Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

W MSZ ogłoszono, że jest organizowany konkurs na stanowisko dyrektora Biura Finansów. Czy to niespodzianka?
Nie tak dawno pisaliśmy, że dyrektorem tegoż biura został Michał Radlicki. O, Radlicki to ważna w MSZ persona – zaczynał jako asystent Bronisława Geremka, potem, za Skubiszewskiego, przyszedł do MSZ i w zasadzie niemal od razu znalazł się w grupie rozdających w ministerstwie karty, zwłaszcza te kadrowe. Kogo w górę, kogo w dół – to był właśnie Radlicki. Więc resztki MSZ-owskiej komuny szczerze (i zupełnie słusznie) go nie znosiły. Ukoronowaniem jego kariery było stanowisko dyrektora generalnego, to on w czasach AWS, czyli Geremka i Bartoszewskiego, był głównym kadrowym w resorcie.
Potem wyjechał na ambasadora do Włoch, już za Włodzimierza Cimoszewicza. A potem było już gorzej.
Bo z Radlickim było tak, że komuna krzywdy mu nie robiła. Ale jak przyszła prawica (ta PiS-owska), to od razu, bez cackania, go rozstrzelała (zawodowo). Wiadomo – geremkowcy to dla PiS najgorszy wróg.
I oto zupełnie niedawno Radlicki wrócił do MSZ, ale na stanowisko dyrektora Biura Finansów, co uznano za degradację.
Trochę na tym stanowisku popracował – i bach, został odwołany i jest w dyspozycji. Dlaczego?
W MSZ popularna jest wersja, że sam tak chciał. Bo prędko zorientował się, jak sprawy finansowe w ministerstwie się mają, i nie chciał w tym maczać palców.
A te sprawy mają się tak, że min. Sikorski zbudował w MSZ nieformalną strukturę składającą się z rozmaitych pełnomocników, rekrutowanych z MON. O Marku Michalewskim, pełnomocniku ds. informatyzacji MSZ, zaczęli nawet mówić, że to druga osoba w resorcie. A jest jeszcze pełnomocnik ds. kluczowych inwestycji. Są inni. Ci pełnomocnicy funkcjonują tak, że mając poparcie ministra, wydają polecenia dyrektorom. Trzeba zrobić to, trzeba zrobić tamto, trzeba zrobić siamto… Za nic przy tym nie ponoszą odpowiedzialności. Bo to nie oni podpisują się na dokumentach, śladu nie zostawiają.
Radlicki na to nie poszedł (pewnie nauczony sprawą ambasady w Berlinie…) i odmówił parę razy pełnomocnikom ministra swoich paraf. Czyli – odmówił im pieniędzy.
No więc wtedy było już jasne, że sam się prosi, żeby go wywalono.
Stłucz pan termometr – nie będziesz miał gorączki. MSZ to budżet wynoszący ponad 1 mld zł. Te wielkie pieniądze zawiadywane są przez: a) dyrektora generalnego, który wybiera się na placówkę, więc nie ma głowy do takich rzeczy jak stawianie się ulubieńcom ministra, b) dyrektora Biura Finansów – którego nie ma, jest tu wakat, c) przez stado pełnomocników.
A oni wydają z fasonem – MSZ nigdy nie miało tak wielu tak śmiesznych szkoleń, jakie teraz przechodzi. Oczywiście to wszystko robią firmy zewnętrzne. I nie za darmo. W MSZ raczej nikt nie ma wątpliwości, dlaczego odeszła wicedyrektor Biura Spraw Osobowych i Szkolenia – Małgorzata Banat-Adamiuk. W swym departamencie odpowiadała właśnie za sprawy szkoleń. I czy nie było tak, że próbowała zatrzymać te najbardziej bezsensowne? A może, po prostu, nie chciała podpisywać kolejnych zleceń?
To jest temat nie tylko do prasy…

Wydanie: 28/2009

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy