Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Najtrudniej jest pisać, kiedy zmiany w MSZ jeszcze nie nastąpiły, ale wiadomo, że gdy gazeta trafi do czytelnika – to już nastąpią. Bo zawsze to będzie parę słów za mało i parę słów za dużo.
Na razie (15 listopada) wiemy, że Sikorski będzie (jest) szefem MSZ. I teraz pytanie zasadnicze: kim będą jego zastępcy i kto będzie dyrektorem generalnym MSZ?
Jedno nazwisko jest pewne – to Jan Borkowski z PSL, który już był w swojej karierze podsekretarzem stanu w MSZ. Zajmował się kontaktami z parlamentem. Miał też w MSZ swoją niewielką grupę sympatyków. I wiadomo jedno – jeśli Sikorski odda władzę w resorcie Schnepfowi albo Pomianowskiemu (a bardzo się oni lansują), to grupa ta szybko zacznie się powiększać. To jest zresztą kluczowa sprawa dla MSZ – czy nowy minister zachowa w resorcie równowagę, czy decydować będą merytoryczne kwalifikacje, czy przynależność do koterii…
O tym więc ludzie w MSZ rozmawiają, zastanawiając się równocześnie, kto będzie nowym dyrektorem generalnym. I wtedy będziemy już wiedzieć, na czym MSZ stoi – która z grup będzie miała w resorcie przewagę.
Jeśli chodzi o czwartkowe spekulacje, wiele mówiło się również o Andrzeju Ananiczu, byłym wiceministrze i byłym szefie Agencji Wywiadu. Otóż gdy Donald Tusk pytał Władysława Bartoszewskiego, kto byłby najlepszym szefem MSZ, ten wskazał mu właśnie Ananicza. Ciekawe więc bardzo, jak potoczy się jego los.
A jeżeli jesteśmy już przy Bartoszewskim – swego czasu on właśnie, kiedy był szefem MSZ, a prezydentem Aleksander Kwaśniewski, wypracował model kohabitacji po polsku. Otóż musiał podczas nominacji ambasadorskich uwzględniać oczekiwania prezydenta RP, bo według konstytucji to prezydent mianuje i odwołuje ambasadorów. I uwzględniał to tak, że jeden ambasador był od niego, a drugi od prezydenta. Czy podobny model będzie praktykowany w czasach Sikorskiego? Mądrzy ludzie w MSZ twierdzą, że łatwe to nie będzie, Kaczyński nie jest politykiem chętnym do kompromisów, tu możemy więc spodziewać się wielu przepychanek, walk o każdego „żołnierza”.
Będą kłopoty?
Jeżeli tak, to będą to kłopoty ministra Sikorskiego. Bo urzędniczy lud ma nadzieję, że do MSZ wróci normalność. Że wrócą normalne urzędnicze procedury, że szefowie ministerstwa (z panią Fotygą na czele) przestaną opowiadać głupoty, za które trzeba było się czerwienić – o polityce zagranicznej, o sąsiadach, o Europie… No i że czas takich zawodników jak Andrzej Sadoś wreszcie odejdzie.
Z tym Sadosiem na pieńku ma pół MSZ, a ta niechęć wzrosła całkiem niedawno, po śmierci Wojtka Jakubowskiego. Jakubowski to był porządny dyplomata, pracował w konsulacie w Kolonii, w Bernie, był współpracownikiem Ireny Lipowicz w grupie niemieckiej. Po jej odejściu przeniesiony został do Departamentu Systemu Informacji i tam natknął się na Sadosia. A że nie chciał mu czapkować, ten urządzał mu seanse mobbingu. Ludzie to widzieli. Niewychowanego 30-latka, któremu władza zaszkodziła, i urzędnika, który znosił zaczepki z godnością. Aż dostał zawału.

Wydanie: 47/2007

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy