Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Jest wojna, więc MSZ jest instytucją pilnie strzeżoną. Gmachu przy al. Szucha pilnują panowie z długą bronią, skrupulatniej sprawdzane są przepustki. Zresztą z tymi przepustkami doszliśmy już chyba do ściany, w samym MSZ nie można przejść z jednego skrzydła do drugiego bez karty magnetycznej. I tak nie było nigdy, co mogą potwierdzić najstarsi pracownicy.
Poza tym jak jest wojna, mamy zalew rozmaitych komunikatów i dementi. No i odpowiedzi na pytania. Można je zresztą przeczytać na internetowej stronie MSZ. Dziełko zbudowane w nieskomplikowanej konwencji notatnika agitatora nosi tytuł „Kryzys Iracki – Pytania i Odpowiedzi”. Człowiek to czyta i wzdycha, jakiż piękny byłby świat, gdyby wszystko było tak proste… Z nagłówka możemy się dowiedzieć, że i Pytania, i Odpowiedzi przygotował rzecznik MSZ, Bogusław Majewski, osoba do tych spraw szczególnie predestynowana z tej racji, że jest absolwentem studiów dziennikarskich w Moskwie. Studiował tam w latach 80.
Może to wszystko wyjaśnia?
Ale nasze MSZ to nie tylko proste żołnierskie słowa Majewskiego. To także urzędniczy bełkot. Zresztą posłuchajmy, jakim językiem koresponduje z centralą szefowa Instytutu Polskiego w Berlinie. Otóż proponuje ona „wieloelementowe imprezy tematyczne realizowane w dłuższym okresie czasu, skonstruowane wokół wydarzenia wiodącego, realizowane w ramach projektu konkursowego”.
Jeżeli jesteśmy już przy Berlinie – po miesiącach oczekiwania zapadła wreszcie decyzja, co dalej robimy z budynkiem naszej ambasady. Tym na poły rozebranym, co straszy w centrum niemieckiej stolicy. Jak wszyscy wiedzą, MSZ zamierzało zburzyć stary gmach, i na jego miejsce pobudować coś nowego. Na same prace projektowe wydano więc 16 mln, w wyniku czego ministerstwo otrzymało projekt, który do niczego nie był mu potrzebny…
Wybuchła wielka afera, spodziewano się, że ktoś będzie musiał za to marnotrawstwo zapłacić głową. Podejrzenia kierowały się w stronę Michała Radlickiego, byłego dyrektora generalnego, obecnie ambasadora w Rzymie. Radlicki nawet przyjeżdżał do Warszawy i składał zeznania w prokuraturze. I co dalej? Otóż w MSZ zadecydowano, że państwo polskie nie będzie budowało nowej ambasady, tylko dokona remontu budynku istniejącego.
Bo to taniej. A poza tym, istniejący budynek to niemal zabytek, prawie pomnik architektury lat 60.
Tak w każdym razie niektórzy wyjaśniają decyzję o remoncie, powołując się przy tym na przykład ambasady Francji w Warszawie, która także remontuje swój gmach. Ba! Tylko pamiętajmy, że Francuzi chcieli – tak jak Kanadyjczycy – zburzyć budynek ambasady i na jego miejscu pobudować nowy. Ale okazało się, że obecna budowla to pomnik architektury modernistycznej, więc nie wolno go burzyć, tylko trzeba remontować. Co będzie kosztować trzykrotnie więcej.
No, przed takimi dylematami nasze MSZ nie stoi…

Wydanie: 14/2003

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy