Praca na wagę złota

Praca na wagę złota

Pod opieką olsztyńskiej ANR jest ponad 10 tysięcy osób. Mogą one liczyć na różne formy pomocy Socjologowie mieszkańcom popegeerowskich osiedli w Olsztyńskiem zadali pytanie: jakie są ich największe zmartwienia? Ponad dwie trzecie ankietowanych zdecydowało się na wybór odpowiedzi: „Za co kupić jedzenie, ubranie i lekarstwa”. Druga pozycja (ponad połowa ankietowanych) przypadła odpowiedzi: „Jak zdobyć pracę, gdzie zarobić”. Przy okazji wyszło na jaw to, co właściwie wiadomo: byli pegeerowcy nie wierzą, że sami mogą sobie poradzić ze swoimi problemami. Ciekawe jest jednak to, że kiedy naukowcy z miejscowego Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego wypytywali, jakiej pomocy oczekują „z zewnątrz”, na pierwsze miejsce wysforowała się pomoc w znalezieniu pracy (57% odpowiedzi). Zdecydowanie wyprzedziła wsparcie finansowe (niespełna 40%). Te wyniki badań burzą krajowy stereotyp byłego pegeerowca – osoby leniwej, nachalnie wyciągającej do państwa rękę po pieniądze. Faktem jest natomiast ich bierność. Niezawiniona. PGR – twierdzą socjologowie – nie tylko dawał im pracę, ale też organizował całe życie, spełniał rolę spolegliwego opiekuna. Kiedy go zabrakło, zostali z dnia na dzień pozbawieni środków do życia. I całkowicie nieprzygotowani do funkcjonowania w nowej rzeczywistości. Dopiero dwa lata po upadku PGR-ów powołano AWRSP, która miała zagospodarować ich mienie. I zatroszczyć się o byłych pracowników. „Kozi program” Olsztyński oddział AWRSP powstał w marcu 1992 r. W obecnych granicach swojego działania (Warmińsko-mazurskie i Podlaskie) przejął pod swój zarząd 922 tys. ha ziemi (najwięcej w kraju); długi – ponad 365 mln ówczesnych złotych – i 20 tys. pracowników. Tylko tylu, bowiem gros personelu (spośród 65 tys. pracujących tu w końcu lat 80.) zwolniono albo wysłano na emerytury jeszcze przed powstaniem agencji. Szef olsztyńskiego oddziału obecnej Agencji Nieruchomości Rolnych, Zygmunt Komar, tłumaczy, że zwalnianie pracowników w gospodarstwach rolnych następowałoby niezależnie od przekształceń własnościowych. Do pracy na 100 ha ziemi wystarczy bowiem trzech-czterech ludzi, a w PGR-ach było ich kilkunastu. Dziś zatrudnienie jest zresztą nadal większe, niż wymaga tego organizacja pracy, bowiem nowi kandydaci na nabywców i dzierżawców w zamian za takie czy inne ulgi dostawali limity pracowników do zatrudnienia. W pierwszym okresie działania agencji taki był główny sposób ochrony części załóg przed bezrobociem. Inne pojawiły się dopiero po kilku latach. Były bardziej lub mniej systemowe, na początku często spektakularne. Wicedyrektor Oddziału ANR w Olsztynie, dr inż. Leon Szeląg, opowiada, jak w 1995 r. był organizatorem akcji rozdziału kóz w gminie Górowo Iławeckie. Na przydział oczekiwało ponad 150 osób. Czuło się wśród nich – twierdzi dyr. Szeląg – ogromną niecierpliwość, ale i radość. Każda rodzina dostawała po jednej kozie. Nowo narodzone koźlę zobowiązywała się przekazać potrzebującym sąsiadom. Taki łańcuszek pomocy bliźnim. „Kozi program” był akcją jednorazową, ale udaną. Od tej pory AWRSP, a obecnie ANR, której zadaniem jest m.in. nadal walka z bezrobociem na terenach byłych PGR-ów, znacznie rozwinęła i udoskonaliła swoje działania. Praca na granicy Gdzieniegdzie spod trawy wychylają się odcinki równiutko ongiś ułożonych kocich łbów. Wyraźnie świeżo oczyszczona z krzaków droga kończy się nagle. Dalej widać grupę ludzi wycinających gałęzie, wykopujących pniaki, oczyszczających ostatni odcinek dawnej drogi. Dalej w lewo i w prawo ciągnie się szeroki, też świeżo oczyszczony pas graniczny. Słupy graniczne stoją tuż za owym 15-metrowym pasem. Teraz ta granica staje się granicą Unii Europejskiej i wymaga specjalnego przygotowania. Daje to szansę na zatrudnienie mieszkańców okolicznych popegeerowskich wsi. Olsztyński oddział ANR wysupłał ze swoich zasobów sporo pieniędzy. Dokładają gmina i straż graniczna. Odcinek znajdujący się pod czujnym okiem załogi strażnicy w Barcianach leży w dwóch gminach i liczy dokładnie 22 km 480,5 m – jak informuje por. Paweł Pawlina. Kryspin Antosik i Waldemar Nowok mieszkają we wsi Gęsie Góry. Odległość ich wsi od granicy wynosi ponad 20 km. Dojeżdżają na rowerach, jak większość pracujących. Z wyjątkiem jednej ekipy, która zorganizowała sobie dojazdy sfatygowanym maluchem z lepszych czasów. W gminie Barciany przy oczyszczeniu

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2003, 42/2003

Kategorie: Kraj