Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Dzień dobry, witamy w centrali MSZ Tomasza Lisa, jeszcze niedawno ambasadora na Cyprze. Lis to legenda polskiego MSZ, trafił tu w roku 1990 jako działacz organizacji Wolność i Pokój, był zastępcą dyrektora, a następnie dyrektorem Departamentu Konsularnego, w międzyczasie był w grupie głównych weryfikatorów w MSZ, wyrzucających ludzi z pracy. Potem był dyrektorem gabinetu min. Bartoszewskiego. Stamtąd próbowano wysłać go na zagraniczną placówkę. Sęk był jednakże w tym, że Lis oblał MSZ-etowski egzamin z angielskiego. Za którymś podejściem postawiono mu tróję. Wiec pojechał na konsula do Aten, a stamtąd, już w lepszych dla prawicy czasach, na ambasadora na Cypr. Teraz Lis wrócił do kraju, do MSZ. No i szuka swojego miejsca. Na razie zauważono, jak przechadzał się po korytarzach z Januszem Skolimowskim, dyrektorem Departamentu Konsularnego. Więc po MSZ gruchnęła wieść, że będzie jego zastępcą. Ale szybko została zweryfikowana – Lis ma iść do Departamentu Europejskiego i ma się zajmować południem Europy, a najpewniej Grecją i Cyprem. Czyli wreszcie ktoś poszedł po rozum do głowy i ustawił go na stanowisku, na którym powinien rozpoczynać pracę w MSZ. Dajmy mu więc szansę.
Bardziej niż nad Lisem w MSZ zastanawiają się, gdzie trafi Henryk Szlajfer, który kończy ambasadorowanie w Wiedniu przy ONZ. Szlajfer był prawą ręką Bronisław Geremka, przez lata prowadził Departament Planowania i Analiz (nazywał się on różnie, ale zajmował się tym samym). No i zastanawiają się, czy tradycyjnie jego zastępcą nie zostanie Bolesław Świetlicki.
Szlajfer-Świetlicki to duet godny MSZ-etowskiej powieści. Pierwszy jest człowiekiem demokratycznej opozycji, drugi pułkownikiem polskiego wojska, a raczej pewnej jego służby, który został wojskowym emerytem, a potem rozpoczął karierę w MSZ. Nagle pojawił się u Szlajfera w DPiA, jako jego człowiek i jego zastępca. Jakim cudem?
Szlajfer to bałaganiarz, osoba z intelektualnej pierwszej półki, o jasnych poglądach, m.in. mówił, że wojsko w czasach PRL nie było polskim wojskiem. Świetlicki to z kolei człowiek, którego nie ma. Średniego wzrostu, średniej urody, równie dobrze można mu dać lat 45, jak i 65. Ale obu panom jest razem świetnie. Najpierw całe lata byli w Departamencie Analiz, choć trudno uznać, by pan pułkownik miał do pracy w tej komórce predyspozycje. Potem Szlajfer wyjechał do Wiednia. I natychmiast wziął na zastępcę Świetlickiego. Czy teraz razem wrócą z Wiednia?
Trochę boją się w MSZ tego duetu, jego charakteru. Zarówno w Departamencie Ameryki, gdzie mogą trafić, jak i w Departamencie Systemu ONZ, no i w Departamencie Polityki Bezpieczeństwa, gdzie są spodziewani. Ten ostatni ułożył sobie parę lat temu Adam Kobieracki, ten sam, który niedawno pojechał do Brukseli na stanowisko zastępcy sekretarza generalnego NATO. Kobieracki ściągnął tam młodych ludzi, z różnych parafii, oni ładnie się rozwijają. Następca Kobierackiego, Jacek Bylica, tego nie zepsuł. A teraz de facto ma tym kierować płk Świetlicki. Dziesięć do jednego, że wszystko rozwali.

Wydanie: 15/2004

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy