Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Sikorski ma umiejętność przyciągania pieniędzy. Teraz do MSZ trafi 65 mln zł dla Polonii, które były w gestii Senatu.
Pisaliśmy o tym ostatnio – że min. Sikorski ma wielką umiejętność przyciągania do MSZ pieniędzy i że wiele można mu zarzucić, ale na pewno nie to, że polska dyplomacja głoduje. Kolejnym przykładem potwierdzającym tę umiejętność jest wyrwanie pieniędzy przeznaczanych na pomoc dla Polonii, które do tej pory były w gestii Senatu. Teraz 65,6 mln zł trafi do MSZ.
To jest epokowa zmiana, a sam fakt, że ministerstwo znów budżetowo „utyło”, jest tu najmniej ważny.
W III RP istniał bowiem pewien dualizm – polityka zagraniczna leżała w gestii MSZ, ale polityka dotycząca kontaktów z Polonią była domeną marszałka Senatu. Nie było to przypadkowe – takie rozwiązanie miało stanowić o szczególnej pozycji Polonii i wzmacniać pozycję w kraju Polaków mieszkających za granicą. Ten dualizm miał swoje konsekwencje – niejednokrotnie dochodziło do iskrzenia na linii Senat-MSZ lub Senat-rząd, kiedy inicjatywy senackie spotykały się z krytyką resortu dyplomacji. Marszałkowie Andrzej Stelmachowski, Adam Struzik i Alicja Grześkowiak swoimi podróżami i deklaracjami potrafili przysparzać szefom dyplomacji siwych włosów. Konsulowie zajmujący się sprawami Polaków mieszkających za granicą nieraz nie wiedzieli, jak pogodzić różne polecenia – te z MSZ i te z Senatu. Ale przecież nikt nie zamierzał tego systemu demontować.
No i stało się.
Najprościej mówiąc, zmiana będzie taka: do tej pory szefowie organizacji polonijnych jeździli do marszałka Senatu, teraz ważniejsza będzie dla nich wizyta u wiceministra w MSZ.
I to chyba dokładnie pokazuje, jak zmalała w polskiej polityce rola Polonii – z ważnego wątku spadła do trzeciego szeregu.
Złożyło się na to kilka elementów: wiele spraw już zostało załatwionych, sama Polonia jest rozbita i nie potrafiła zbudować silnej pozycji, no i zmieniła się Polska – mniej jest tu sentymentu, a więcej rachowania.
No dobrze, ale jak wytłumaczyć prosty fakt, że ta zmiana nastąpiła właśnie teraz, że wywalczył ją Sikorski, a nie żaden z jego poprzedników? Są dwie odpowiedzi na tak postawione pytanie. Pierwsza, że najpewniej poprzednicy Sikorskiego nie wykazywali w tej sprawie aż tak dużej determinacji. A druga – że minister potrafił przekonać premiera.
W MSZ mówią, że zaważyły na tym ostatnie miesiące, kiedy to Sikorski jeździł z Tuskiem w ramach naszej prezydencji. I miał wtedy okazję zabłysnąć przed premierem. Bo premier zna języki obce w formie najprostszej, więc poczuł kompleksy u boku szefa MSZ. Zwłaszcza że los sprawił, iż Europa spoglądała na Polskę, oczekiwała jej inicjatyw. Sikorski urósł zatem w oczach Tuska i urosła też jego umiejętność argumentowania.
To frapujące – jak historia może zależeć od rzeczy pozornie banalnych, od tego, że premierowi trzydziestoparomilionowego państwa nie chciało się kiedyś uczyć języków obcych…

Attaché

Wydanie: 4/2012

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy