O języku na siłę

O języku na siłę

Mówienie o populizmie właściwie przestało już być zarzutem, skoro wszyscy się zgodzili, że trzeba mówić do targetu i że to od niego zależy, jak. Rzecz w tym, do jakiego targetu. Większość odbiorców, których można uznać za przyszłych wyborców, no, w każdym razie duża część, jak się zdaje, woli, jak do niej mówić twardo i mocno, i najlepiej nie po francusku. Słowo elity nadal brzmi niesympatycznie, i to niemal dla wszystkich, zazwyczaj nawet wymaga dość specjalnej artykulacji. Kiedy twardego języka używa ktoś z wysokim cenzusem, to nawet lepiej, poza tym jego rubaszna swojskość może imponować i zarazem niedowartościowanych dowartościowywać. Postrzega się go jako walącego prawdę prosto z mostu (prawda jest prosta), dostaje on też premię za to, co internet nazywa „niegryzieniem się w język”,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 16/2026

Kategorie: Felietony, Jerzy Bralczyk