Antyreklama reformy zdrowia

Antyreklama reformy zdrowia

Ministerstwo Zdrowia przypomniało sobie, że w dwa lata po wprowadzeniu reformy zdrowia dobrze byłoby ją rozreklamować. Pomysł wydaje się słuszny, bo społeczeństwo jakoś nie zachwyca się produktem rządu Buzka. Pomysł wydaje się niesłuszny, bo ludzie nie potrzebują informacji o reformie. Że jest kulawa – już wiedzą. Tymczasem resort zdrowia chce na reklamę wydać 1,8 mln dolarów pożyczonych z Międzynarodowego Banku Odbudowy i Rozwoju. Za te pieniądze wydrukowane będą ulotki, przeszkoleni lekarze, część kwoty zostanie przeznaczona na “opracowanie strategii rozprowadzania wyprodukowanych ulotek wśród pacjentów”, czyli – mówiąc po ludzku – na to, żeby Polak w ogóle nie wyrzucił tej ulotki, jak mu ją podrzucą do skrzynki na listy.
Lekarze, z którymi rozmawiałam, setki tysięcy dolarów szybko przeliczyli na sprzęt medyczny, pacjenci zaniemówili, ale w ich imieniu przypomnę, co powinno być w takiej ulotce. Stworzę antyulotkę.
Oto hasła reformy, które się nie sprawdziły:
pieniądz pójdzie za pacjentem – nieprawda, za każdego pacjenta szpital dostaje tyle samo, więc nie opłaca mu się leczyć ciężkich przypadków;
pieniądze będą wydawane pod kontrolą – rzeczywiście, rachunki szpitali są prześwietlane, kas – mniej;
pacjent będzie mieć prawo wyboru – dopóki nie skończą się kontrakty szpitali;
kasa będzie działać w interesie ubezpieczonych – tyle że oni tego nie czują;
wzrosną nakłady na ochronę zdrowia – spadają;
lekarze przestaną brać, zaczną zarabiać – biorą, a ich zarobki jeszcze bardziej się obniżyły.

To wszystko nie znajdzie się w kosztownych ulotkach, które mają przed wyborami zamydlić oczy pacjentom.

Wydanie: 22/2001

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy