Lody turbiną kręcone

Lody turbiną kręcone

21.10.2020 Ostroleka Elektrownia C , strategiczna budowa na zlecenie politykow PiS finansowana przez spolki energetyczne, miala byc weglowa, ale planowane jest przerobienie istniejacej weglowej infrastruktury na gaz. Koszt blednych decyzji ok.1,5 miliarda zlotych. fot. Andrzej Iwanczuk/REPORTER

Przy budowie Elektrowni Ostrołęka C przekop Mierzei Wiślanej to pikuś Historia budzącej największe emocje, choć nieistniejącej Elektrowni Ostrołęka C to mieszanka chciejstwa, nieliczenia się z rachunkiem ekonomicznym oraz drobnych kombinacji lokalnych bonzów, podlana sosem fałszywych prezydenckich obietnic. I pieniędzy, wielkich pieniędzy… Na temat tej inwestycji wypowiadali się wszyscy: prezydent Andrzej Duda, byli i urzędujący premierzy, ministrowie, ekonomiści, obrońcy środowiska, samorządowcy, dziennikarze, a nawet Kurpie. Miała to być ostatnia w Polsce duża elektrownia węglowa o mocy 1000 MW. Zakładano, że zostanie uruchomiona w roku 2024 i posłuży co najmniej 40 lat. Zaczęło się banalnie. W roku 2008 w Grupie Energa zastanawiano się nad budową kolejnej – obok istniejących Elektrociepłowni Ostrołęka A i Elektrowni Ostrołęka B – instalacji o nazwie Elektrownia Ostrołęka C. Najważniejszą częścią prac studyjnych było ustalenie, czy inwestycja będzie opłacalna w ciągu kolejnych dziesięcioleci. W zależności od tego, jakie dane wprowadzano, raz był to świetny biznes, a innym razem niezupełnie. Co decyduje dziś w Europie o opłacalności budowy elektrowni? Cena nośnika energii (węgla, gazu ziemnego, uranu itp. wraz z kosztami transportu), następnie cena hurtowa prądu oraz cena uprawnień do emisji dwutlenku węgla. Do tego trzeba doliczyć koszt budowy samej elektrowni, turbin, kotłów, dróg dojazdowych, magazynów, składów itd. W 2012 r. ówczesne szefostwo Energi doszło do wniosku, że opalana czarnym złotem nowa Ostrołęka to kiepski pomysł, i odstąpiło od przetargu, zawieszając temat ad Kalendas Graecas. Za co potem ciągane było po różnych organach. Ostatecznie Najwyższa Izba Kontroli uznała, że decyzja była racjonalna i nie zagrażała bezpieczeństwu energetycznemu kraju. W roku 2011, po katastrofie w japońskiej siłowni atomowej Fukushima Daiichi, w Europie gwałtownie zmieniły się koncepcje dotyczące przyszłości energetyki. Do węgla, który od dawna był passé, dołączył atom. Uznano, że przyszłością energetyki są gaz ziemny i odnawialne źródła energii (OZE), a także wodór i energia termonuklearna. Europejska gospodarka miała do połowy XXI w. stać się ekologicznie czysta. Polska ze swoją energetyką opartą na węglu kamiennym i brunatnym – ponad 70% energii elektrycznej produkowanej w naszym kraju pochodzi z tych źródeł – była postrzegana jako wyrodek, który truje sąsiadów. Bruksela pracowała nad wielkim planem transformacji europejskiego przemysłu i energetyki zakrojonym na biliony euro. Okrągła sumka, która miała przypaść Polsce, miała nas zmusić, byśmy w końcu zaorali Kozienice, Turowy, Skawiny, Bełchatowy i Jaworzna. Rozpoczynanie w takich okolicznościach budowy opalanego węglem kopciucha w samym sercu ziemi kurpiowskiej było szaleństwem. Tylko politycy Prawa i Sprawiedliwości o tym nie wiedzieli. Przedwyborcze obietnice W lutym 2015 r. Andrzej Duda, kandydat PiS w nadchodzących wyborach prezydenckich, zjechał do Ostrołęki na spotkanie z elektoratem. Nazwał rezygnację z inwestycji w tutejszą elektrownię zbrodnią. Ostrzegł też, że „oni” chcą likwidować polskie kopalnie i mówią, że węgiel się nie sprzedaje. „To jest antypaństwowa polityka!”, grzmiał do tłumu. Dowodził, że potrzebujemy nowoczesnych elektrowni węglowych. Wiosną Ostrołękę nawiedził prezes Jarosław Kaczyński i, jak wspominał były senator PiS Krzysztof Majkowski, „stał na łące i zapewniał, że w tym miejscu powstanie nowoczesna, wielka elektrownia”. Kilka dni przed wyborami do Sejmu w październiku 2015 r. prezes, w towarzystwie posłanki Krystyny Pawłowicz, ponownie stanął na ściernisku przed porzuconą budową Ostrołęki C i powtórzył złożone wiosną obietnice. Słuchający go elektorat uwierzył, że będzie lepiej. Temat mocno pompowało też dwóch lokalnych bonzów – poseł Arkadiusz Czartoryski, który rozdawał karty w Ostrołęce, i przyszły minister energii Krzysztof Tchórzewski, mający swój matecznik w Siedlcach. Po zwycięstwie PiS w wyborach z 2015 r. pożegnał się z posadami stary zarząd Zespołu Elektrowni Ostrołęka. Sięgnięto po nowe twarze. Było oczywiste, że temat budowy elektrowni wróci w wielkim stylu. 1 lipca 2016 r. na ostrołęckie ściernisko z gospodarską wizytą przyjechał minister Tchórzewski, który oświadczył, że koszt budowy bloku C nie przekroczy 6 mld zł. Dla porównania – słynny przekop Mierzei Wiślanej to wydatek rzędu 1,8 mld zł. Inwestycję miały realizować spółki Energa SA i Enea SA. Zorganizowano przetarg, w którym zwyciężyło konsorcjum dwóch spółek GE Power sp. z o.o. oraz Alstom Power System

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 09/2021, 2021

Kategorie: Kraj