Franciszek versus Franciszek

Franciszek versus Franciszek

Ile w pontyfikacie nowego papieża będzie Franciszka Ksawerego, a ile Franciszka z Asyżu?

We wszystkich komentarzach prasowych, także w poprzednim numerze „Przeglądu”, uwypukla się imię Franciszek (w podtekście – z Asyżu), które przybrał kard. Bergoglio po wyborze na papieża. Przyjęcie po raz pierwszy w historii Kościoła tego imienia jest symbolem i znakiem czasu. Św. Franciszek z Asyżu, najbardziej rozpoznawalny święty katolicyzmu, to osobowość najbardziej przyjazna człowiekowi w historii chrześcijaństwa, to solidarność i humanizm jednocześnie, przyjaźń, otwartość, współczucie. Czyli wartości ze wszech miar uniwersalne.
Święty Biedaczyna z Asyżu jest postacią kochaną, upragnioną (szczególnie wśród biednych, upośledzonych, wyzutych z godności, wykluczonych, jakich mnóstwo na ziemskim globie, zwłaszcza w Ameryce Południowej), podziwianą i kulturotwórczo nośną. Te potrzeby, zamiary, wyobrażenia i marzenia licznych wiernych tworzą określony klimat, który wpływa na taką, a nie inną interpretację papieskiego imienia.
Bergoglio jednak jako jezuita powinien być (i pewnie jest) bardziej związany z tradycją innego św. Franciszka – współbrata Franciszka Ksawerego (1506-1552), czołowej postaci z pierwszych dekad dziejów Towarzystwa Jezusowego. Tak uważa m.in. – co przemilcza się dyskretnie – o. Wacław Oszajca (SJ).
Franciszek Ksawery to prekursor inkulturacji, ukochanego dziecka Jana Pawła II, i nowocześnie pojmowanych misji katolickich. Na terenach, gdzie działał – w zachodnich i południowych Indiach (m.in. w Goa, Damanie i Diu, Karnatace), Japonii, Chinach – tzw. akomodacje malabarskie, czyli przystosowywanie chrześcijaństwa do miejscowych, hinduskich i indochińskich, zwyczajów czy tożsamości narodowych, nie znalazły w tamtej epoce (początki kolonializmu) uznania w Rzymie. Ostatecznie papież Benedykt XIV w encyklikach Ex quo singulari (1742) i Omnium sollicitudinum (1744) potępił tego rodzaju praktyki i zakazał ich stosowania.
Jak widać, to zupełnie inna tradycja, inna tożsamość i inna optyka służby bożej niż u św. Franciszka z Asyżu. To tradycja wpisująca się – chcąc nie chcąc – w dzieje europejskich podbojów kolonialnych, wojen z nimi związanych, licznych eksterminacji autochtonów oraz nawracania ludów podbitych na wiarę chrześcijańską. Fakt, Franciszek Ksawery i jego metody inkulturacji były inną formą nawróceń niż stosowane powszechnie przez europejskich kolonizatorów, zwłaszcza Hiszpanów i Portugalczyków. Być może właśnie te formy spowodowały ich sukces, szczególnie w Japonii czy w Indiach. Ludność stanów niższych, biedota, zepchnięte na sam dół drabiny społecznej kasty w Indiach znajdowały w chrześcijaństwie Franciszka Ksawerego dowartościowanie i nadzieję na podniesienie swojego statusu. Jednak elity rządzące w Japonii, Korei i Chinach – początkowo perswazją, potem za pomocą deportacji (szogun Yoshitone Ashikagi nakazał wydalenie Franciszka Ksawerego w 1551 r.), na koniec sięgając po eksterminację chrześcijan, nawet masową – w zasadzie wyeliminowały tę religię z miejscowych kultur. Franciszek Ksawery zmarł w 1552 r. u wybrzeży Chin, na wyspie Shangchuan.
Zakony franciszkanów i jezuitów zawsze ostro rywalizowały ze sobą – czy to w Rzymie, czy w Europie, czy poza nią – i wielokrotnie dochodziło do tarć między nimi. Generał jezuitów, charyzmatyczny o. Pedro Arrupe, zwany do końca kadencji czarnym papieżem, miał kolosalne wpływy w Watykanie. Pacyfikacja Towarzystwa nastąpiła za pontyfikatu Jana Pawła II. Jezuici bowiem od lat stanowili niezwykle progresywne środowisko, zarówno w wymiarze eklezjalnym, teologicznym, jak i społeczno-politycznym. Gros zakonników zaangażowało się w ruchy lewicowe (np. w teologię wyzwolenia w Ameryce Południowej) i postępowo nastawione wspólnoty, często pozahierarchiczne i pozastrukturalne. Cios w teologię wyzwolenia zadany przez Jana Pawła II i kard. Ratzingera trafił przede wszystkim w niepokornego o. Arrupego. Miejsce jezuitów zajęło Opus Dei.
Papież Franciszek swoją posługę będzie raczej utożsamiał z działaniami Franciszka Ksawerego, choć retorycznie (ze względów medialnych i w odpowiedzi na zapotrzebowanie wiernych) będzie się podpierał osobą Biedaczyny z Asyżu. To podstawowy wymóg PR i „wolnego rynku” – popyt kształtujący podaż: idei, wizerunków, wartości i symboli.

Wydanie: 13/2013

Kategorie: Opinie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy