Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

PiS ma sporo racji, gdy nazywa ministra Sikorskiego Twitterem, podśmiewając się z jego miłości do tej formy komunikowania. Bo rzeczywiście to śmieszne i sami to ministrowi wytykaliśmy. Ale poza tym racji ma niewiele.
Z wielkim szumem politycy tej partii zaatakowali i premiera, i MSZ za to, że podczas szczytu Partnerstwa Wschodniego państwa Europy Wschodniej nie podpisały deklaracji krytykującej Białoruś za nieprzestrzeganie praw człowieka. I że to wielka kompromitacja Donalda Tuska i polskiej dyplomacji.
Ha! Rozsądniej by prezes PiS zrobił, gdyby się pohamował z tym oburzeniem. Bo błyszczy zacietrzewieniem i niewiedzą.
Po pierwsze, mamy nadzieję, że wie, że Partnerstwo Wschodnie to przedsięwzięcie europejskie, Unii Europejskiej, a nie polskie (choć Polska należy do jego inicjatorów). No i że ów szczyt miał się odbyć w czasie prezydencji węgierskiej, ale Węgrzy przerzucili ten obowiązek na nasze barki. Z czego należy być zadowolonym.
Po drugie, nie można zarzucać polskiej dyplomacji, że nie wynegocjowała z partnerami wschodnimi tekstu deklaracji, że nie namówiła ich do niej, bo fizycznie było to niemożliwe. Na szczycie Białoruś miała być obecna. Początkowo Mińsk reprezentować miał minister spraw zagranicznych, potem liczono, że będzie to ambasador w Warszawie, aż wreszcie, w ostatniej chwili, Białoruś szczyt zbojkotowała. Ale skoro miała na szczycie być, nie można było szykować deklaracji jej potępiającej. Ani namawiać do tego innych krajów.
W tej sprawie nasze MSZ jest bez winy.
Pomysł deklaracji powstał na samym szczycie, ad hoc. I nie była to porażka, bo – co prezes powinien wiedzieć – podpisały ją państwa Unii Europejskiej. A że nie podpisały państwa wschodnioeuropejskie? To było oczywiste, że nie podpiszą. Nie ma co się temu dziwić.
Nie podpisały przynajmniej z dwóch powodów. Po pierwsze, w tym regionie nie ma woli, żeby pogrążać Łukaszenkę. Po drugie, te państwa ze sobą współpracują, handlują, więc nie czują potrzeby kłótni. Co – nawiasem mówiąc – warto docenić. Po trzecie, inaczej pojmują demokrację niż Unia Europejska. Co zresztą Unia rozumie… Naprawdę, trudno sobie wyobrazić, by np. Azerbejdżan zaangażował się w krytykowanie Łukaszenki za reżyserowane wybory i autorytarny reżim. Żeby prezydent Ilham Alijew, syn prezydenta Hejdara Alijewa, krytykował Łukaszenkę za autorytaryzm. Albo źle przeprowadzone wybory. Bo on sam w swoich dostaje po 80% głosów.
Ba, można zakładać, że Łukaszenka jest Azerbejdżanem zachwycony. Bo to kraj, w którym prezydent może mianować premierem swojego syna (absolwenta MGIMO, nawiasem mówiąc), a potem wyznaczyć go na swojego następcę. No, ale z Alijewami jest tak, że popierają Zachód, to znaczy zachodnich inwestorów, więc są tymi dobrymi… Także w oczach PiS, ale akurat to nie dziwi.
Warto więc, patrząc na kraje Partnerstwa Wschodniego, mieć pojęcie, jak wyglądają. Jaki jest tam system, jakie mają trudności. Wtedy uzmysłowimy sobie ogrom przedsięwzięcia. I docenimy taktykę małych kroków.
Attaché

Wydanie: 40/2011

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy