Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Prasa jest jednak potęgą. Od dwóch tygodni „Nie” pisze na pierwszej stronie o przypadku polskiego chargé d’affaires w Kinszasie, który zaprosił prostytutki do swojej rezydencji (co było dalej – zmilczmy) i nie uregulował należności. Wywołało to uliczne demonstracje krewnych nieopłaconych pań, artykuły prasowe, no i skandal dyplomatyczny.
Artykuły były porażające, bo czegoś takiego w historii MSZ nigdy nie było. Wszyscy więc zastanawiali się, jak zareaguje minister. Tym bardziej że artykuły w „Nie” ukazały się w sam raz na czas zjazdu ambasadorów.
Chargé d’affaires z Kinszasy zameldował się w Warszawie pełen gotowości do uczestniczenia w kilkudniowych obradach. Ale tu spotkał się ze sprzeciwem. Minister polecił mu, by na obradach, które toczyły się w centrum konferencyjnym MON, raczej się nie pokazywał. Jednocześnie w MSZ podjęto decyzję, by wysłać do Konga dwuosobową delegację, która wszystkie zarzuty sprawdziłaby na miejscu. Artykuły prasowe artykułami – jest rzeczą logiczną, że jakąkolwiek decyzję się podejmie, trzeba wpierw sprawdzić, jak było.
No właśnie, jak było? Teraz w MSZ ludzie zastanawiają się nad kilkoma sprawami. Po pierwsze, czy informacje, które dotarły do Polski z Kongo, to prawda, czy jakaś prowokacja. Bo przecież nic nigdy nie wiadomo. Zwłaszcza że ludzie, którzy pracowali w MSZ z chargé d’affaires z Kinszasy, dotąd nie mogą uwierzyć w opisane przez gazety wyczyny. On? Spokojny człowiek, żonaty? Chociaż faktem jest, że na placówkę pojechał sam…
Po drugie, ludzie w MSZ zastanawiają się, jakie fatum ciąży nad polską ambasadą w Kinszasie. Bo ktokolwiek tam pojedzie, traci głowę. Poprzednicy obecnego chargé d’affaires także mają na swym koncie zaskakujące czyny (aczkolwiek nie tak drastyczne, bardziej związane z nadużywaniem alkoholu lub niezbyt mądrymi pomysłami). Co więc tam jest? Jakaś żyła płynie pod ambasadą czy po prostu słońce za mocno świeci?
Po trzecie, niektórzy zastanawiają się, jakie będą ustalenia delegacji. Bo jak wiadomo z historii MSZ, nie zawsze tzw. prawda obiektywna pokrywa się z prawdą zapisaną w protokole pokontrolnym. Ale tutaj panuje opinia, że tym razem taryfy ulgowej nie będzie. I że kontrolerzy nie będą upiększać rzeczywistości.
W cieniu narady ambasadorów i wydarzeń w Kongo miała miejsce inna uroczystość – promocja pierwszego roku Akademii Dyplomatycznej. To jest pytanie: czy jej absolwenci będą lepsi niż KSAP-owcy? Bo na nich, jako na osoby przekonane o własnej wielkości i niechętne do czarnej roboty typu przywożenie gości z lotniska do ambasady, w MSZ narzekano.
Słusznie. Praca w dyplomacji to nie tylko popijanie drinków na koktajlu w ambasadzie czy pisanie raportów. W ubiegłym roku doświadczyła tego np. Kancelaria Premiera. Otóż organizowała ona wizytę premiera Millera w USA, no i ktoś zarezerwował dla delegacji hotel, nie sprawdzając, czy jest to nocleg ze śniadaniem. A był bez. I gromada polskich VIP-ów snuła się rankiem po hotelu w poszukiwaniu kromki chleba.
Mała rzecz? Ależ nie – olbrzymia.

 

Wydanie: 28/2003

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy