Obrona tchórzostwa

Dziś wiemy już, że zamachu w Madrycie 11 marca dokonała Al Kaida, która upodobała sobie 11. dzień miesiąca jako datę swoich najkrwawszych zbrodni. Odruchem całego kontynentu było więc oburzenie wobec tego zamachu, a także dzień żałoby ku czci madryckich ofiar, w którym tylko Polska nie wzięła udziału, ponieważ okazało się, że zawiadomienie społeczeństwa, iż właśnie obchodzimy żałobę, było zadaniem zbyt trudnym dla agend rządowych.
Czym innym jednak jest gest solidarności, czym innym zaś ocena wydarzeń, jakie nastąpiły w Hiszpanii w konsekwencji tego zamachu. Należy do nich zwycięstwo socjalistów w wyborach parlamentarnych, a także zapowiedź nowego premiera, Zapatera, że do końca czerwca wycofa swoje wojska z Iraku. Zapowiedź ta spotkała się z odruchami oburzenia, chociaż socjaliści obiecywali to już w swoim programie wyborczym. Mówi się jednak teraz, że wycofanie się Hiszpanów jest „zwycięstwem Al Kaidy”, która świadomie wybrała sobie Hiszpanię jako „miękkie podbrzusze” Europy. Mówi się także, jak czyni to w profetycznym uniesieniu zasłużony publicysta, Leopold Unger w „Gazecie Wyborczej”, że zamach w Madrycie jest w istocie początkiem wielkiej inwazji, w której „chodzi o światowy kalifat, o budowę na gruzach demokracji i liberalizmu imperium najbardziej reakcyjnej formuły islamu, o, dosłownie i w przenośni, reislamizację Andaluzji”. Hiszpania zaś tchórzy wobec tej agresji, choć do niej przecież należy Andaluzja.
Warto więc zastanowić się przez moment nad samym pojęciem odwagi i „tchórzostwa” w polityce, co jest szczególnie trudne w Polsce, gdzie odwaga stawiana jest wyżej niż rozsądek.
Otóż na pierwszy rzut oka sprawa rzeczywiście wygląda niepięknie. Oto Hiszpanie otrzymali straszliwy, zdradziecki cios i podwinęli ogon pod siebie, zabierając z Iraku swoje zabawki i idąc do domu.
Z rzadka jednak rozważa się argumenty, które podaje Zapatero, motywując tę decyzję. A więc mówi on przede wszystkim, że ponadroczna już okupacja Iraku jest brnięciem w bagno, które coraz głębiej zapada się pod nogami. Liczba aktów oporu i zamachów terrorystycznych w Iraku zamiast spadać, nasila się, ich ofiarami stają się nie tylko żołnierze wojsk okupacyjnych, ale kolaborujące z nimi irackie jednostki wojskowe i policyjne, a przy okazji oczywiście Bogu ducha winni cywile. Nie poprawia się sytuacja materialna Irakijczyków, którzy żyją obecnie w zniszczonym kraju, w sporym stopniu pozbawieni pracy, a całkowicie bezpieczeństwa. Dziwacznie też wygląda przyswajanie Irakowi demokracji w stylu zachodnim, która zastępując dyktaturę Saddama, przyniosła przede wszystkim uwolnienie sekt religijnych kierujących się fanatyzmem, słabo przypominających społeczeństwo obywatelskie.
Nie trzeba powtarzać, że Saddam Husajn był krwawym dyktatorem, jeśli jednak nasz prezydent powiedział niedawno, że Irak obecny jest z pewnością lepszym miejscem niż Irak Saddama, nie można ręczyć, czy pogląd ten podziela zwykły przechodzień w Bagdadzie czy Karbali, nawet jeśli nie jemu akurat lub jego dziecku kolejny wybuch urwał rękę lub nogę. Oczywiście, że te krwawe akty są dziełem terrorystów, nie istnieje jednak żadna pewność, że przedłużanie się okupacji zmieni tę sytuację. Jan Karski w swoim „Państwie podziemnym” pisze wyraźnie, że im dłużej trwała okupacja Polski przez Niemców, tym silniejszym stawało się podziemie, a nie ma powodu sądzić, że okupowani Irakijczycy są innymi ludźmi niż okupowani Polacy, a zbrojne akcje polskiego podziemia też powodowały straszliwy odwet okupanta na ludności cywilnej.
Zapatero uważa więc, że nie tylko sam powód inwazji na Irak – rzekoma broń masowej zagłady, szykowana przez Husajna – był fałszywy, ale także owoce okupacji szkodzą nie tylko Irakowi, ale także Hiszpanii, Europie i światu.
Czy jest to tchórzostwo?
Jeśli tak, to warto wspomnieć w tym miejscu kilku innych, historycznych już dzisiaj tchórzów.
Pierwszym z nich jest oczywiście gen. Charles de Gaulle, który wycofał się z Algierii. Kapitulacja i odwrót generała miały tym bardziej dramatyczny charakter, że do władzy powołali go jego dawni towarzysze broni z ruchu oporu, jak na przykład gen. Salan, licząc na to, że stanie on na ich czele walcząc o „Algierię francuską”. A więc jego odwrót uważany był nie tylko za tchórzostwo, lecz także za zdradę i naruszenie zasad honoru, za co OAS wielokrotnie próbował ukarać de Gaulle’a śmiercią. W dodatku zaś związki Francji z Algierią, w której od pokoleń mieszkało setki tysięcy rdzennych Francuzów, były z pewnością bardziej realne niż związek Hiszpanów lub Polaków z Irakiem. A jednak tchórzostwo de Gaulle’a, który po latach krwawej wojny w Algierii doszedł do wniosku, że nie tylko nie można jej wygrać militarnie, ale także nie należy jej wygrywać ze względów moralnych, zapewniło mu trwałe miejsce w historii Francji i Europy.
Podobnym „tchórzostwem” wykazał się Richard Nixon, prezydent USA, który wycofał się z Wietnamu. Z powodu afery Watergate Nixon odszedł w niesławie, dziś jednak więcej ludzi pamięta mu to, że zakończył koszmar Wietnamu niż jego machlojki i podsłuchy wyborcze. Nixon był pierwszym prezydentem Stanów Zjednoczonych, który przegrał jakąkolwiek wojnę, ale wziął na siebie ten ciężar. Z tchórzostwa ? Można to tak nazwać, skoro przerażała go coraz większa liczba Amerykanów wracających z Wietnamu w plastikowych workach, a także młodzież w kraju demonstrująca przeciw wojnie i uciekająca od poboru. Paradoks polega też na tym, że jego poprzednik, Lyndon Johnson, z pewnością nie mniej niż Nixon chciał zakończyć Wietnam, ale jako metodę wybrał eskalację przemocy, co prowadziło do tragicznych skutków. I dopiero tchórzostwo Nixona rozwiązało ten dramat, przez co Nixon, a nie Johnson stał się kluczową postacią w historii Ameryki.
Tchórzem był Menachem Begin, premier Izraela i były terrorysta, zawierając pokój z Egiptem i wycofując wojska izraelskie z półwyspu Synaj. Tchórzem był Icchak Rabin, który głosił największe izraelskie ustępstwa wobec Palestyńczyków i byłby je zrealizował, gdyby nie zamordował go za to ktoś odważny.
Kronika „tchórzostwa” w dzisiejszym świecie rozpętanej przemocy jest długa i chwalebna, Zapatero ma szansę do niej dołączyć.
Co wcale nie znaczy, że nie istnieje krąg terroryzmu i zbrodni, z którym należy walczyć. Nie istnieje jednak także żaden przekonywający dowód na to, że takie akty jak inwazja na Irak, a wcześniej na Afganistan są istotnie walką z terroryzmem, nie zaś podlewaniem jego korzeni.

Wydanie: 14/2004

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy