Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Tak jak Macierewicz rozwalił do końca służby wojskowe, tak pani Fotyga rozwala MSZ. Po kawałku, ale systematycznie.
Mamy w MSZ hecę lustracyjną. I to jest delikatne określenie. Opisywały to media, więc tylko gwoli przypomnienia, w telegraficznym skrócie: Trybunał Konstytucyjny zakwestionował ustawę lustracyjną w podstawowych punktach, m.in. uznał, że wzór oświadczenia lustracyjnego jest niezgodny z konstytucją, więc te wszystkie oświadczenia, które rozmaici gorliwcy i przestraszeńcy wypełnili i złożyli, należy im zwrócić. Oczywiście zamknięte. Ale okazało się, że Trybunał swoje, a MSZ swoje. Bo szef MSZ-etowskiego Biura Kadr, Andrzej Papierz, dokonał… interpretacji orzeczenia. I polecił dyplomatom na placówkach złożyć nowe oświadczenie, według wymyślonego przez nich wzoru.
Proszę państwa, cóż za wspaniały wynalazek! Interpretacja! Dlaczegóż nie wpadli na to Kaczyńscy?! Też mogli ogłosić, że Trybunał swoje orzekł, a oni interpretują to w ten i w ten sposób, w taki, jaki jest im wygodny. Bo tak to orzeczenie zrozumieli i zinterpretowali. Ale oni na ten prosty sposób nie wpadli. W przeciwieństwie do genialnego Papierza. Który za takie coś prokuratora będzie miał jak w banku.
Na tym nie koniec skandalu. Oto w mediach pojawiła się informacja, że 60 dyplomatów przyznało się do współpracy ze służbami specjalnymi PRL. Skąd ta informacja się wzięła? Znaczy się, ktoś zaglądał już do oświadczeń lustracyjnych? A jakim prawem? Co to za szpiegowanie?
Jest jeszcze trzecia wątpliwość – otóż oświadczeń lustracyjnych żądano również od pracowników centrali MSZ. A to było w ten sposób, że ludzie wołani byli do pokoiku w Biurze Kadr. A tam młody człowiek, za biureczkiem, przyjmował te oświadczenia. Trzeba je było przynieść w dwóch egzemplarzach, w oryginale i kopii. Jak PIT do urzędu skarbowego. No i ten urzędnik przeglądał te oświadczenia (jakim prawem?), porównywał, czy oryginał zgadza się z kopią, po czym oryginał wrzucał do koszyczka, a na kopii przybijał stempel i oddawał urzędnikowi. Takie to koncelebracje urządzano.
Ale myliłby się ktoś, kto sądziłby, że to koniec hecy. Bo zaraz minister Fotyga zaczęła zwalniać ludzi. Więc odwołany został wicedyrektor Departamentu Systemu Informacji, a także dyrektor Departamentu Prawno-Traktatowego.
Z tym DPT to śmieszna rzecz – podczas wystąpienia w Sejmie minister Fotyga chwaliła ten departament, mówiła, że świetnie pracuje. A parę dni później jego dyrektora – na bruk. I to dopiero początek wielkiej czystki.
Zwalniają, znaczy będą przyjmować?
A owszem, chodzi po MSZ cała masa ludzi, których wcześniej nikt tu nie widział. Departament Unii Europejskiej ma na przykład nowego zastępcę dyrektora. To pan Piotr Kobza, który przyszedł z Kancelarii Premiera. Tam zresztą narzekano na niego straszliwie, że ma dwie lewe ręce i niechęć do jakiejkolwiek pracy. Po tych skargach ktoś pewnie poszedł po rozum do głowy i uznał, że z takimi kwalifikacjami to można być tylko dyrektorem.
I jest. Trwa więc ostrzał na linii Kancelaria Premiera-MSZ. Kto komu przyłoży bardziej zgniłym pomidorem. My im Sadosiem, oni nam Kobzą. Patrząc na stopień szkodliwości, wciąż co najmniej 3:1 dla nas.

Wydanie: 22/2007

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy