Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

To ma nastąpić w tym tygodniu – Krzysztof Jakubowski ma zastąpić Zbigniewa Matuszewskiego na stanowisku dyrektora generalnego. Ta zamiana nie wzbudza emocji, wiadomo było o niej od dawna – Matuszewski wyjeżdża do Londynu, gdzie będzie ambasadorem, Jakubowski wrócił z Genewy, stanął do konkursu (był zresztą jego faworytem), nie miał przeciwników, zaliczył wszystkie jego etapy, no i jest, gdzie jest.
Ciekawe jest tylko jedno – otóż przekazanie władzy nad MSZ-etowskimi kadrami odbędzie się bez udziału ministra, który w tym czasie będzie w Korei…
Za to w przyszłym tygodniu ma zostać ogłoszony konkurs na dyrektorów instytutów polskich. Konkretnie chodzi o sześć placówek, m.in. Nowy Jork, Moskwę, Pragę i Kijów. Ten konkurs ma być (podobno) wielką nowością, mają być w nim sprecyzowane inne niż dotychczas (czyli większe) wymagania. Czy dzięki temu instytuty będą działać lepiej niż do tej pory?
I w MSZ (na różnych szczeblach), i w Sejmie, i w ambasadach ocena ich pracy jest różna, bo różne są warunki, w których działają. W tym wszystkim constans jest jeden – brak pieniędzy. Polska przeznacza na promocję swego kraju 16 mln zł rocznie, więc o czym tu dyskutować? Poza tym różni są szefowie instytutów, od bardzo dobrych po nieudanych. No i różne warunki lokalowe.
Czego klasycznym przykładem jest Moskwa. Tamtejszy instytut ma pecha (albo nieudolnych szefów – to kwestia interpretacji).
Najpierw instytut funkcjonował w budynku ambasady RP, co samo w sobie jest złym rozwiązaniem. Potem, w roku 2000, wynajęto dla instytutu część pałacyku przy Twerskim Bulwarze. Sęk w tym, że od prywatnego najemcy, no i ruinę. W ramach czynszu Polacy mieli wyremontować swoją część. Placówka działała więc w warunkach polowych – albo w niedogrzanej ruinie, albo wśród zaprawy i farb. Na koniec, po remoncie, najemca zerwał umowę (tak była sformułowana, że za jej wypowiedzenie nie przewidywano kar) i wyrzucił instytut z pałacyku. Kilkadziesiąt tysięcy dolarów wyrzucono w błoto. Po prostu stolica komunizmu jest dziś stolicą dzikiego kapitalizmu, więc gdy znalazł się kupiec, który dawał więcej, właściciel (a w zasadzie dzierżawca) nie miał skrupułów.
Instytut wrócił zatem do budynku ambasady. Klapa? Prawie, bo władze Moskwy wciąż obiecują, że coś na instytut znajdą. To trwa już lata, lokalizacji było już kilka, ale podobno teraz mer Moskwy, Łużkow, ma coś pewnego. Zobaczymy…
Ŕ propos szukania, w MSZ jednym z modniejszych tematów jest teraz zgadywanka, kto zastąpi Bogusława Majewskiego na stanowisku rzecznika MSZ. Pawła Dobrowolskiego, poprzedniego rzecznika, który wraca teraz z Kanady, w tej konkurencji nawet się nie wymienia. Więc kto? Na razie faworytem numer 1 jest Aleksander Chećko, były dziennikarz „Polityki” i szef Programu I Polskiego Radia. W zamysłach ma powtórzyć sukces Grzegorza Dziemidowicza (też byłego dziennikarza), który był rzecznikiem MSZ za czasów Skubiszewskiego. I wykreował w mediach i MSZ swego szefa.
Ale to były inne czasy…

Wydanie: 35/2004

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy