Zabij się dla Polski!

Zabij się dla Polski!

26.08.2020. Gdynia. Stefan Chwin. Nagroda Literacka GDYNIA/ Festiwal Miasto Slowa. Nz. / fot. Anna Rezulak / KFP /REPORTER

Fatum nad Polską: albo zdrajcy, albo patrioci Stefan Chwin Samobójcy, którzy oddają życie za ojczyznę! Pisze pan o nich* i jest to cała masa postaci rzeczywistych i literackich – Rejtan, Konrad Wallenrod, Kordian, Karol Levittoux, Wanda, co nie chciała Niemca, por. Ordon, Michał Wołodyjowski i inni. Uznani za godnych najwyższego szacunku. Jeśli jednak tak ważne miejsce w kulturze narodu zajmują samobójcy – to jest to chyba choroba. – Nie tyle choroba, ile świadectwo sytuacji, w jakiej Polacy znaleźli się w wieku XIX. Przez sąsiednie państwa zostaliśmy potraktowani brutalnie. Nie wiem, czy potraktowano nas, jak to się zwykle mówi, wyjątkowo, bo np. Miłosz uważał, że historia biblijna Izraela była bardziej bolesna niż historia Polski XIX w. Niemniej zachowania samobójcze, które wtedy się zdarzały, dają się wytłumaczyć w tamtym kontekście. Warto zapytać, jak inne narody sobie radzą w podobnych, ekstremalnych sytuacjach bezsilności i bardzo głębokiego poniżenia i czy nie tworzą podobnych mitów. Karol Levittoux… Spiskowiec, aresztowany przez carską policję, spalił się na więziennej pryczy w warszawskiej Cytadeli. – Był torturowany przez długi czas i odebrał sobie życie nie dlatego, że nie mógł wytrzymać bólu, tylko dlatego, że uświadomił sobie – przynajmniej tak mówi legenda – że w wyniku tortur może wydać przyjaciół. Zabił się więc, żeby ich ochronić. Podobne samobójstwa nie były rzadkie i w XIX w., i podczas II wojny światowej, i zaraz po niej. Żeby nie zdradzić rodzin czy towarzyszy z oddziału, ludzie takie rzeczy robili w więzieniach gestapo czy NKWD. Nigdy jednak bym się nie ośmielił drwić ani z nich, ani z Karola Levittoux. Rozumiem, ale jeśli takie postawy zaczynają dominować w przekazie kulturowym, to konsekwencje mogą być tragiczne. – Nie chciałbym, żebyśmy sobie wyobrażali, że to jest główny nurt polskiej kultury i że tylko my, jedyni na całym świecie, wyróżniamy się na tym polu. Prawdziwy kult samobójstwa altruistycznego to kultura wschodniej Azji, szczególnie kultura Japonii. Kamikadze nie jest słowem pochodzenia polskiego. W Wietnamie Południowym w latach 60. na ulicach płonęły setki mnichów – i mniszek – buddyjskich, prześladowanych przez katolicki reżim Ngo Dihm Diema. W Irlandii, gdzie toczyła się walka o niepodległość, odbierano sobie życie, walcząc o status więźniów politycznych. Po zajęciu Czechosłowacji przez wojska Układu Warszawskiego w 1968 r. przeszła przez ten kraj fala samospaleń protestacyjnych – Jan Palach nie był jedyny! U nas publiczne samobójstwa protestacyjne popełniły trzy osoby. Ryszard Siwiec, Walenty Badylak i Piotr Szczęsny. Najwyższy wzór patriotyzmu U nas o reducie Ordona dzieci uczą się w szkole. – To inna sprawa: pomysł na edukację, wedle którego samobójców altruistycznych należy przedstawiać dzieciom jako najwyższy wzór patriotyzmu. Ale dodajmy, że obok tego pomysłu w polskiej kulturze jest nurt przeciwstawny. Z jednej strony kult Ordona, z drugiej sztuka „Śmierć porucznika”, w której Mrożek z tym kultem zabawnie się rozprawia. Uważam zresztą, że kultura polska wytworzyła w sobie pewną równowagę. Mamy w niej z pewnością forsowanie wzorca patriotyzmu, w którym śmierć jest pieczęcią narodowej świętości, ale np. Miłosz uważał, że inicjatorów powstania warszawskiego należy postawić przed Trybunałem Stanu. Do tego cała linia Gombrowicza, w tonie i treści przeciwna tego typu edukacji. Niebezpieczeństwo, które polskiej kulturze zagraża, to zachwianie równowagi pomiędzy tymi dwoma nurtami. Kultura powinna mieć dwa skrzydła – mroczno-sakralne i jasno-ironiczno-racjonalne. Wtedy jest naprawdę zdrowa. Ale dominuje to sławiące śmierć! – To prawda. W tej chwili znaleźliśmy się w momencie krytycznym. Mrożek i Gombrowicz są spychani na bok, pojawiają się pomysły, żeby ich w ogóle wypchnąć ze szkoły. Tonacja, nazwijmy, oświeconego racjonalizmu jest dość mocno przyduszona. Możemy zapytać: co z naszymi dziećmi robi się w szkole? Jaki pasztet ideologiczny pakuje się im do głowy? I jakie akademie są w szkołach organizowane… I wycieczki… – Doskonale pamiętam swoją edukację szkolną. Prawdziwe paradoksy! To była szkoła z epoki realnego socjalizmu, ale wcale nie była szkołą racjonalistycznego oświecenia, tylko przeciwnie – twardego, bezdyskusyjnego podporządkowania jednostki społeczeństwu i państwu. A jako symbol tego największego podporządkowania przedstawiano oddanie życia przez jednostkę dla dobra zbiorowości. Bardzo to partia pochwalała. W szkole uczono nas z jednej strony

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2021, 26/2021

Kategorie: Kraj, Wywiady