O rudych i mańkutach

O rudych i mańkutach

Liberum veto

Dawno, dawno temu, gdy nie było jeszcze mowy o poprawności politycznej, napisałam taki oto tekścik, nikomu nawet nie proponując jego publikacji:
Baba jest inna
Cham jest inny
Mańkut jest inny
Pedał jest inny
Rudy jest inny
Inni wszelkich odmian – łączmy się!
Nie da się ukryć, że jestem babą (a nawet – babcią), mój Ojciec wywodził się z “chamów” (jak poniektórzy mniej inteligentni “inteligenci” nazywają chłopów), a zarówno ja sama, jak nasz syn i wnuczka reprezentujemy różne warianty rudości. Gdy dodam, że mój najważniejszy pradziadek był stuprocentowym Ormianinem, a do chrztu trzymał mnie kuzyn-gay (naprawdę!), to będzie chyba jasne, że często zastanawiałam się nad własną innością, tudzież innymi “innościami”.
Jak Państwu wiadomo, albo i nie – naturalna rudość jest w Polsce bardzo źle widziana. Świadczy o tym nie tylko popularne hasło – “Rudy – do budy! ”. Co gorsza, dzieci o tym kolorze włosów mają znacznie mniej szans na
adopcję niż “normalni” szatyni, a już zwłaszcza ulubione blondaski. Wiem o tym dzięki wieloletniej współpracy z warszawskim Ośrodkiem Adopcyjno-Opiekuńczym TPD, gdzie ostatnio znów mieliśmy przypadek odrzucenia małego rudaska przez potencjalnych opiekunów.
Skąd ta awersja do rudowłosych? Chyba po prostu stąd, że jest nas mało i zwracamy uwagę. Gdy w Marcu ‘68 nasz syn wychylił się z okna Liceum im. Zamoyskiego, czujna “władza” zaraz to zauważyła i chciała przyjrzeć się bliżej tak podejrzanemu osobnikowi. Ale ówczesny dyrektor Gad, skądinąd członek PZPR, znany z rygoryzmu – postawił się i “niebieskich” do swej szkoły nie wpuścił. Notabene “rudofobi” niekiedy motywują swą idiosynkrazję – teologicznie: Judasz miał być rudy. Niech im będzie Wojtek!
Leworęczność nie rzuca się tak w oczy, ale dla “nosicieli” jest dosyć kłopotliwa, o czym praworęczni nie mają pojęcia. Na przykład często używane nożyczki skonstruowane są tak, że posługiwać się nimi mogą tylko praworęczni, a mańkuci, chcąc nie chcąc, muszą się do tego przystosować. Za czasów mego dzieciństwa w szkole musiało się pisać prawą ręką; dziś dopuszcza się korzystanie z lewej, ale z zachowaniem “normalnego” pisma, właściwego dla praworęcznej większości. Dla mańkutów “normalne” jest tzw. pismo zwierciadlane, którym w swych osobistych notatkach posługiwał się Leonardo da Vinci. Bo mańkuci bywają uzdolnieni; do tej “inności” przyznaje się w swej “Autobiografii” Andrzej Wajda; mańkutem i to rudowłosym jest znany tenisista, McEnroe; lewą ręką podpisuje się prezydent Clinton. Leworęczność jest spowodowana nieco inną strukturą mózgu i nie ma na to rady.
Czasami przychodziło mi do głowy (“innej”…), że warto by powołać Stowarzyszenie Leworęcznych – i – Rudzielców (SLR), w którym, oczywiście, rej wodziliby “odmieńcy”, wyróżniający się obu tymi cechami (jak ja…). Wyobraźmy sobie jednak, że przebojowi es-el-erowcy przejęliby rząd dusz.
Na początek, zgodnie z zasadą poprawności politycznej, o rudych i mańkutach należałoby mówić, a zwłaszcza pisać – wyłącznie w superlatywach, eksponując ich talenta i zasługi, a przemilczając wszelkie błędy – i wypaczenia, które zdarzają się wszak w każdej populacji. Jak mówią Francuzi: “Apetyt rośnie w miarę jedzenia”. Z czasem więc rudzielcy, korzystając ze wsparcia “farbowanych lisic” (u płci pięknej sztuczna rudzizna jest bardzo modna) – zaczęliby się domagać, aby wszyscy zmienili kolor włosów na jedynie słuszny, a twarz ozdobili piegami. Mańkuci zaś najpierw zażądaliby dla siebie prawa używania “pisma zwierciadlanego” bez względu na okoliczności – w szkołach i urzędach (od czego są lustra?), a potem uznaliby, że to jest właśnie pismo normalne i wszyscy mają się nim posługiwać…
Klasyczna definicja głosi, że “demokracja to rządy większości z poszanowaniem praw mniejszości”.
Rudzielcy i mańkuci to w naszym społeczeństwie ewidentna mniejszość, ale kto właściwie jest większością? Historycznie i logicznie rzecz biorąc – potomkowie “chamów”. Zresztą do nich to należą najsławniejsi dziś Polacy: Andrzej Wajda, Lech Wałęsa, KAROL WOJTYŁA (w porządku alfabetycznym), ale mało kto się nad tą sprawą zastanawia.
Czyżby samo przypominanie o tym było politycznie NIEPOPRAWNE?…

Wydanie: 24/2000

Kategorie: Opinie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy