Rewolucjoniści, idźcie do diabła!

Rewolucjoniści, idźcie do diabła!

Wierzyliśmy solidarnościowo-lewicowej elicie. A ona nawet nie zauważyła, że wprowadziła naród w dziurę neoliberalizmu

Prawa strona przemilczała. Lewa obficie zrecenzowała ostatnią książkę prof. Karola Modzelewskiego – ciepło, życzliwie i pochlebnie. Powszechnie podkreślano szczerość i uczciwość autora, piękny język, zgrabne anegdoty, autoironię.
Tak, książkę czyta się świetnie. Ale to nie jest jeszcze jedno czytadło. To książka o poważnych sprawach. I jakoś nie mogę się przyłączyć do grona chwalców, coś mi przeszkadza i uwiera.

Kto oszukał robotników?

Przez lata pozostawałem pod wpływem manifestów i nauk Karola Modzelewskiego. On wiedział, jak ma funkcjonować partia, jak wprowadzić demokrację, jak robotnicy mają rządzić w przedsiębiorstwach. Podziwiałem jego niezłomną postawę, byłem przekonany, że on wie, jak poprowadzić Polaków do lepszej Polski: demokratycznej, socjalistycznej, solidarnej i sprawiedliwej.
Tak było. Teraz już wiem, że Karol Modzelewski i jego towarzysze od utopii komunizmu poprzez mgławicowe trzecie drogi brnęli do utopii neosocjalizmu. I nawet nie zauważyli, że po drodze wprowadzili naród w kapitalizm, a ściślej w dziurę neoliberalizmu.
Czytam: „W czasie solidarnościowej rewolucji lat 1980-1981 chodziło o przebudowę ładu społecznego w komunistycznym państwie. Nie zmierzaliśmy do usunięcia rządzącej formacji politycznej ani do zerwania sojuszniczej zależności od ZSRR” (s. 40). Przecieram oczy – chyba pamiętam to inaczej!
Pierwsza „Solidarność” głosiła, jak pamiętam: „Socjalizm tak, ale z ludzką twarzą”. Potem, nagle, bez ostrzeżenia zmieniła hasło na „Socjalizm – nie, kapitalizm – yes, yes, yes!”.
Autor po latach mówi: „…ja nie walczyłem o kapitalizm. Przesiedziałem osiem i pół roku, ale za kapitalizm nie zgodziłbym się siedzieć ani jednego dnia” (s. 394). Ale zaraz dodaje: „Przecież wiem, że po upadku komunizmu jakaś postać kapitalizmu czekała nas niechybnie. Czy jednak taka, jaką mamy?”.
Prof. Modzelewski dziwi się brutalności transformacji wprowadzonej przez prof. Balcerowicza? Przecież tenże Balcerowicz był hołubiony przez „Solidarność” i kolejne rządy.
To ładnie brzmi: „Na grzbietach protestujących robotników doszli do władzy neoliberałowie”. Neoliberałowie – czyli kto?
Kto oszukał robotników? Kto zniszczył pegeery? Kto dał posady kolegom, robiąc ich ministrami? Kto był doradcą panny „S”? Kto tworzył rząd? Kto przyzwolił na to, że równościowe hasła „Solidarności” poszły do kosza?
Zgodzono się, podjęto, powołano, zawarto, wytyczono, obniżono, podwyższono… To wszystko formy nieosobowe.

Skąd się wziął Balcerowicz?

Lata temu uwierzyłem, że socjalizm można naprawiać i zmieniać. Że może to być ustrój ludzki, dobry, akceptowany przez Polaków. To także pod wpływem nauk solidarnościowo-lewicowej elity organizowaliśmy w partii struktury poziome i wybieraliśmy demokratycznie sekretarzy. W stoczni, Ceglorzu, hutach, Pomecie słuchaliśmy Michnika, Kuronia, Modzelewskiego. Słuchaliśmy elity!
I oto jeden z członków tej elity pisze: „Tu tkwi odpowiedź na pytanie, jak »Solidarność« mogła pozwolić na plan Balcerowicza. Nie sprzeciwiła się, bo już nie istniała. Pretensje rodzimych liberałów, że Jaruzelski nie wykorzystał stanu wojennego do przeprowadzenia w Polsce radykalnej reformy gospodarczej na wzór Pinocheta, są w pewnym sensie chybione. Ależ wykorzystał, to Jaruzelski utorował drogę Balcerowiczowi! Jakkolwiek ocenialibyśmy bilans polskiej transformacji (a oceny będą siłą rzeczy różne i zmienne), jedno wydaje się oczywiste: plan Balcerowicza mógł być podjęty i zrealizowany, ponieważ w decydującej fazie nie natrafił na silny i zorganizowany opór społeczny na wielką skalę” (s. 401).
Ten fragment czytałem wiele razy. Z coraz większą złością. Bo wygląda, że było tak:
1. Elita „Solidarności” zaprasza Balcerowicza, ten wprowadza reformy, których elita nie rozumie i nie chce.
2. Balcerowicz robi swoje, elita siedzi cicho (czasem słychać mruczenie).
3. Transformacja szokowa udaje się.
a) Oniemiała elita jest w głębokim szoku, tkwi w nim przez lata.
b) Rozproszone przez Jaruzelskiego masy tkwią w bezsilnej, niemej apatii.
Na początku rewolucji elita brnęła: będziemy związkiem zawodowym broniącym praw pracowniczych, a jednocześnie pracodawcą. Trochę później: wprowadzimy wolny rynek, bo wolny rynek to wolny człowiek. A wolny rynek i wolny człowiek to neoliberalizm. A neoliberalizm to liberalizm – tyle że nowoczesny.
Nie rozumiecie tego? To znaczy, że nie rozumiecie niczego.
Elita pouczała: troszczyć się o los słabych, przegranych? Nie! Pomagać im? Nie! Przeciwstawiać się roszczeniowości? Tak!
W różnych pismach czytam, że Karol Modzelewski protestował. Próbował zawracać neoliberałów na drogę cnoty. Dlaczego mu nie wyszło? Czemu jego głos się nie przebił? Dlaczego za PRL wszyscy znali jego listy otwarte? A może nie znaliśmy treści tych listów, tylko umęczonego więzieniem autora? Czemu jego głos nie był krzykiem w wolnej Polsce?

Rewolucji nam nie trzeba

Może nie wiedzieliśmy i nie wiemy, co to jest neoliberalizm. Czytam Andrzeja Walickiego, specjalistę od definiowania liberalizmów. Czy naprawdę wiecie, co znaczy to słowo? „Liberalizm (…) rozdzielił się na prawicowy, dogmatycznie wolnorynkowy, i lewicowy”, a odmiany to: „stary liberalizm, liberalizm uspołeczniony, nowy liberalizm – nie mylić z neoliberalizmem, liberyzm (gospodarczy leseferyzm), liberalizm ekonomiczny, klasyczny liberalizm, nazywany także neoliberalizmem, ekonomizm rynkowy, nowoczesny liberalizm w szerokim sensie tego słowa”.
Co proponuje autor „Zajeździmy kobyłę…” na koniec książki? Rewolucję. W imię jakich haseł, celów? Nie wiadomo. Dokąd ona poprowadzi, dokąd dojedziemy na kobyle historii – nie wiadomo.
Wielką zasługą Karola Modzelewskiego i jego towarzyszy jest wolna Polska. Bez równości i braterstwa, ale wolna. Ułomna, wadliwa, czasem paskudna, czasem wspaniała. Ale fantastycznie wolna!
I trzeba ją cierpliwie zmieniać. Delikatnie, bez zbędnych wstrząsów. Rewolucja to szok bez terapii, przy którym terapia szokowa to mały pikuś. To szok, który nie wiadomo jak się kończy. Bądźmy ostrożni. Rewolucjoniści, idźcie do diabła! Wara od Polski!

Karol Modzelewski, Zajeździmy kobyłę historii. Wyznania poobijanego jeźdźca, Iskry, Warszawa 2013

Autor był współtwórcą „poziomek” (struktur poziomych, reformatorskiego skrzydła w PZPR, zmierzającego do demokratyzacji partii) w Poznaniu w latach 80.

Wydanie: 10/2014

Kategorie: Opinie
Tagi: Jan Dutko

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy