Nowy amerykański socjal

Nowy amerykański socjal

Plan ratunkowy Bidena to rewolucyjne – jak na USA – rozszerzenie pomocy społecznej i zasiłków

Gdy Joe Biden był na progu objęcia urzędu prezydenta, komentatorzy zaczęli zastanawiać się głośno nad jednym pytaniem: w ślady którego demokratycznego poprzednika pójdzie 46. prezydent Stanów Zjednoczonych? Czy będzie bardziej jak Franklin Delano Roosevelt, czy raczej Barack Hussein Obama?

Konsensus – przynajmniej wśród tych przychylnie nastawionych do obejmującego urząd Bidena – przyszedł szybko. Oby nie zafundował nam trzeciej kadencji Obamy! – orzekli. Choć bowiem Obama cieszył się niezwykłą popularnością wśród demokratycznych wyborców i nawet odchodząc z urzędu, miał wysokie wskaźniki poparcia i zaufania, dziś liczy się co innego. Dwaj historyczni poprzednicy Bidena z ramienia Partii Demokratycznej, Roosevelt i Obama, przejęli stery państwa w obliczu wielkich kryzysów globalnych. I właśnie to podejście do kryzysu jest tym, z czego Amerykanie rozliczać będą rządzących.

Obama do kryzysu sprzed ponad dekady podszedł w zgodzie ze swoim temperamentem uczelnianego wykładowcy, prawnika i merytokraty. Zatrudnił radę ekspertów, kazał im deliberować, a sam – zmuszony także przez zajadłość republikańskiej opozycji – wychodził naprzeciw żądaniom krytyków i szukał kompromisów. To nie wystarczyło do sukcesu. Antykryzysowe działania Obamy ostatecznie nie uratowały amerykańskiej gospodarki, nie wyznaczyły też nowego standardu w dziedzinie (dobrej) legislacji. Prawica grzmiała, że Obama rozdaje za dużo i nieskutecznie, lewica zaś, że za mało i nieskutecznie. Pewne jest, że historia nie zapamięta go z odważnych reform ani z bezkompromisowej walki w obliczu katastrofy.

Z Rooseveltem odwrotnie. Choć historycy i badacze spierają się o jego dziedzictwo i prawdziwą cenę rozmachu jego prezydentury, Roosevelt na zawsze kojarzyć się będzie z jednym. Nowym Ładem, którego nazwa do dziś jest synonimem wszystkich ambitnych antykryzysowych wysiłków i tak zapada w pamięć, że nawet prawicowy rząd Mateusza Morawieckiego w 2021 r. w Polsce bez żenady próbuje się nim posługiwać.

Dlatego dobrze życzący prezydenturze Bidena chcą, by przypominała ona raczej wysiłki FDR. Wygląda na to, że nowy prezydent właśnie dostał pierwszą szansę i jej nie zmarnował.

Słowo dnia: bilion

W Ameryce wchodzi w życie Plan Ratunkowy Joego Bidena, czyli ustawa antykryzysowa American Rescue Plan Act of 2021. To zdaniem wielu najambitniejszy program społeczny od przynajmniej półwiecza i „wojny z ubóstwem” prezydenta Lyndona Johnsona. Przewiduje pakiet dotacji, grantów i świadczeń bezpośrednich wart prawie 2 bln – tysiące miliardów – dolarów. W ramach ARPA dofinansowanie mają otrzymać stany, hrabstwa i rządy plemienne, szkoły, małe i średnie firmy, Departament ds. Weteranów i Departament Zdrowia, rolnicy, producenci maseczek i sprzętu ochronnego… Lista jest długa. Jednak ważniejsze jest to, jak program Bidena podchodzi do świadczeń dla indywidualnych obywateli i rodzin.

„Wydarzyło się dziś coś niezwykłego, co warto uczcić. Mówimy o największej od czasów Roosevelta akcji pomocy dla amerykańskich dzieci i rodzin – pisał Robert Kuttner w centrolewicowym „American Prospect”. – Rok temu powszechny dochód podstawowy wydawał się radykalnym, sekciarskim pomysłem. Cóż, teraz właśnie wprowadzamy go dla dzieci i rodzin. (…) Tylko to policzcie, rodzina z trójką dzieci dostanie teraz prawie 14 tys. dol. rocznie. To rewolucyjne rozwiązanie, które zmusi pracodawców do wielkich podwyżek. (…) Czasami naprawdę coś się udaje. Mamy święto”.

Mowa o bezpośrednich świadczeniach gotówkowych i ulgach podatkowych dla rodzin. Wprowadzenie bezpośrednich zasiłków kryzysowych Amerykanie zawdzięczają jeszcze administracji Trumpa i poprzedniemu Kongresowi – choć oczywiście nikt dzisiaj nie ma zamiaru poprzedniemu prezydentowi za to dziękować. Jednak Biden rozszerza i wydłuża działanie świadczeń kryzysowych i czyni je częścią nowego, mówiąc kolokwialnie, socjalu, na jaki mogą liczyć amerykańskie rodziny.

Zarabiający poniżej 75 tys. dol. rocznie dostaną jednorazowo 1,4 tys. dol., pary o dochodach równych lub mniejszych niż 150 tys. dol. otrzymają dwa razy tyle. Kolejne 1,4 tys. dol. wypłacane będzie za każde dziecko lub osobę zależną rodzicowi, opiekunowi lub parze, która ma tę osobę na utrzymaniu. Do tego bezdzietni i single uzyskają (na razie na 2021 r.) wyższą kwotę wolną od podatku, rodzice zaś – wyższe ulgi podatkowe na każde dziecko. Pobierający zapomogę żywnościową – food stamps, czyli kartki – mogą się spodziewać dodatkowo 15-procentowej podwyżki tego świadczenia.

Nazwanie tego wszystkiego powszechnym dochodem podstawowym jest pewną przesadą. Wartość zasiłków i sumy ulg podatkowych na dzieci w odniesieniu do pensji minimalnej jest prawie identyczna z wartością 500+ i ulg podatkowych na dzieci w Polsce. Słowem, małżeństwo z trójką dzieci otrzyma proporcjonalnie tyle samo względem minimalnych zarobków w USA, ile w 500+ dostaje tak samo liczna rodzina u nas. Ale znaczenie tej reformy wykracza poza jej czysto finansowy wymiar.

Wstyd za poprzedników

W bardzo ciekawym artykule z „New York Timesa” Astead W. Herndon pisze, że demokraci opowiadający się za planem pomocowym mieli kilku przeciwników. Po pierwsze, oczywiście opozycję w Kongresie. Ale, co ważniejsze, walczyli też – metaforycznie rzecz ujmując – z duchem Obamy. Herndon pisze, że właśnie przekonanie o porażce działań antykryzysowych sprzed 10 lat motywowało teraz polityków do bardziej zdecydowanych kroków: „Partyjni liderzy, od prezydenta Bidena poczynając, przywołują strategię i główny program Baracka Obamy – wart 800 mld pakiet stymulacyjny – jako przykład błędu, którego nie zamierzają powtórzyć, ustawy zbyt ostrożnej i zbyt koncyliacyjnej wobec republikanów”. Cytowani przez Herndona politycy mówią, że dziś plan ratunkowy musi być projektem bardziej lewicowym, prostym w wydźwięku i nakierowanym na pomoc biedniejszym, obojętnym na obstrukcję i krzyki opozycji.

Ogłaszanie końca neoliberalizmu i nowej postępowej ery – jak mówi się o epoce wzrostu lewicy, związków zawodowych i demokratycznego ustawodawstwa sprzed stu lat – jest nieco na wyrost. Jednocześnie Ameryka odchodzi od neoliberalnego postrzegania świadczeń i pomocy społecznej. Dotychczasowy kanon poglądów na socjal mówił, że musi być jak najmniejszy, wypłacany jak najrzadziej i najlepiej nie w postaci gotówki. A za optymalną formułę pomocy uznawano cięcia podatkowe – dla pracodawców lub indywidualnych podatników. Czy trzeba dodawać, że sukcesy tego podejścia do zwalczania ubóstwa, wykluczenia i patologii społecznych nigdy się nie zmaterializowały? Jednak przekonanie, że nie można dawać niczego, było tak mocno ugruntowane w amerykańskiej debacie publicznej, że nie znalazł się żaden chętny i zdolny do tego, by ów szkodliwy konsensus przełamać. Aż przyszła pandemia.

Dawanie ludziom ulg podatkowych i wakacji kredytowych czy zniżek na ubezpieczenie zdrowotne po prostu straciło sens jako instrument polityki społecznej, gdy gospodarka zamarła, biznesy musiały się zamknąć, a oszczędności gospodarstw domowych wyparowały. Co bowiem miały dać niższe podatki w czasach, gdy ludzie nie pracują?

Czynnik zewnętrzny w postaci pandemii skuteczniej niż jakakolwiek polityczna zmiana w samych Stanach Zjednoczonych skruszył wczorajszą ortodoksję i umożliwił administracji Bidena próbę wprowadzenia nowego Nowego Ładu.

Idzie nowe pokolenie

Niektórzy jednak obok wielkiej zmiany, jaką przyniosła pandemia, wskazują także nowy klimat w amerykańskiej debacie w ogóle. Nie byłoby planu ratunkowego, gdyby nie coraz większa popularność lewicowych idei, języka sprawiedliwości społecznej, wielkiego przebudzenia młodego pokolenia, które nawróciło się na bardziej radykalne poglądy. Badania cytowane przez portal FiveThirtyEight, poświęcony statystyce politycznej i matematycznej analizie trendów, dowodzą przynajmniej deklarowanej radykalizacji wyborców demokratów.

Więcej osób w tej grupie, wynika z szacunków portalu, wyraża dziś niechęć do miliarderów i kapitalizmu jako takiego, a jedno i drugie skłonne są łączyć z systemowym rasizmem i nierównościami na tle rasy i płci. Zdaniem zwolenników tezy o wielkiej politycznej roli tego przebudzenia – od słowa woke, czyli obudzony lub uświadomiony – właśnie niezgoda na rasizm czy przemoc policji przetarła drogę bardziej postępowej polityce gospodarczej. Bo, jak twierdzą, ci, którzy zradykalizowali się w trakcie ulicznych protestów czy na uniwersyteckich kampusach, dziś wiedzą już więcej o gospodarce i polityce społecznej, by i w tych sprawach przesuwać dyskurs polityki i mediów w lewo.

To hipoteza atrakcyjna – szczególnie w głównym nurcie, który uczynił z kwestii tożsamości temat debaty ostatnich lat – i prowokująca do dyskusji. Ale zarazem nierozstrzygalna. Bo w gruncie rzeczy mamy przed sobą pytanie, czy radykalizacja nastrojów zmusiła partię do pójścia w lewo, czy to kryzys gospodarczy doprowadził do radykalizacji nastrojów. I czy bardziej ambitna polityka antykryzysowa służy wyciągnięciu Ameryki z ekonomicznego dołka, czy ma odpowiadać na roszczenia bardziej lewicowych wyborców. Czy może jedno i drugie – a cele polityki społecznej i polityki tożsamości rzeczywiście zaczęły się zazębiać. Faktem jest, że za Bidena odpowiedzą i tak skutki jego reform, a nie wynik w kwestionariuszu w dziedzinie ideologicznej słuszności.

Na razie nowa administracja sprawnie nawiguje między oczekiwaniem większej i aktywniejszej roli państwa a czającą się krytyką, mówiącą o groźnej powtórce z 2008 r. – trzeciej kadencji Obamy. Co bardziej radykalni i socjalistycznie usposobieni publicyści czy sympatycy grzmią, że Biden wciąż jest zakładnikiem neoliberalizmu i robi za mało. Wczesna klęska projektu podwyżki stawki godzinowej do 15 dol. wywołała wiele zrozumiałej goryczy – demokraci przegrali tę sprawę w lutym, jak się wydawało, bez walki.

Jednak ARPA zamknął krytykom usta. Przynajmniej na chwilę. To nie jest rewolucja ani trzęsienie ziemi, ale początek możliwie dobrej i przede wszystkim niezwłocznej kryzysowej pomocy. Kilka tysięcy dolarów jednorazowego zasiłku nie wykarmi Amerykanów i nie wprowadzi jeszcze za oceanem społeczeństwa dobrobytu – ale już teraz daje więcej, niż ktokolwiek odważył się dać w ciągu kilku ostatnich dekad.

Fot. Reuters/Forum

j.dymek@tygodnikprzeglad.pl

Wydanie: 13/2021

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy