Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Minister Cimoszewicz ma alibi. Otóż wystąpił on z krytyką polityki kadrowej rządu, która w większości przypadków sprowadza się do wyboru na stanowiska ludzi związanych z SLD. Natomiast w MSZ jest inaczej – tam ważne stanowiska zajmują ludzie związani z Unią Wolności. Kto nie wierzy, powinien odwiedzić coroczny zjazd ambasadorów RP, który odbył się w Warszawie w centrum konferencyjnym MON.
Déjŕ vu – była pani premier Hanna Suchocka, była pani poseł Irena Lipowicz, byli wiceministrowie i asystenci, w czasie przerw na kawę tworzyli hermetyczne kółka, rozmawiając we własnym wesołym gronie. No, chyba że pojawiał się minister Cimoszewicz – wtedy szczelnie go otaczano. Na co grupa zawodowych ambasadorów patrzyła z zazdrością.
Niepotrzebnie, szanowni panowie ambasadorowie. Cimoszewicz ma to we krwi, że nie przywiązuje się do ludzi, a uśmiechami jeszcze go nikt nie podszedł.
Te doroczne spotkania to zresztą jego pomysł. I nie rozpatrujmy go w kategoriach jakiejś rewolucji, lecz raczej przyswajania dobrych, zachodnich norm. Bo takie spotkania informacyjno-szkoleniowe swoim ambasadorom organizuje większość państw zachodnich.
Tak jest już i w Polsce. U nas ambasadorów traktuje się poważnie – przyjął ich prezydent, odwiedził ich premier, sam szef dyplomacji prowadził dla nich prelekcje. Czegóż więcej trzeba?
Był podczas spotkania jeden śmieszny moment, kiedy zaczęto przyznawać ambasadorom stopnie dyplomatyczne. Otóż jest teraz w naszej dyplomacji tak, że ambasadorów mianuje prezydent na wniosek premiera, a ten na wniosek ministra spraw zagranicznych. Natomiast stopnie przyznaje szef MSZ. I to prowadzi, jak na razie, do pewnych konfuzji – bo ambasador może otrzymać stopień I radcy, ministra pełnomocnego lub ambasadora. Więc jak we wtorek rozdano certyfikaty o nadaniu stopnia, to już w środę musiano zapewniać, że przyznając je, broń Boże, nie kierowano się kryteriami politycznymi.
Bo oczywiście zaraz po ogłoszeniu stopni każdy zaczął się porównywać z innymi. I zastanawiać, dlaczego on jest „prostym” ministrem pełnomocnym, a ktoś inny, mniej zasłużony, ambasadorem.
No cóż, ministrem pełnomocnym zostali na przykład Wiesław Scholz z Hanoi, Tadeusz Chomicki z Seulu, ale i Wojciech Bożek z Kuwejtu i Michał Radlicki z Rzymu. Natomiast stopień ambasadora trafił do rąk Hanny Suchockiej (Watykan), Stanisława Komorowskiego (Londyn), Andrzeja Byrta (Berlin) czy też Jerzego Marii Nowaka (Bruksela – NATO).
Jaki był tu klucz? Długość pracy w MSZ? Raczej nie. Znajomość z Bronisławem Geremkiem? To zdementowano. Wiek i tzw. polityczne doświadczenie? To już prędzej, ale z drugiej strony, zauważono, że ambasadorem ad personam został Bogusław Majewski, dyrektor Departamentu Systemu Informacji, a Jacek Bylica, dyrektor Sekretariatu Ministra, już tylko ministrem pełnomocnym.
Zostawmy to porównywanie na boku. I coroczne zjazdy, i stopnie, i egzaminy przed wyjazdem za granicę – to wszystko tworzy sztywną tkankę porządkującą funkcjonowanie naszej dyplomacji. Prawie 14 lat po…

Wydanie: 27/2003

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy