Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

No to Radosław Sikorski nie ma dobrej passy, przynajmniej jeśli chodzi o sprawy, za które bierze pieniądze, czyli sprawy MSZ i polityki zagranicznej.
Drobna rzecz – występując w debatach i mówiąc, jakim to świetnym będzie prezydentem, minister zapowiedział, że stworzy w Kancelarii Prezydenta ośrodek analityczny. Że będzie to miejsce budowania strategii polityki Polski, tej w zakresie stosunków międzynarodowych i obronności. Piękne słowa – szkoda tylko, że takiej komórki minister nie potrafi porządnie zorganizować w MSZ. Bo owszem, jest w MSZ Departament Strategii i Planowania. Sęk jednak w tym, że Sikorski od chwili, kiedy objął MSZ, nie znalazł czasu, by obsadzić stanowisko dyrektora tego departamentu. DSP kieruje wicedyrektor. I już wiadomo, że departament jest piątym kołem u wozu.
Minister wywołał też wielki szum, gdy ogłosił, że ambasadorem Unii Europejskiej w Pakistanie będzie Andrzej Ananicz. No, to było jak kulą w płot, bo szybko okazało się, że pani Ashton wysyła do Islamabadu zupełnie kogoś innego. Chwalipięctwo naszego ministra miało więc krótkie nogi.
Potem, co prawda, tłumaczył się (przez rzecznika), że dziennikarze nie pojęli jego słów, że Ananicz będzie ambasadorem w Pakistanie, ale nie Unii, tylko Polski, itd. Ale to była musztarda po obiedzie.
W świat poszedł sygnał – minister Sikorski już nie za bardzo kojarzy, co się dzieje w dyplomacji. Nawiasem mówiąc, zbytnio to ludzi w MSZ nie martwi. Otóż, jak wiadomo, stosunki Sikorskiego z prezydentem Kaczyńskim są fatalne, a po bydgoskim początku prekampanii, po tych wszystkich mały-niski, już wiadomo, że to jest stan wojny. Na szczęście (dlaczego – o tym za chwilę) jeszcze przed Bydgoszczą minister skręcił nogę na wakacjach w Szwajcarii. W efekcie nie mógł uczestniczyć w noworocznym spotkaniu prezydenta Kaczyńskiego z korpusem dyplomatycznym. Zastąpić go więc musiała wiceminister Grażyna Bernatowicz. Osoba spokojna i fachowa. Pani minister poszła, pogadała i załatwiła u prezydenta podpisanie kilku ambasadorskich nominacji. Nikt nie ma wątpliwości, że gdyby na spotkanie poszedł Sikorski, nic by nie załatwił, Kaczyński na nic by się nie zgodził.
Tak więc wygląda życie państwowe w Rzeczypospolitej.
Aha, a czyje nominacje prezydent podpisał?
Do Iranu (wreszcie kogoś tam wysyłamy!) jedzie zatem Juliusz Gojło, zawodowy dyplomata. Do Szwecji Adam Hałaciński, Rafał Wiśniewski do Danii, a Marek Garztecki, syn Juliusza Garzteckiego, do Angoli.
W tej grupie Gojło i Hałaciński to zawodowi dyplomaci, Wiśniewski to już bardziej MSZ-etowski dygnitarz, a Garztecki pamiętany jest jako były dziennikarz, no i szef „Solidarności” w Wielkiej Brytanii w latach 80.
Ale to nie koniec zasług Grażyny Bernatowicz.
Otóż nie tak dawno zmarł Krzysztof Skubiszewski. Potem był jego pogrzeb. I cóż się okazało? Że jedyną osobą z kierownictwa MSZ, która towarzyszyła Skubiszewskiemu w ostatniej drodze, była wiceminister Bernatowicz. Była zresztą na pogrzebie prywatnie. I minister Sikorski, i MSZ o pogrzebie zapomnieli.
Takie czasy angielskich dżentelmenów.
Attaché

Wydanie: 12/2010

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy