Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Już wiemy, czym zajmuje się polska dyplomacja. Uczy Polaków, jak układać noże i widelce na stole.
Witam Szanownych Czytelników po długiej chorobie i rehabilitacji, wiadomo – w pewnym wieku różne rzeczy człowieka nachodzą… Choć z drugiej strony takie stany uczą dystansu i spokoju.
Z dystansem patrzymy więc na „wielki” sukces naszego ministra Radosława Sikorskiego, który został umieszczony na 85. miejscu listy światowych myślicieli magazynu „Foreign Policy”. A czym sobie na to miejsce zasłużył? Otóż mową w Berlinie, 28 listopada 2011 r., kiedy powiedział, że „mniej boi się silnych Niemiec niż Niemiec nieaktywnych”.
Teraz w MSZ się zastanawiają, czy przypadkiem to 85. miejsce nie należy się bardziej Charlesowi Crawfordowi, w latach 2003-2007 ambasadorowi Wielkiej Brytanii w Warszawie, który to przemówienie Sikorskiemu pisał (oficjalna wersja głosi, że był jego współtwórcą). Może tam powinno być ich dwóch?
Crawford, dodajmy, oficjalnie zakończył karierę w dyplomacji i pracuje w firmie ADRg Ambassadors złożonej z byłych ambasadorów. Udziela się w niej jako speechwriter i copywriter.
Oczywiście nie za darmo, Sikorski też mu zapłacił (to znaczy, zapłaciło nasze MSZ). Nawiasem mówiąc, „pomoc” Crawforda nie była czymś nowym. Z jego usług resort korzystał już wcześniej, podczas corocznego zjazdu ambasadorów. Minister przyznał również, że MSZ zamawia „ekspertyzy” na zewnątrz, u dziennikarzy. I że statystycznie jest to jedna ekspertyza na jeden dzień pracy. Co pochłonęło już kilkaset tysięcy złotych.
No dobrze, skoro w MSZ nie można znaleźć ludzi zdolnych napisać ministrowi przemówienie, o którym byłoby głośno, albo poważną ekspertyzę, to co tam robi ta armia urzędników?
Jakimś tropem podsuwającym odpowiedź na to pytanie jest nowa strona internetowa ministerstwa, bardzo reklamowana. I piękna jak stacja TVN. Mamy tam np. filmik, który pokazuje, jak układać sztućce do obiadu, żeby było correct, zgodnie z protokołem dyplomatycznym.
Ten filmik to nie byle co, tylko serial w odcinkach. Za który MSZ zapłaciło 60 tys. zł.
No to już wiemy, czym się zajmuje polska dyplomacja. Uczy Polaków, jak układać noże i widelce na stole.
Na stronie mamy też wirtualne spacery po MSZ. Albo inne – ambasadorzy oprowadzają (internautów) po Rzymie, po Atenach…
Mamy też blogi dyplomatów. Pasjonująca lektura! Ambasador w Japonii opisuje, jak jechał karetą, by złożyć listy uwierzytelniające.
Człowiek to ogląda i zastanawia się, czy ma do czynienia z poważnym ministerstwem czy z dziennikarską bulwarówką, z polityką zagraniczną czy z zabawą… Gdzie głównym zabawiającym jest twitterujący i puszczający filmiki minister.
No to teraz oczekujemy występu ministra celebryty w „Tańcu z gwiazdami”. To będzie kolejny, konsekwentny krok w karierze Radosława S.
Attaché

Wydanie: 49/2012

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy