Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Ten tydzień jest dla MSZ wyjątkowy. A to dlatego, że od poniedziałku do piątku będzie się toczyć narada ambasadorów. Oni wszyscy zjeżdżają na te parę dni do Warszawy. Ha! Ciekawe, w jakiej atmosferze to wszystko będzie się toczyć? Bo, jak z przekąsem komentuje się na Szucha, to będzie taki pożegnalny zjazd, na do widzenia.
Ambasadorowie mają np. w programie spotkanie z premierem Markiem Belką. Tylko że nikt nie wie, czy Belka będzie kierował rządem przez trzy miesiące, przez pół roku, czy też przez rok… W takim właśnie okresie jest narada – nie wiadomo, jak ułoży się rząd, i ile przetrwa, nie ma szefa Agencji Wywiadu, mamy więc stan tymczasowości.
On jest także z drugiej strony – kilkudziesięciu ambasadorów powinno zjechać z palcówek w najbliższych 15 miesiącach, coś około 40, bo po prostu byli wysłani w ostatnim roku rządu Buzka i kończy się im czteroletni okres rotacji. Oni więc mocno główkują, część z nich pewnie ma nadzieję, że zanim zostaną odwołani, to odwołany zostanie rząd, będą wybory, zmiana ekipy etc. No i że nowy minister (wiadomo skąd) albo przedłuży im pobyt, albo gdy wrócą do centrali, to na stanowiska wiceministrów i dyrektorów departamentów. Nie tak jak teraz.
Taka jest kalkulacja i ciekawe wielce, ile osób zakłada, że ona może wziąć w łeb. Bo Belka może być do lata, czyli jeszcze prawie rok, i zdąży powymieniać, kogo trzeba. A po wyborach nowym ministrem spraw zagranicznych może być ktoś od Giertycha albo Leppera. I co wtedy?
Taką mamy więc sytuację. I w zasadzie nie wiadomo, o czym – mając przed oczami kalendarz polityczny – minister ma rozmawiać z ambasadorami: o strategii czy o taktyce?
No, zobaczymy jak to wszystko wyjdzie, kto koło kogo będzie siedział, o czym rozmawiał, jak się uśmiechał…
Na naradzie będzie, to tytułem kronikarskiego obowiązku, paru nowych ambasadorów. Np. nowy ambasador w RPA, Szumiewicz. To ciekawa postać, bo doktor inżynier z wykształcenia. A poza tym uznany tłumacz anglista. Wcześniej był szefem BRH w Londynie, był też przedstawicielem Polski przy FAO, a przez ostatnie trzy lata pracował w Kancelarii Prezydenta. No i teraz jedzie do RPA, odbudowywać tamtejszą ambasadę i rozwijać kontakty gospodarcze.
Warta zauważenia jest także osoba Piotra Ogrodzińskiego, który będzie ambasadorem w Kanadzie. A jest wysoko cenionym dyrektorem Departamentu Ameryki. No i synem dyplomaty. O czym parę miesięcy temu pisaliśmy. Synem i wnukiem dyplomaty jest także Tomasz Knothe, trochę ponad miesiąc temu zaaprobowany na stanowisko ambasadora w Armenii. Knothe skończył MGIMO jeszcze w latach 60., ale w MSZ pracował króciuteńko, pracował za to w PAN, na Uniwersytecie Warszawskim, w organizacjach międzynarodowych, a w III RP w Sejmie. Jego ojciec był w czasach PRL ambasadorem w Pekinie. A z kolei jego ojczym to Józef Winiewicz, wieloletni wiceminister spraw zagranicznych.
Zresztą w MSZ jest takich rodzin dyplomatycznych (o kilku wspominaliśmy) więcej, co w kraju dynastii Walterów, Stuhrów, Kossaków i Giertychów chyba nie powinno dziwić.

Wydanie: 28/2004

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy