Odpowiedź na atak Leszka Żebrowskiego

Odpowiedź na atak Leszka Żebrowskiego

Mój artykuł „Brygada Świętokrzyska. Hitlerowscy kolaboranci na sztandarach prawicy” („Przegląd” nr 40/2017) wywołał reakcję Leszka Żebrowskiego – prawicowego publicysty, który od wielu lat zajmuje się gloryfikacją NSZ. Reakcji tej nie można nazwać polemiką. Jest to agresywny atak i w związku z tym nie powinienem na to odpowiadać. Odpowiem jednak, ponieważ język i filozofia tego publicysty nie są przypadkiem odosobnionym. Stanowią standard dla salonu IV RP i dlatego warto je przybliżyć. 5 października na swoim profilu na Facebooku Żebrowski zamieścił bardzo długi i siermiężny tekst pt. „Historyk Bohdan Piętka histerycznie w piętkę goni. Jak elementarna nieznajomość historii czyni pożytecznego (lub, jak kto woli – szkodliwego) idiotę”.

W tekście tym żmudnie wyliczył przykłady mojej nieznajomości historii, a raczej przykłady mijania się przeze mnie z interpretacją historii właściwą dla jego środowiska politycznego. Nazwał mnie pieszczotliwie „członkiem”, a mój artykuł „wypracowaniem” oraz stwierdził, że wolę „widzieć wyłącznie własne pięty, nie sięgając umysłem dalej”. Na koniec zdemaskował pisma, w których publikuję. „Przegląd” – zdaniem Żebrowskiego – został założony przez „czołowego propagandystę PRL Mieczysława F. Rakowskiego” z „pieniędzy kradzionych przez komunę nie mającym nic do powiedzenia Polakom”. Natomiast „Myśl Polska” jest „klasycznym przykładem chamokomuny” (frakcji moczarowskiej). Wiadomo już zatem kim jestem – epigonem Mieczysława F. Rakowskiego i moczarowskiej chamokomuny.

Pod tekstem Żebrowskiego pojawiło się kilkadziesiąt wpisów, podpisanych imieniem i nazwiskiem, przeważnie agresywnych. Bezczelny postbolszewik, komunistyczny bełkot, śmieć, bydlak, swołocz, cham, – to pierwsze z brzegu przykłady określeń, jakie zostały wobec mnie użyte przez czytelników Żebrowskiego. „Przegląd” został nazwany „gniazdem żydobolszewii”. Ktoś zasugerował, że jestem wnukiem morderców żołnierzy NSZ. Większość komentujących domagała się postawienia mnie przed sądem za szarganie dobrego imienia „polskich patriotów”. Wtórował im Żebrowski, który stwierdził, że „potrzebne są prawdziwe sądy i zdrowy system prawny” oraz „bierzmy się wszyscy do pracy, bo chamokomuna wyłazi z czerwonego podziemia!”. Były też propozycje radykalniejsze. Pewna pani napisała, że „nie ma mu kto przyłożyć z liścia”, a pewien pan, że chciałby „dopaść osobiście takiego skurwiela”.

Wywołanie takiej agresji w stosunku do mnie przez Żebrowskiego może dziwić zważywszy, że mój artykuł z „Przeglądu” jest wyważony. Starałem się w nim pokazać również pozytywne karty z działalności NSZ, w tym także jeśli chodzi o stosunek niektórych członków tej organizacji do Żydów, odbiegający od oficjalnej ideologii Grupy „Szańca”. Z mojego tekstu jasno wynika, że kolaboracja z Niemcami była dziełem mniejszościowego odłamu NSZ. O wiele ostrzejsze oceny od moich sformułował Adam Śmiech w artykule „Problem NSZ i obóz narodowy”, którego pierwsza część została opublikowana w numerze 43-44/2017 „Myśli Polskiej” – organu prasowego chamokomuny, albo – jak się wyrażają inni przedstawiciele „obozu patriotycznego” – endokomuny.

Naprawdę więc zdumiewa stwierdzenie Żebrowskiego, że jakoby piszę o NSZ „gorzej niż sługusy Stalina”, a mój artykuł to „prostacki paszkwil”. Swój ostrzał tego „prostackiego paszkwilu” zaczyna od zdjęć. Wyjaśnić trzeba w tym miejscu, że to redakcja „Przeglądu” dokonała ich wyboru i opatrzyła je podpisami. Zdaniem Żebrowskiego zdjęcie przedstawiające żołnierzy Brygady Świętokrzyskiej na kursie spadochronowym zorganizowanym przez Niemców w Pradze to „cios w starym sprawdzonym, stalinowskim stylu”. Jego zdaniem zdjęcie to nie zostało zrobione w marcu 1945 roku w Pradze i nie przedstawia uczestników wspomnianego kursu spadochronowego. Niestety sam nie podaje gdzie zostało zrobione i co przedstawia poza żołnierzami NSZ, których nazwiska wymienia. Jego furię budzą też zdjęcia przedstawiające Huberta Jurę „Toma” i ofiary zbrodni NSZ w Wierzchowinach. Pisze, że ustalenie tożsamości Huberta Jury „Toma” zostało „żywcem wzięte z zatęchłych elaboratów bezpieki”. Nie wyjaśnia jednak dlaczego tak twierdzi. Neguje też odpowiedzialność NSZ za mord w Wierzchowinach, co jest o tyle ciekawe, że wątpliwości co do sprawstwa tej zbrodni zgrupowania NSZ Mieczysława Pazderskiego „Szarego” nie mają ani IPN, ani prof. Grzegorz Motyka i dr Mariusz Zajączkowski z PAN.

Żebrowski zarzuca mi „ględzenie o «walkach bratobójczych» z Armią Ludową”. Swoje stanowisko formułuje w stylu zdradzającym dość specyficzne poglądy polityczne i historyczne: „Czy komunistyczni zdrajcy, nieuznający w ogóle Polskiego Państwa Podziemnego (…), pospolici złodzieje świń i ubrań damskich oraz ubranek dziecięcych, to byli «bracia»? Dla kogo? (…). Jeśli komunę można nazwać «braćmi», to mogą to czynić niemieccy naziści, z racji ideologicznego pokrewieństwa. No i bezkrytyczni miłośnicy sowieckiej okupacji i popełnionych wówczas masowych zbrodni ludobójstwa”. Ja zapewne zaliczam się do tych drugich.

Wściekłość Żebrowskiego wzbudziło też to, że za drugą największą organizację podziemną w okupowanej Polsce uważam nie NSZ, ale Bataliony Chłopskie. Sugeruje, że podając ich liczebność w wysokości 170 tys. ludzi oparłem się podobno na Wikipedii, czyli „specyficznym źródle wiedzy”, które dyskwalifikuje historyka i dlatego nie powołałem się na nie otwarcie. Niezupełnie, bo także „Wielka Encyklopedia PWN” z 2001 roku podaje, że BCh „liczyły ok. 170 tys. żołnierzy i były drugą pod względem wielkości organizacją zbrojną pol. konspiracji”. Liczbę tę podaje również „Słownik historii Polski i świata” autorstwa m.in. prof. Ryszarda Kaczmarka i prof. Marka Paździory oraz dr hab. Kazimierza Miroszewskiego i dr hab. Piotra Greinera (Katowice 2005).

Dla Żebrowskiego nagle stają się wiarygodni historycy ruchu ludowego z okresu PRL, którzy nie podawali wtedy liczby 170 tys. żołnierzy BCh (żeby nie umniejszać znaczenia AL). Najbardziej jednak wiarygodny jest dla niego hitlerowski gen. Reinhard Gehlen (1902-1979), który wystawił niepochlebną opinię BCh i bardzo pochlebną NSZ („najsprawniej zorganizowany i najbardziej sprężyście dowodzony nielegalny polski związek zbrojny”). Żebrowski nie informuje przy tym swoich czytelników, że Reinhard Gehlen był w Sztabie Generalnym Wehrmachtu szefem wydziału Obce Armie Wschód, który odpowiadał m.in. za współpracę z kolaborantami na wschodnim kierunku operacyjnym. Jego pozytywna opinia o NSZ potwierdza tylko zainteresowanie tą formacją ze strony niemieckich służb specjalnych pod kątem wciągnięcia jej do walki z ZSRR.

Tak pogardzane przez Żebrowskiego Bataliony Chłopskie powstrzymały niemiecką akcję wysiedleńczą na Zamojszczyźnie, realizowaną według założeń Generalnego Planu Wschodniego. Niemcy nazwali przeciwdziałanie ze strony polskiej partyzantki powstaniem zamojskim. BCh stoczyły wtedy z Niemcami dwie duże i zwycięskie bitwy po Wojdą (30 grudnia 1942 r.) i Zaborecznem (1 lutego 1943 r.). Skoro NSZ były podobno drugą największą organizacją polskiego podziemia, to dlaczego nie wzięły udziału w powstaniu zamojskim? Dlaczego NSZ nie wzięły też udziału w największych walkach stoczonych z Niemcami przez polską partyzantkę – pod Rąblowem (14 maja 1944 r.), w Lasach Janowskich (11-15 czerwca 1944 r.) i Puszczy Solskiej (16-26 czerwca 1944 r.)?

Szydzi Żebrowski, że zacytowałem opinię na temat NSZ płk. Jana Rzepeckiego, który „poszedł na całkowitą współpracę z komuną” (ale nie dodaje, że dopiero podczas śledztwa w MBP). Nie zauważa przy tym, że cytuję także opinię Zygmunta Zaremby oraz meldunki gen. Leopolda Okulickiego i lokalnego dowódcy AK o współpracy NSZ z Niemcami.

Ma do mnie pretensje o to, że wytknąłem mu, iż w artykule zamieszczonym w „Naszym Dzienniku” nie wspomniał o tym, że NSZ wywodziły się z Grupy „Szańca”, czyli ONR-ABC. Zaraz potem dodaje, że tacy członkowie Tymczasowej Narodowej Rady Politycznej (organ zwierzchni NSZ) jak Zbigniew Stypułkowski, August Michałowski i Ignacy Oziewicz nie byli działaczami ONR. Ale byli nimi Jerzy Olgierd Zawisza-Iłłakowicz, Otmar Wawrzkowicz i Stanisław Kasznica.

W jednym się z Żebrowskim zgodzę. Niepotrzebnie wyodrębniłem „dobre” NSZ-AK i „złe” NSZ-ONR, ponieważ próbowałem doszukiwać się pozytywnych elementów w NSZ. Faktycznie przecież całe NSZ, przed i po rozłamie, wyznawały tę samą ideologię. Jaka to była ideologia, możemy się dowiedzieć z lektury numeru 3 (94) pisma „Szaniec” z 29 stycznia 1943 roku. Autor zamieszczonego tam tekstu („Jak w mądrym Rzymie”) ubolewa, że po wojnie „nie wymordujemy i nie przepędzimy” wszystkich mniejszości narodowych. Proponuje zatem „odrzucić bezwzględnie niedorzeczną równość obywatelską” i obywatelstwo przyznawać tylko wyselekcjonowanym członkom mniejszości narodowych. Uważa jednak, że Żydów „musimy się pozbyć bez wyjątku”1. Tak pisano w konspiracyjnej prasie NSZ, kiedy dymiły kominy i doły spaleniskowe Auschwitz, Majdanka, Stutthof, Chełmna nad Nerem, Bełżca, Treblinki i Sobiboru. Taka była ideologia i dojrzałość polityczna NSZ.

Nie jest też prawdą, że Edwarda Kemnitza i Sławomira Modzelewskiego – oficerów NSZ wyróżnionych po wojnie Medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata – przypisałem do NSZ-AK. Albo pan Żebrowski nie przeczytał dokładnie, albo nie zrozumiał.

Najcięższym jego zarzutem jest to, że podobno idę „utartym szlakiem propagandy komunistycznej (i nie tylko) o rzekomych listach proskrypcyjnych działaczy lewicowych i ludzi żydowskiego pochodzenia”. Pyta się czy widziałem te listy proskrypcyjne i czy znam „konkretne przypadki likwidacji z takich pobudek”. Zaprzecza przy tym odpowiedzialności NSZ-ONR za mord na Ludwiku Widerszalu. Twierdzi również, że „Piętka zżyna obficie z komunistycznych propagandystów, a nawet idzie znacznie dalej” pisząc o współpracy Brygady Świętokrzyskiej z Niemcami.

Oryginały list proskrypcyjnych, o które pyta Żebrowski, znajdują się w Archiwum Akt Nowych, w aktach Delegatury Rządu RP na Kraj (teczka o sygn. 202/II-43). Jeśli pan Żebrowski uważa, że kontrwywiad NSZ nie sporządzał list proskrypcyjnych, albo sporządzał je dla żartu, Hubert Jura „Tom” był postacią bajkową, a kolaborację części NSZ z Niemcami wymyślił „tow. Demko vel Moczar”, to polecam mu lekturę wspomnień gen. Antoniego Hedy „Szarego” (1916-2008) – legendarnego dowódcy AK i podziemia powojennego na Kielecczyźnie. W swoich wspomnieniach pisze on, że NSZ wydały na niego wyrok śmierci jako na rzekomego komunistę. Uniknął śmierci tylko dzięki temu, że został ostrzeżony przez swojego byłego podkomendnego Wacława Pryciaka „Sokoła”, który przeszedł z AK do NSZ, oraz właścicielkę restauracji w Iłży. Następnie w okolicy stacjonowania oddziału „Szarego” w Puszczy Starachowickiej pojawił się nierozpoznany oddział, podający się za oddział AK, umundurowany w przedwojenne polskie mundury i dobrze uzbrojony. Jego dowódcą – jak się później okazało – był Hubert Jura. Próbował on doprowadzić do spotkania z „Szarym”, ten jednak zachował ostrożność i wycofał się2.

Antoni Heda tak opisał finał tej historii: „Nagle doszły do nas wiadomości wręcz przerażające. Otóż ten nierozpoznany oddział pomaszerował na Powiśle za Ostrowiec, do leśnych okolic w Łysowodach. Mając wcześniejsze rozpoznanie, przeprowadził tam aresztowania, głównie wśród robotników leśnych, uchodzących za lewicowych, jakoby z GL. Na tych ludziach (około 17 osób) dokonano mordu, stosując dodatkowe tortury. Z wiadomości, jakie do nas dotarły, wynikało, że był to oddział NSZ z dowódcą – kolaborantem «Tomem» (…). Sztab zaś tego oddziału – jak stwierdzono – przebywał w tym czasie w hotelu w Ostrowcu. Niestety zbrodniarze nie wracali przez nasz teren, gdzie czekaliśmy z zasadzką. Przemaszerowali w biały dzień, przez Skarżysko, a żandarmi i Wehrmacht przez ten czas pochowali się (…). Żołnierze tego oddziału nie orientowali się w poczynaniach dowódcy i grupy morderców”3.

Natomiast o kolaboracji Brygady Świętokrzyskiej z Niemcami pisze obszernie kpt. Józef Wyrwa, ps. „Furgalski”, „Stary” (1898-1970) – dowódca jednego z oddziałów NSZ na Kielecczyźnie. Swoje wspomnienia wydał po wojnie we frankistowskiej Hiszpanii, więc nie można go posądzić o pisanie pod dyktando komunistycznych władz w Polsce. Powiedzenie prawdy o NSZ nie było dla niego łatwe, o czym świadczy następujący fragment jego książki:

„Tylko nieliczne jednostki na emigracji orientują się należycie w działalności organizacji podziemnej i odróżniają tych z NSZ, którzy podporządkowali się dowództwu AK, od odłamu kolaborującego z Niemcami, który reprezentowała Brygada Świętokrzyska. Nie chciałem, żeby mnie ktokolwiek do nich zaliczył. Z tych powodów okres współpracy z NSZ przemilczałem. W drugim wydaniu lukę uzupełniam”4.

Józef Wyrwa szeroko pisze m.in. o kolaboracji Huberta Jury z Niemcami: „Po przybyciu do powiatu opatowskiego zakwaterowaliśmy – zdaje mi się w majątku Łyse Wody. Tu dowiedzieliśmy się o ścisłej współpracy «Toma» z Niemcami. Moi chłopcy rozbroili i zaprowadzili do «Toma» dwóch Niemców idących do majątku. Po rozmowie z «Tomem» zwrócono im broń i zostali wypuszczeni na wolność (…). Sytuacja wyjaśniła się całkowicie kilka godzin później. «Tom» urządził w ciągu dnia obławę w okolicznych wsiach, rzekomo na komunistów. Czy posiadał jakąś listę otrzymaną od Niemców, nie wiem, w każdym bądź razie obława urządzona była w ścisłym porozumieniu z Niemcami. W tym prawdopodobnie celu przybyli do majątku wspomniani dwaj Niemcy, aby uzgodnić szczegóły. Zaaresztowano wiele ludzi [tak w oryg. – BP]. «Tom» przeprowadzał badania. Zastosowano metodę gestapowską. Kazał bić tak długo dopóki katowani nie zeznali to co on chciał. Z każdym przesłuchiwanym spisano protokół, zapewne wysłany potem Niemcom (…). «Tom» kazał rozstrzelać około dwudziestu ludzi (…). «Tom» był jednym z najniebezpieczniejszych zdrajców Polski. Ma on na sumieniu, jeżeli nie setki to dziesiątki Polaków”5.

O Brygadzie Świętokrzyskiej Józef Wyrwa pisze następująco: „Moralnym inspiratorem Brygady Świętokrzyskiej był – moim zdaniem – «Tom» (…). «Tom» służył Niemcom. Swój oddział stracił w Rudzisku. Tym bardziej przeto był zainteresowany utworzeniem większej jednostki «bojowej». Nie była to sprawa trudna. Ludzi nie brakowało, a broń dostarczyli Niemcy. Wielu żołnierzy z brygady nie orientowało się zapewne w polityce dowództwa (…). Niemcy nie ukrywali tego, że brygada jest na ich usługach, przeciwnie, rozgłaszali to i starali się wykazać jakie korzyści można osiągnąć współpracując z nimi.

Brygada maszerowała w dzień przez miejscowości, w których byli Niemcy. Tylko ludzie, którzy mieli ścisły kontakt z Niemcami mogli sobie na to pozwolić. Według tego, co mówiła miejscowa ludność, Niemcy nie tylko nie atakowali brygady, ale przyglądali się spokojnie jej przemarszowi.

W grudniu 1944 roku, kiedy kwaterowaliśmy w Kłócku (wieś w powiecie koneckim) przybył do naszego oddziału «Jaksa» (Władysław Marcinkowski), szef sztabu brygady. Ubrany był po cywilnemu. Starał się mnie namówić do przystąpienia z oddziałem do brygady. Opierał się na argumentacji, że Rosja jest wrogiem niebezpieczniejszym od prawie pokonanych już Niemców, a więc przeciw niej powinniśmy się obrócić, by uchronić Europę przed zalewem komunizmu. Tym samym argumentem posługiwali się też Niemcy, ale niestety w innym celu niż należało to robić.

Oświadczyłem «Jaksie» wprost, że brygada współpracuje z Niemcami. «Jaksa» zaprzeczył. Zapytałem jak to jest możliwe, że brygada maszeruje w dzień obok posterunku żandarmerii i żandarmi patrzą spokojnie jakby to ich wojsko maszerowało.

«Jaksa» odpowiedział, że Niemcy boją się i dlatego nie atakują. Tłumaczenie naiwne. Na mój zarzut, że «Tom», znany zdrajca, współpracuje z brygadą, «Jaksa» zmieszał się, ale nie zaprzeczył (…). Brygada wycofała się z Polski razem z Niemcami, to znaczy pod ich opieką. Dowódcy brygady oświadczyli, że ich głównym celem jest walka z Rosją, z wrogiem niebezpieczniejszym od Niemców, jednakże postępowanie brygady nie było zgodne z tym twierdzeniem. Brygada nie walczyła z bolszewikami, ale z Polakami, którzy nie podzielali jej poglądów. Gdy Armia Czerwona zbliżała się, brygada zamiast potwierdzić czynem głoszone idee, ratowała się ucieczką przy pomocy Niemców. Ubiegała się o przyłączenie mojego oddziału, żeby wzmocnić swoje siły w czasie ucieczki (…).

Rzeczywista działalność brygady w Polsce nie jest na emigracji znana. Dla odparcia zarzutów publikowanych czasem w prasie, dowódcy brygady posługują się wygodnymi argumentami, które również w innych okolicznościach na emigracji służą często za obronę: «To wszystko są komunistyczne kłamstwa». W tym wypadku niestety nie kłamstwa (…).

Brygada nie ma właściwie prawa podszywać się pod nazwę NSZ. Dokonała rozłamu w dobrze zorganizowanych Narodowych Siłach Zbrojnych, rozbiła ich solidarność, osłabiając w ten sposób jednolity front walki. Nie podporządkowała się naczelnemu dowództwu AK, wybrała natomiast współpracę z Niemcami.

Brygada dała komunistom niebezpieczną broń do ręki. Posiadając niezbite dowody współpracy brygady z Niemcami, nietrudno przyszło komunistom obarczać odpowiedzialnością całe NSZ, a nawet AK. Mało Polaków, szczególnie tu na emigracji, orientuje się, że istniały dwa odłamy NSZ. Rzeczywiste Narodowe Siły Zbrojne, które zachowując orientację polityczną podporządkowały się jednolitemu dowództwu Armii Krajowej, oraz odłam wywodzący się z ONR (Obóz Narodowo-Radykalny), który działał samowolnie, współpracując z Niemcami na szkodę Polski. Z winy brygady zginęło w więzieniu wielu wartościowych ludzi. Każdy członek NSZ był traktowany przez UB, jak kolaborant niemiecki. Szkody wyrządzone Polsce przez brygadę są wielkie”6.

Tak pisał o Brygadzie Świętokrzyskiej oraz NSZ-ONR niedługo po wojnie oficer NSZ Józef Wyrwa, który zmarł w 1970 roku w Madrycie. Niechże zatem pan Żebrowski jego stawia pośmiertnie przed sądem, nie mnie.

 

1. „Jak w mądrym Rzymie”, „Szaniec” nr 3 (94), 29.01.1943, s. 6-7.
2. A. Heda-Szary, Wspomnienia „Szarego”, Warszawa 2016, s. 161-165.
3. Tamże, s. 165.
4. J. Wyrwa „Furgalski” „Stary”, Pamiętniki partyzanta. Hubalczyka, legendarnego dowódcy oddziału partyzanckiego, który wszedł w skład NSZ, a później dołączył do 25. pp AK, Kraków 2014, s. 121.
5. Tamże, s. 158, 159, 164.
6. Tamże, s. 166-170.

Wydanie:

Kategorie: Historia

Komentarze

  1. Anonim
    Anonim 16 listopada, 2017, 22:27

    https://www.facebook.com/LeszekZebrowskiNSZ/posts/1662786080439303

    Leszek Żebrowski dodał(a) nowe zdjęcia (2).
    Opublikowane przez: Kul Hippocentaurus · 31 października o 16:28 ·
    W OBRONIE KPT. ZYGMUNTA RAFALSKIEGO „SULIMCZYKA” Z BRYGADY ŚWIĘTOKRZYSKIEJ NSZ-ONR I CAŁEJ FORMACJI PRZED ATAKAMI CHAMOKOMUNY
    Ponieważ przez kilka dni byłem nieobecny w Warszawie (Targi Książki w Krakowie), dopiero teraz mogę się odnieść do „Odpowiedzi na atak Leszka Żebrowskiego” Bohdana Piętki, zamieszczanej 23 października 2017 r. na jego blogu (https://bohdanpietka.wordpress.com/). Ów rzekomy atak (spokojnie, nic mu nie zrobiłem) był odpowiedzią na paszkwil, dotyczący NSZ, napisany i zamieszczony przez Piętkę w postkomunistycznym „Przeglądzie” (zob. „Historyk Bohdan Piętka histerycznie w piętkę goni. Jak elementarna nieznajomość historii czyni pożytecznego (lub, jak kto woli – szkodliwego) idiotę”. https://www.facebook.com/LeszekZebrowskiNSZ/posts/1637872042930707). Moja odpowiedź dotarła bezpośrednio – jak dotąd – do prawie 100 tys. osób, co mnie bardzo cieszy.
    ————————————-
    Teraz autor demaskuje mnie jako „gloryfikatora NSZ”. Tak, chwalę NSZ za to, za co należy im się wielkie uznanie. Jednocześnie już dwadzieścia kilka lat temu pisałem o sprawach, które rzucają cień na tę organizację, bo ja po prostu badałem ich historię, nie kierując się uprzedzeniami i gołosłownym, niedopuszczalnym entuzjazmem.
    Historia NSZ to nie jest jedyna dziedzina moich zainteresowań. W miarę upływu lat poznawałem (mam nadzieję, że dosyć dobrze) historię Polskiego Państwa Podziemnego, jego głównych organizacji, z racji wieku i powiązań rodzinnych poznałem osobiście bardzo wielu oficerów AK (w tym wyższych), pełniących w niej najwyższe funkcje (w tym w Komendzie Głównej oraz w Okręgach). Od połowy lat 80-tych zacząłem poznawać środowisko NSZ (obu jego odłamów) i tu znowu ułatwieniem były dla mnie powiązania rodzinne. Poznałem również historię konspiracji komunistycznej (PPR i GL-AL) – nie tylko na podstawie dostępnych publikacji, ale przede wszystkim na podstawie źródeł archiwalnych, zarówno tych, które sami wytworzyli jak też wytworzonych przez tych, którzy z obowiązku (czyli AK i NSZ) musieli obserwować śmiertelne zagrożenia – a takim było przecież zainstalowanie przez Moskwę swych agentur: PPR i GL-AL. Tu już, z oczywistych powodów, żadnych powiązań rodzinnych nie miałem. Od bardzo dawna interesowałem się również wszystkim, co działo się na ziemiach polskich po 1944/1945 roku, czyli Powstaniem Antykomunistycznym i jego brutalnym dławieniem przez Sowietów i ich kolaborantów.
    Dlatego mogę i powinienem zabierać głos w sporach, dotyczących tego okresu i nie boję się konfrontacji merytorycznej.
    Bohdan Piętka ocenił mnie na początku swej „Odpowiedzi…” następująco: „Jest to agresywny atak i w związku z tym nie powinienem na to odpowiadać”. No tak, ale zrobił to i – niezależnie od poziomu tej odpowiedzi – muszę udzielić obszerniejszych wyjaśnień moim Czytelnikom, co poniżej czynię.
    Zacznijmy od… harcowania, czyli starcia przedwstępnego. Wprawdzie nie ja powinienem Piętkę logiki uczyć i przymuszać do czytania ze zrozumieniem, ale sam mnie do tego zaprasza. Twierdzi bowiem: „Nazwał mnie pieszczotliwie „członkiem”…” – co przecież nie miało miejsca, zresztą ja nie dyskutuję na poziomie inwektyw. Ponieważ Piętka notorycznie nazywa żołnierzy „członkami”, to mu wyjaśniłem: „I jeszcze jedno – członkiem, to może być Piętka. Na zdjęciu są bowiem głównie oficerowie WP, w dodatku nie tylko z BŚ, również ci, którzy dołączyli do nich z obozów jenieckich i koncentracyjnych. I są wśród nich ppłk Alojzy Mazurkiewicz (delegat gen. W. Andersa, dowódcy 2. Korpusu) oraz Cecylia Mikołajczykowa.” Ile trzeba mieć w sobie złej woli, aby tak przeinaczyć i zwulgaryzować moje wyjaśnienie?
    W tym sensie to np. Piętka może być członkiem (jakiejś organizacji), nie mówimy natomiast: „członek Wojska Polskiego”. Nie zrozumiał? Jakoś innym Czytelnikom nie muszę tego tłumaczyć.
    Nie podobają mu się (bardzo nie podobają), charakterystyki dwóch organów (dodaję, że prasowych, bo ponownie przeinaczy moje intencje, ciągle ma jakieś dziwne skojarzenia…), w których Piętka publikuje: „Na koniec zdemaskował pisma, w których publikuję. „Przegląd” – zdaniem Żebrowskiego – został założony przez „czołowego propagandystę PRL Mieczysława F. Rakowskiego” z „pieniędzy kradzionych przez komunę nie mającym nic do powiedzenia Polakom”. Natomiast „Myśl Polska” jest „klasycznym przykładem chamokomuny” (frakcji moczarowskiej). Wiadomo już zatem kim jestem – epigonem Mieczysława F. Rakowskiego i moczarowskiej chamokomuny”.
    Podtrzymuję te charakterystyki i dokładnie wytłumaczyłem, dlaczego. Reszta od Piętki pochodzi, to nie ja, ale on sam tak o sobie napisał.
    ***
    I dalej kwiatki tego typu: „Zdaniem Żebrowskiego zdjęcie przedstawiające żołnierzy Brygady Świętokrzyskiej na kursie spadochronowym zorganizowanym przez Niemców w Pradze to „cios w starym sprawdzonym, stalinowskim stylu”. Jego zdaniem zdjęcie to nie zostało zrobione w marcu 1945 roku w Pradze i nie przedstawia uczestników wspomnianego kursu spadochronowego. Niestety sam nie podaje gdzie zostało zrobione i co przedstawia poza żołnierzami NSZ, których nazwiska wymienia”.
    Tak, to zdjęcie nie zostało zrobione w Pradze i nie przedstawia… itp. (tu wyjaśniam: to zdjęcie nie przedstawia „co”, tylko kogo, to niby takie proste…). Jeśli Piętka domaga się szczegółów i konkretów, to chętnie mu pomogę w formie elementarnych korepetycji. Oczywiście publicznych, nie gdzieś w zaciszu i ma się rozumieć, dość sowicie płatnych (bo wiedza kosztuje!), np. na rzecz Związku Żołnierzy NSZ. W ramach częściowej ekspiacji.
    A dla zachęty informuję: na inkryminowanym zdjęciu jest m.in. kpt. Zygmunt Rafalski „Sulimczyk” (siedzi pierwszy od prawej, był m.in. szefem sztabu Pułku Nadwiślańskiego Brygady Świętokrzyskiej) – uczestnik kursu specjalnego (zgłosił się na ochotnika). Był dowódcą patrolu, zrzuconego z niemieckiego samolotu 22 marca 1945 r. w okolicy Dwikozów. Nie ma tu miejsca na opisanie jego naprawdę pięknego życiorysu. Dodam tylko, że w sierpniu 1945 r. został odbity z więzienia UB w Kielcach przez Antoniego Hedę „Szarego”. W 1950 r. komuniści skazali go ostatecznie na karę dożywotniego więzienia.
    W 1993 r. post-komunistyczny sąd orzekł, że został on skazany z przyczyn politycznych a uchybienia godności obywatela polskiego oraz zdrady nie było:
    „chociaż przypisano mu czyny będące zaprzeczeniem walki o niepodległość (współpraca z okupantem niemieckim), to w rzeczywistości Z. Rafalski takiej współpracy nie dopuścił się, zaś skazanie miało charakter odwetu na przeciwniku politycznym ówczesnej władzy. (…) Już z samych akt procesu wytyczonego Z. Rafalskiemu w 1950 roku nie wynika, aby dowiedziono mu jakakolwiek współpracę z okupantem niemieckim. (…) Z zebranego materiału nie wynika, by dopuścił się on jakiejkolwiek współpracy z okupantem niemieckim, by zdradził interes Państwa Polskiego podjęciem służby na rzecz hitlerowskich Niemiec. Jeśli nawet w ramach swoistego rozejmu z wrogiem Z. Rafalski skorzystał w jakiejś mierze z jego pomocy – nie znaczy to jeszcze, że działał on w interesie wroga. (…) Zarzut kolaboracji był w opinii publicznej najcięższym i najbardziej poniżającym oskarżeniem. W latach 1944-1956 właśnie dla szczególnego poniżenia i upokorzenia uczestników antyhitlerowskiego ruchu oporu – insynuowano zdradę i współpracę z wrogiem. Doświadczyło tego wielu najlepszych patriotów”.
    Tego właśnie doświadczył kpt. Zygmunt Rafalski „Sulimczyk”. Ale mimo tortur (naprawdę bardzo okrutnych) i poniżeń komuna nie zdołała go złamać i dzięki Bogu przeżył. Aż strach pomyśleć, co zrobiłby z nim komunistyczny śledczy i prokurator o tak zaciekłej mentalności, jaką prezentuje Bohdan Piętka? Tego kpt. „Sulimczyk” mógłby nie przeżyć…
    ***
    A teraz Piętka o mnie: „Jego furię budzą też zdjęcia przedstawiające Huberta Jurę „Toma” i ofiary zbrodni NSZ w Wierzchowinach. Pisze, że ustalenie tożsamości Huberta Jury „Toma” zostało „żywcem wzięte z zatęchłych elaboratów bezpieki”. Nie wyjaśnia jednak dlaczego tak twierdzi. Neguje też odpowiedzialność NSZ za mord w Wierzchowinach, co jest o tyle ciekawe, że wątpliwości co do sprawstwa tej zbrodni zgrupowania NSZ Mieczysława Pazderskiego „Szarego” nie mają ani IPN, ani prof. Grzegorz Motyka i dr Mariusz Zajączkowski z PAN”.
    Prymitywne stwierdzenia, że to jakoby zdjęcia budzą moją „furię”, zostawiam bez komentarza. Rozumiem, że to jest brak jakichkolwiek argumentów ze strony Piętki. Jeśli ich nie ma, powinien zamilknąć. Tylko tyle i aż tyle. Napisałem wyraźnie, że tożsamość „Toma” nie została do dziś ustalona. A Piętka z uporem maniaka trzyma się ubeckiej wersji z minionej epoki… Co do Wierzchowin – nigdy nie było rzetelnych badań tej sprawy. Nigdy. Prawie wszyscy żerują na powierzchownych ustaleniach jednego ze skompromitowanych resortów Polski Ludowej, nie starając sie wykonać jakiejkolwiek pracy własnej (umysłowej). W dodatku posługują się dokumentacją zdjęciową, ale nie z Wierzchowin. Natomiast myślenie nie boli! Zdjęcia „z Wierzchowin” nie są prawdziwe, tzn. nie dotyczą tamtych wydarzeń. Nie było ekshumacji. Dopiero dziesięć dni po wydarzeniach komisja ubecka wykopała dwa (!) ciała i orzekła, że jest 196 ofiar! Nie było sprawdzania, dlaczego np. na listach wyjeżdżających z Polski Ludowej Ukraińców jesienią 1945 r. są osoby, uznane za ofiary „mordu NSZ” popełnionego kilka miesięcy wcześniej. I tak dalej. Jeśli Piętka ma takie wyobrażenie o historii i jej opisywaniu, to proszę bardzo. Łamy „Przeglądu” i „Myśli Polskiej” są dla niego otwarte, ale poważnie traktować go się nie da.
    Jeśli Piętka ubolewa, i pisze o mnie: „Nie wyjaśnia jednak dlaczego tak twierdzi”, to chętnie rozszerzę zaoferowane mu korepetycje, jeśli go na nie stać.
    Co do liczebności organizacji konspiracyjnych, w tym BCh, już się nie wypowiadam. Piętka źródeł nie zna i najwyraźniej ich poznać nie chce. A warto sięgać do raportów terenowych BCh i innych organizacji, głównie AK. Notorycznym zjawiskiem, jednoznacznie potwierdzonym dokumentami organizacyjnymi było „wyciąganie” z AK wiejskich plutonów i zaliczanie ich do BCh, następnie ich scalanie z AK. Przez to wiemy, że stany liczebne BCh były kilkakrotnie niższe, ale dokładnie raczej już ich nie ustalimy. Podpieranie się wikipedią i opinią kilku utytułowanych osób do prawdy nas nie przybliża, wprost przeciwnie. Wystarczy zwrócić uwagę, że w miarę upływu kilkudziesięciu lat od tamtego okresu szeregi niektórych organizacji nadal rosną…
    ***
    A to, co poniżej, to istne cur(w)iosum:
    „Najbardziej jednak wiarygodny jest dla niego hitlerowski gen. Reinhard Gehlen (1902-1979), który wystawił niepochlebną opinię BCh i bardzo pochlebną NSZ („najsprawniej zorganizowany i najbardziej sprężyście dowodzony nielegalny polski związek zbrojny”). Żebrowski nie informuje przy tym swoich czytelników, że Reinhard Gehlen był w Sztabie Generalnym Wehrmachtu szefem wydziału Obce Armie Wschód, który odpowiadał m.in. za współpracę z kolaborantami na wschodnim kierunku operacyjnym. Jego pozytywna opinia o NSZ potwierdza tylko zainteresowanie tą formacją ze strony niemieckich służb specjalnych pod kątem wciągnięcia jej do walki z ZSRR”.
    Postarajmy się zatem to jakoś uporządkować, bo Piętka ma w głowie pomieszanie z poplątaniem i przeniósł to przez klawiaturę do zasobów internetu. To, co powyżej, to wynik gonitwy myśli w jego głowie. Gdyby na chwilę odsapnął od emocji, zrobiłby to zapewne w sposób bardziej uporządkowany.
    Skąd Piętka wziął informację, że Gehlen „wystawił niepochlebną opinię BCh”? Ja podałem wyłącznie informację, czyli fragment jego raportu: „Ich liczba wydaje się stosunkowo niewielka. […] W konflikcie między AK i AL skłaniają się w coraz większym stopniu ku obozowi AL, zwłaszcza że sowiecka propaganda zapewnia ich o przekazaniu chłopom większych posiadłości ziemskich”. To jest wyłącznie informacja, w dodatku jak najbardziej rzetelna, co potwierdziły późniejsze wypadki. A Piętka dorobił do tego ideologiczną ocenę, ale na własną odpowiedzialność, że to jest „niepochlebne”. Zatem niech on się z tego tłumaczy.
    Nie poinformowałem Czytelników, kim był Gehlen? Jak to nie: „szef niemieckiego wywiadu na wschód”. Dokładniej zaś – był szefem wywiadu wschodniego OKW, czyli Oberkommando der Wehrmacht (szerzej: Wojsk Lądowych). Jest bardzo grubym nadużyciem założenie z góry, że jego zainteresowanie NSZ-em wynikało z chęci nakłonienia tej organizacji do kolaboracji. Problem w tym, że Gehlen interesował się nie tylko NSZ-em, ale również AK, czy BCh (i PPR), ale to była normalna działalność wywiadowcza – obserwowanie wrogów.
    ***
    W polskim podziemiu 1939-1945 toczyła się bardzo ostra walka polityczna i propagandowa. W podziemiu komunistycznym trwała permanentna rzeź prawdziwych i urojonych przeciwników wewnętrznych (poczynając od sprawy braci Mołojców). Jeśli na dzisiejsze spory, waśnie i kłótnie polityków patrzymy z niesmakiem, to ówczesna „walka” była po prostu ohydna – między różnymi organizacjami, czasem również wewnątrz nich. Dwa podstawowe zarzuty, które w warunkach konspiracyjnych stawiano bardzo pochopnie, były na ogół niesprawdzalne. To zdrada i rozliczenia finansowe. Wylało się sporo niewinnej krwi. Konspiracja uszlachetnia najlepszych, ale degeneruje i degraduje słabszych i na ogół jest to poza jakąkolwiek kontrolą.
    Dziś po latach, niektóre z tych spraw daje się jeszcze wyjaśnić, co do innych – są mocne podstawy sądzić, że było inaczej. Tylko ludzie złej woli mogą sobie swobodnie wybierać z ówczesnej publicystyki i meldunków wyłącznie to, co im akurat w danej chwili pasuje. Podobnie jest z relacjami i wspomnieniami. Przytoczone fragmenty wspomnień kpt. Józefa Wyrwy „Starego” nijak nie pasują do tego, co go łączyło podczas okupacji z oddziałami NSZ-ONR, jak np. podczas walk pod Radoszycami, gdzie współdziałał z jednostką Brygady Świętokrzyskiej…
    Kpt. „Stary” („Groźny”) napisał m.in. „Brygada wycofała się z Polski razem z Niemcami, to znaczy pod ich opieką. Dowódcy brygady oświadczyli, że ich głównym celem jest walka z Rosją, z wrogiem niebezpieczniejszym od Niemców, jednakże postępowanie brygady nie było zgodne z tym twierdzeniem. Brygada nie walczyła z bolszewikami, ale z Polakami, którzy nie podzielali jej poglądów”.
    Czyli jak to było? Naprawdę nie walczyła z bolszewikami (czyli sowietami i ich wasalami z Armii Ludowej), to skąd tyle meldunków własnych i AK (oraz PPR) że to właśnie robiła? Jeśli zaś walczyła „z Polakami, którzy nie podzielali jej poglądów”, to musiałaby walczyć z AK, bo ta miała inne poglądy! Komunę zwalczali zaś nie za poglądy, tylko za konkretne czyny. Na tym przykładzie widać absurdalny sposób rozumowania kpt. „Starego” w pisanych wiele lat po wojnie wspomnieniach. Nie tu jest miejsce, aby analizować jego rozgoryczenie przeszłością i własną działalnością oraz wysuwanymi przeciw niemu nieprawdziwymi na ogół, ale bardzo bolesnymi zarzutami.
    Na marginesie dodam, że znaczna część 25 pp AK (w którym pod koniec okupacji służył kpt. „Stary”), miała przejść do Brygady Świętokrzyskiej, co potwierdzają dokumenty z grudnia 1944 r. Rozmowy na ten temat były bardzo zaawansowane. Ponieważ front wschodni ruszył nagle 12 stycznia 1945 r., do połączenia sił i ich ewakuacji już nie doszło.
    I jeszcze to. Jakże przykro i z niesmakiem czyta się takie oskarżenia Józefa Wyrwy: „Brygada dała komunistom niebezpieczną broń do ręki. Posiadając niezbite dowody współpracy brygady z Niemcami, nietrudno przyszło komunistom obarczać odpowiedzialnością całe NSZ, a nawet AK”. Sowieci wkroczyli na ziemie II RP już w styczniu 1944 r. Od początku niszczyli bezwzględnie wszelkie przejawy pracy niepodległościowej, zarówno wojskowej, jak i cywilnej. Brygada Świętokrzyska wyruszyła na zachód dopiero rok później. Przez ten czas organizacje niepodległościowe, działające pod nową okupacją sowiecką, zostały krwawo zdziesiątkowane. I to wszystko ma być winą Brygady? Wspomnienia i relacje, jak już to podkreśliłem, trzeba umieć czytać i rozumieć, oddzielać faktografię od zbędnych emocji.
    Podobnie jest we wspomnieniach Antoniego Hedy „Szarego”, gdy omawia to, co się wydarzyło w Łysowodach. Pierwsze powojenne zeznania NSZ-owców podczas śledztw w UB i przede wszystkim własne ustalenia ubeków (już w 1945 r.) były zupełnie inne niż twierdzi kpt.”Szary” (rozstrzelano tam kilka osób), a stale rosnąca liczba ofiar po stronie komunistów (wreszcie doszło do… stu!) i wstrząsające opisy tortur (jakie nie miały miejsca, zostali oni bowiem rozstrzelani po wskazaniu przez miejscowe placówki AK) to są późniejsze dzieje tej sprawy. Na literaturze wspomnieniowej zawsze ciąży to, co przez kilkadziesiąt lat ukazywało się drukiem. Wystarczy skonfrontować zapis (dokonany wiele lat po wojnie) ze wspomnień „Szarego”, jakoby „Sztab zaś tego oddziału – jak stwierdzono – przebywał w tym czasie w hotelu w Ostrowcu”. Ale broni żołnierzy bardzo nieudolnie: „Żołnierze tego oddziału nie orientowali się w poczynaniach dowódcy i grupy morderców”.
    Czyli jak to było, cały czas przebywali w oddziale, kontaktowali się ze sztabem, stacjonującym… w hotelu! – i nic a nic nie wiedzieli, nie rozumieli? Może jednak było całkiem inaczej… Wspomnienia mają sens, jeśli są zapisem własnych doświadczeń. Sprawy zasłyszane, opisane później (i znacznie później) odciskają się w naszej pamięci, z czasem utożsamiamy się z wieściami zasłyszanymi/wyczytanymi, ale to nie ma nic wspólnego z doświadczeniem własnym. Nie ma tu odwołania do jakiegokolwiek źródła. Gdyby jakikolwiek sztab jakiegokolwiek oddziału partyzanckiego w tamtym czasie stacjonował w hotelu (były one pod całkowitą kontrolą niemiecką!), to nie miałby już szans powrotu do konspiracji. A warto zapoznać się choćby z opiniami wyższych oficerów AK z tego terenu, zawartymi w rozkazach i meldunkach, w tym miejscowych inspektoratów.
    Natomiast ze szczególną ostrożnością należy traktować meldunki niektórych instancji wywiadu z tego terenu. Współpraca tego pionu z NKWD (w tym z Władysławem Spychajem, po wojnie – Sobczyńskim, szefem WUBP w Rzeszowie, następnie w Kielcach w 1946 r., gdzie doszło do mordowania Żydów) nakazuje zachowanie szczególnej roztropności. Co ważne, gdy poszczególni oficerowie AK tego Okręgu byli aresztowani i mordowani, szef wywiadu tego Okręgu wydawał w ręce ubeckich siepaczy swych niedawnych towarzyszy broni! I wstąpił na służbę w ludowym WP (przyjmując awans – za co?) – czyli po drodze mu było? Nie tylko on, wielu wyższych oficerów wywiadu tego Okręgu nie spotkały żadne represje!
    Analizując takie wspomnienia krok po kroku, napotykamy tyle błędów oraz ocen „faktów” wziętych znikąd, że należałoby je albo krytycznie opracować (co jest niezbędne), albo pisać na nowo. Ale autorzy już nie żyją, pozostaje zatem tylko ta pierwsza możliwość. Bez sprawdzania wszystkiego i weryfikacji jest to droga, która prowadzi na manowce. Piętkę już wyprowadziła.
    ***
    Na szczęście nie wszyscy są Piętkami i prowadzą badania własne, które umożliwiają nam wnioskowanie na podstawie szerokiego tła, bez zaciekłości ideologicznej. Dla zobrazowania tego, jak rozumuje Piętka, przytaczam jego własne dwa wywody.
    W (post)komunistycznym „Przeglądzie” napisał: „Jednak w NSZ, zwłaszcza w NSZ-AK, byli ludzie, którzy nie podzielali antysemityzmu i szowinizmu. Komendant Okręgu Pomorskiego NSZ Edward Kemnitz i oficer NSZ Sławomir Modzelewski zostali po wojnie odznaczeni przez Instytut Yad
    Vashem za ratowanie Żydów (…)”. Skomentowałem to następująco: „Jak można autora nie nazwać ignorantem (oby nie gorzej), jeśli np. oficerów NSZ Edwarda Kemnitza i Sławomira Modzelewskiego – wyróżnionych po wojnie przez Instytut Yad Washem za ratowanie Żydów przypisuje do NSZ-AK, choć tak nie było?”. Obaj oficerowie należeli do NSZ-ONR i o tym trzeba pamiętać, jeśli tej formacji przypisuje się tak zbrodnicze cechy. Ale Piętka nie uznaje tego argumentu, odgryzając się w następujący sposób, licząc na bardzo krótką pamięć Czytelników: „Nie jest też prawdą, że Edwarda Kemnitza i Sławomira Modzelewskiego – oficerów NSZ wyróżnionych po wojnie Medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata – przypisałem do NSZ-AK. Albo pan Żebrowski nie przeczytał dokładnie, albo nie zrozumiał”. Ja przeczytałem dokładnie i zrozumiałem bez przeszkód, Bohdan Piętka niestety, słów własnych nadal nie rozumie…
    I ostatnia rzecz, do której chcę się odnieść. Piętka może nie znać się na konspiracji, może nie rozumieć, jakimi cechami oznaczano dokumenty własne w poszczególnych organizacjach konspiracyjnych itp. ale pisanie o „listach proskrypcyjnych” NSZ w zbiorach Delegatury Rządu oznacza bardzo poważny zarzut, że jakoby sporządzano listy osób skazanych na śmierć! Piętka daje swoisty „dowód”, że to NSZ-ONR ponosi odpowiedzialność za mord na Ludwiku Widerszalu. Nie ponosi. Po jego śmierci kontrwywiad AK, prowadząc śledztwo w tej sprawie, zwrócił się o pomoc do NSZ właśnie. Ponieważ – wbrew pozorom – na temat zbrodni popełnionych na funkcjonariuszach BiP KG AK zachowało się zadziwiająco dużo materiałów, ta sprawa zostanie na szczęście wyjaśniona. Ich sprawcami nie były NSZ, w tym NSZ-ONR.
    ***
    Podtrzymuję opinię, że Bohdan Piętka w tych sprawach wypowiada się bardzo kategorycznie, ale jest nieudolnym ignorantem. Zarzucanie kolaboracji z Niemcami NSZ-owi, czy choćby jego małej części, jaką był NSZ-ONR może wynikać jednak nie tylko z ignorancji. Miejsca, gdzie publikuje, które scharakteryzowałem, o czymś przecież świadczą. Np. o wspomnianej „Myśli Polskiej” napisałem: „W ich piśmie nastąpiła całkowita gloryfikacja Wojciecha Jaruzelskiego, pojawili się m.in. publicyści-propagandyści, tacy jak Ryszard Gontarz a nawet… członkowie GL-AL, jak np. Tadeusz Szymański, pacyfikator ludności cywilnej w Puziowych Dołach 19 kwietnia 1944 r., w Polsce Ludowej wyższy oficer aparatu bezpieczeństwa publicznego, m.in. dowódca pułku KBW! – to zgrupowanie mordowało partyzantów mjr. Józefa Kurasia „Ognia” na Podhalu”. Czy coś z tego jest nieprawdą?
    Kończę odniesienia do wywodów Piętki. Zrobiłem to wyłącznie dla Czytelników, aby wiedzieli, z czym i kim mają do czynienia. Nie widzę nadziei na merytoryczną polemikę, zresztą – w internecie jej się w całościowy sposób nie przeprowadzi.
    W swej „Odpowiedzi” Piętka rozciąga swe brutalne oskarżenie już na całe NSZ, nie tylko na ich mniejszą część, czyli NSZ-ONR. Napisał bowiem: „W jednym się z Żebrowskim zgodzę. Niepotrzebnie wyodrębniłem „dobre” NSZ-AK i „złe” NSZ-ONR, ponieważ próbowałem doszukiwać się pozytywnych elementów w NSZ. Faktycznie przecież całe NSZ, przed i po rozłamie, wyznawały tę samą ideologię”.
    Rozumiem zatem, że zamordowanie przez komunistów po wojnie takich oficerów NSZ, jak np. ppłk Stanisław Kasznica, mjr Lech Karol Neyman, mjr Wojciech Stefankiewicz, kpt. Zygmunt Ojrzyński (z NSZ-ONR), czy ppłk Władysław Żwański, mjr Zygmunt Roguski, mjr Karol Sęk, kpt. Jan Morawiec, kpt. Tadeusz Zawadziński, kpt. Włodzimierz Marszewski, kpt. Władysław Żwirek, por. Lechosław Roszkowski (z NSZ-AK) było jak najbardziej słuszne i zasłużone, byli to bowiem zdrajcy i wyznawcy zbrodniczej ideologii? To bardzo długa lista.
    A co zrobić z tymi, którzy zginęli w walce z Niemcami, lub zostali przez nich zamordowani? Czyżby Niemcy (czyli ich „sojusznicy”?) zabijali ich tylko dlatego, aby ich bardziej uwiarygodnić?!
    ***
    Tak, oni wszyscy (czyli ci, którzy zostali po wojnie zamordowani, lub skazani na okrutne kary więzienia: dożywocia i 15, 10 lat… niektórzy spędzili w komunistycznych więzieniach po kilkanaście a nawet ponad dwadzieścia lat!) wyznawali ideologię narodową, tę samą, która miała ciągłość jeszcze od okresu zaborów w XIX wieku. Dziś ma ona zadziwiająco wielu „różnorodnych” wrogów. Stąd tak wielki wysyp chamokomuny oraz wszelkiej maści przebierańców, mówiąc wprost – dywersantów wobec historycznego ruchu narodowego, zwalczających zaciekle różne jego formy historyczne (w tym NSZ, ZJ itp.) i próby jego autentycznego odrodzenia.
    Pajace wciskają się w przyciasne mundurki, wdziewają rękawice hutnicze, obwieszają się mieczykami (niektórzy nawet pokaźnych rozmiarów „mieczami Chrobrego”, niewiele odbiegających wielkością od oryginału!), jaszczurkami, wytrzeszczają znacząco wiecznie podkrążone oczy, gejowskie (?) kucyki nieumiejętnie chowają pod nieregularnymi furażerkami i głoszą chwałę komunie, jeszcze inni – uczestniczą w maskaradach, takich jak w Rząbcu, w towarzystwie przedstawicieli postsowieckiej ambasady, prawosławnego popa, prawosławnego chóru, Antify z czerwonymi szmatami, „kombatańców” z Armii Ludowej… Pamiątkowy kamień w Rząbcu, z fałszywym, komunistycznym napisem poświęconym bolszewikom w służbie niemieckiej, którzy na krótko znaleźli się w zgrupowaniu AL, ozdobiony został katolickim krzyżem! A „Dziennik Trybuna” (będący kontynuacją osławionej „Trybuny Ludu”) z lubością zaznaczył: „Ostrzejsze słowa padły jedynie w wystąpieniu przedstawiciela środowisk narodowo-demokratycznych, krytycznych wobec tradycji Narodowych Sił Zbrojnych. Członek redakcji endeckiego tygodnika „Myśl Polska”, Adam Śmiech uznał za moralnie niedopuszczalne kultywowanie pamięci NSZ jako formacji kolaborującej z hitlerowskim okupantem”.
    Te niby odmienne formacje organizacyjne i umysłowe (?) ściśle ze sobą współpracują i wzajemnie sie wspierają. Np. Joanna Senyszyn (b. europoślica z SLD) podczas występu na Uniwersytecie Warszawskim 5 kwietnia 2016 r. wygłosiła „odkrywczą” mowę, podczas której stwierdziła, że „żołnierze Narodowych Sił Zbrojnych bronili razem z Niemcami Berlina”, co zostało przyjęte potężną salwą śmiechu. Może więc Piętka, Śmiech i redakcja „Myśli Polskiej” jakoś ją wspomogą? Wszak jest ona „profesorem”, co starannie podczas spotkania podkreślała a tytuły, szczególnie takie, są przez Piętkę bardzo cenione. A łamy „Myśli Polskiej” są dla prominentnej komuny gościnnie otwarte.
    Nic się nie dzieje bez przyczyny. I bez pieniędzy, ma się rozumieć. Ideę narodową wskazywał jako najbardziej groźną lider „opozycji demokratycznej” w PRL Jacek Kuroń już w latach 70-tych ubiegłego wieku. Zaciekle, krwawo i do końca swego formalnego istnienia zwalczała ją komuna. Kolejne ekipy po 1989 roku ledwo ją tolerują. I obecna dywersja wobec ruchu narodowego, szeroko rozgałęziona, wielonurtowa, jest metodą walki z nią, przez perfidną działalność odśrodkową.
    Po uczynkach ich poznacie: przez fascynację komuną i Polską Ludową, PGR-ami i akcją „odżydzającą”, prowadzoną przez Gomułkę, Moczara i Jaruzelskiego; gloryfikację Wojciecha Jaruzelskiego (przecież kumpla samego Adama Michnika) i wyznawanie postsowieckiej geopolityki; wychwalanie tow. płk. KGB Władimira Putina, ale również przez zaciekłe zwalczanie (lub ośmieszanie) różnych historycznych odłamów i organizacji szeroko pojętego ruchu narodowego. Są wszędzie i wszędzie robią to samo, choć na ogół pozornie „samodzielnie”, niszcząc od samych podstaw jego ideologię, działalność i tradycję. Wyglądają różnie, przybierają odmienne formy (dla każdego „coś miłego”), ale jest to czerwona pajęczyna, której celem jest wyłapywanie i degenerowanie potencjalnych zwolenników zdrowego nurtu. Szczytem degrengolady ich poczynań jest obżeranie się pieczoną świniną z kaszą pod pomnikiem Romana Dmowskiego.
    Gęby ociekają im od frazesów i świńskiego łoju…
    Na zdjęciu: kpt. Zygmunt Rafalski „Sulimczyk”.
    Obok: fragment niemieckiego raportu o NSZ (koniec 1944 r.)
    Tłumaczenie z j. niemieckiego:
    „Wielkim celem politycznym Obozu Narodowego a w tym i NSZ jest walka o niepodległość Polski, przy czym następujące kwestie wysuwają się na czoło:
    1. zdobycie Prus Wschodnich dla Polski.
    2. zdobycie ziem aż po Odrę i Nysę.
    3. obrona kraju przed komunistami i Ukraińcami i zniweczenie ich starań o oderwanie polskich ziem wschodnich.
    NSZ rozwinęły swą wojskową organizację prawie na całe terytorium byłego państwa polskiego, szczególnie jednak skoncentrowane były na lewym brzegu Wisły. Ich bataliony i samodzielne kompanie stanowiły najistotniejsze siły powstańcze obok AK. Szeregi NSZ składają się z żołnierzy wyszkolonych w oparciu o jasne, idealistyczne podstawy, którzy albo przed wojną działali w jednej z grup narodowych, albo politycznie i bojowo sprawdzili się w czasie tragedii grudnia [sic! powinno być września – L.Ż.] 1939 r. lub w podziemnej walce z Niemcami”.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy