożyły rękę do budowy Unii Europejskiej, by za pomocą tej instytucji rządzić całym kontynentem, jest głęboko zapisana w świadomości prezydenta i premiera. Dlatego też coraz więcej osób stawia na Mariusza Muszyńskiego, który jest w MSZ pełnomocnikiem ds. stosunków polsko-niemieckich. I jednocześnie sztandarem wszystkich antyniemieckich pretensji, żywym wykopaliskiem z czasów Gomułki. Ludzie w MSZ czytają jego teksty drukowane w mediach, potem biegną do archiwum, żeby zerknąć, jak było za Gomułki, i podobieństwa same rzucają się w oczy. Nie ma tylko wspólnoty socjalistycznej, ale dozgonna przyjaźń z „największym mocarstwem świata” – jest jak najbardziej. Jeśli PiS będzie chciało w wyborach zagrać antyniemiecką kartą, strasząc powrotem byłych właścicieli, żądaniami dotyczącymi zwrotu dóbr kultury, niemieckim „imperializmem” (a ta kampania już trwa, wystarczy włączyć telewizor), to Muszyński jest do tego jak znalazł.

PS 1 Nie pisaliśmy w tych krótkich charakterystykach o tym, czy ci trzej dżentelmeni mają wystarczające kompetencje i wiedzę o stosunkach międzynarodowych oraz o MSZ, by tym resortem kierować. Więc, po pierwsze, kompetencji nie mają, po drugie – i tak nie ma to znaczenia. Bo liczy się opinia premiera i to, jak kalkuluje on sobie wyborczą korzyść.

PS 2 Dziękujemy za maila podpisanego Andrzej Papierz. Zawsze to miło mieć na bieżąco wszystkie informacje.

 

Wydanie: 33/2007

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy