Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Tygodnik „Polityka” skrytykował Włodzimierza Cimoszewicza, że jest za mało elastyczny, zwłaszcza w stosunkach z Europą, że brakuje mu gibkości Bronisława Geremka. No więc nadarza się okazja, by Cimoszewicz tej gibkości zaczął się uczyć, bo niedługo wróci do Polski Henryk Szlajfer, dotychczas ambasador RP przy ONZ w Wiedniu. Gdy Geremek kierował MSZ, Szlajfer był dyrektorem Departamentu Analiz i Planowania i m.in. pisał ministrowi przemówienia. Potem awansował na wiceministra. No i zawsze był jednym z jego najbliższych współpracowników.
A jakie miejsce zajmie teraz? Wyjeżdżał jako wiceminister koalicji AWS-UW, ale mało kto przewiduje, że na wróci to stanowisko. Więc? Są dwie (a w zasadzie trzy) hipotezy przewidujące jego polską przyszłość.
Pierwsza zakłada, że Szlajfer wraca do MSZ, ale nie na stanowisko wiceministra (pomijając polityczne afiliacje, od spraw bezpieczeństwa jest w MSZ Adam Daniel Rotfeld, a z nim konkurować nie sposób), ale na stanowisko dyrektora Departamentu Polityki Bezpieczeństwa. To jest wersja logiczna, bo właśnie na placówkę Szlajfera, do Wiednia, ma pojechać obecny dyrektor tego departamentu, Jacek Bylica. Więc obaj zamienią się miejscami. Ha! W MSZ od lat namawiano Bylicę, by pojechał na ambasadora. Na przykład do Tokio czy Pekinu, a więc na placówki, o które inni się zabijają. On odmawiał, tłumacząc, że interesują go sprawy bezpieczeństwa i dyplomacja wielostronna. Więc teraz będzie miał, co chciał.
Druga hipoteza głosi, że Szlajfer znajdzie pracę w Kancelarii Prezydenta. Tam zresztą też może się zwolnić dla niego miejsce, bo zajmujący się sprawami zagranicznymi Zdzisław Rapacki wybiera się na placówkę do Genewy, na stanowisko ambasadora przy ONZ. Z Genewy do Polski wróci z kolei Krzysztof Jakubowski.
Trzecia hipoteza zakłada, że Szlajfer wybiera wariant przeczekania, by wrócić do MSZ w nowym rozdaniu. Więc może przez rok odpoczywać, może też wybrać pracę za granicą, w jakichś ośrodkach naukowych, może współpracować z rozmaitymi krajowymi pozarządowymi instytucjami i fundacjami. I tę wersję podaje się jako najpewniejszą.
Ale co jest w tym kraju pewne?
Swego czasu wielki by szum na temat deklaracji ministra Cimoszewicza, że za granicę na stanowisko ambasadora nie będzie wysyłał osób po 65. roku życia, a na stanowiska niższe 60-latków. Zasada jest, ale ma wiele wyjątków. Na przykład konsulami generalnymi zostali dwaj 63-latkowie, obaj zresztą w swoim czasie pracowali w Wydziale Zagranicznym KC PZPR. Pierwszy, Sylwester Szafarz, jest w Singapurze i przysyła do Warszawy śmieszne depesze. Drugi, Ireneusz Makles, pojechał do Karaczi. Na szczęście robotę konsularną i region zna dobrze, bo wcześniej był konsulem w Nowym Delhi i Bombaju.
A co do sił – zasada Cimoszewicza jest jak najbardziej słuszna, aczkolwiek warto pamiętać, że Władysław Bartoszewski trafił do dyplomacji w wieku 71 lat. Tyle właśnie miał, gdy Krzysztof Skubiszewski wysyłał go na ambasadora RP do Wiednia.

Wydanie: 9/2004

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy