Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

No to minister Fotyga, gdy tylko weszła w życie ustawa o zasobach kadrowych, rozpoczęła czyszczenie MSZ. Z zapałem. Najpierw padło na Tomasza Lisa, dyrektora Departamentu Konsularnego i Polonii. 26 października otrzymał on dwa kwity. Pierwszy, który odwoływał go z funkcji dyrektora departamentu. I drugi, który powoływał go na stanowisko wicedyrektora w Departamencie Ameryki. Wszystkich zatkało, bo Lis na Ameryce zna się niewiele, nigdy tymi sprawami się nie zajmował, to jest człowiek od MSZ-etowskich kadr (pamiętamy!), spraw konsularnych, no i Cypru, gdzie był ambasadorem. Wszyscy więc spodziewali się, że Lis, honorowo, tej propozycji nie przyjmie, zwłaszcza że godził się na stanowisko niższe. A on to wziął! Ta informacja szybko dotarła do min. Fotygi, a ta zdecydowała równie szybko (są sprawy, w których nie ma kłopotów decyzyjnych…) – i jeszcze tego samego dnia wycofała Lisowi nominację na wicedyrektora.
Podobnie rzecz się miała z Ryszardem Schnepfem, którego przeniesiono na stanowisko wicedyrektora w Departamencie Systemu Narodów Zjednoczonych i Problemów Globalnych. On też przyjął nominację. Ale był na tyle przezorny, że zanim min. Fotyga nominację wycofała, wyszedł z gmachu i z godnością udał się do domu. Więc wysłano za nim kierowcę. Ale Schnepf nie wpuścił go do mieszkania. I odwołanie przyjął dopiero następnego dnia, jak przyszedł do pracy.
Z tym Departamentem Systemu Narodów Zjednoczonych to jest w ogóle śmieszna historia. Jego dotychczasowy dyrektor Stanisław Stebelski o swojej dymisji dowiedział się podczas zebrania pracowników departamentu. Podczas którego przedstawiono pracownikom nowego dyrektora – Marcina Nawrota.
Nawrot do MSZ przyszedł w roku 1991, z Ministerstwa Obrony. W międzyczasie wykładał w Akademii Obrony Narodowej MON. Pracował w Departamencie Informacji, potem wyjechał na placówkę w Nowym Jorku (to jego jedyne zetknięcie z ONZ), ostatnio był ambasadorem w Azerbejdżanie. To malutka placówka, trzyosobowa, ale właśnie tam zdarzył się najbardziej znaczący epizod w jego karierze. Gdy Baku odwiedził z pielgrzymką papież Jan Paweł II, ambasador Nawrot, przebrany w komżę, służył jako ministrant do mszy. A teraz ma kierować sprawami kontaktów z ONZ i organizacjami międzynarodowymi.
Z Henrykiem Szlajferem postąpiono podobnie, odwołano go ze stanowiska dyrektora Departamentu Ameryki i skierowano do pracy w archiwum. Jako dyrektora. Zastąpić ma tam Adama Halamskiego, który jedzie jako ambasador do Kopenhagi. Ale czy zastąpi, nie wiadomo, bo Szlajfer opowiada wszem wobec, że najchętniej wróciłby na uczelnię i zajął się pracą naukową.
W tym całym zamieszaniu już mało kto zwraca uwagę na Stanisława Komorowskiego, czyli Kena, który bohatersko podał się do dymisji, gdy Lepper wyszedł z rządu. I – ku jego zdumieniu – dymisja została przyjęta. Więc Komorowski chodzi po MSZ i narzeka, że nawet za komuny (czyli za Cimoszewicza i Rotfelda) było lepiej, bo gdy wrócił z placówki, zaproponowano mu stanowisko dyrektora departamentu. A teraz – nic. Nikt się nim nie interesuje.
Chyba słusznie.

Wydanie: 45/2006

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy