Gorące lata Gomułki

Gorące lata Gomułki

Za fasadą jedności PZPR o wpływy i władzę w partii walczyły rozmaite grupy, frakcje i koterie

Dla laika Polska Ludowa jest jak betonowa płyta przykrywająca ziemię. Nie ma tam życia, dyskusji, wyborów politycznych. Z jednej strony, jest wąska grupa wysłanników Moskwy, karnie wykonująca rozkazy przychodzące ze Wschodu, z drugiej – naród, który regularnie się buntuje.

Aparat państwa pracowicie ten mit rozpowszechnia. W programach szkolnych, w mediach publicznych, w oficjalnej propagandzie. Temu służą też działania Instytutu Pamięci Narodowej.

Z tego punktu widzenia Zbigniew Siemiątkowski napisał książkę niemodną. Bo opisał życie ideowe Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej w czasach Władysława Gomułki, czyli w latach 1956-1970. W okresie, który zaczyna się polskim Październikiem i związanymi z nim nadziejami, a kończy Marcem ‘68 i Grudniem ‘70, kiedy władza pokazuje brutalną twarz.

Dlaczego polityka Gomułki przeszła taką ewolucję? Dlaczego nadzieje na polski socjalizm umarły? Dlaczego od połowy lat 60. mieliśmy upadek rewizjonistów, czyli zwolenników bardziej demokratycznego socjalizmu, oraz rozkwit „partyzantów” i ich ideologii? Dlaczego „partyzantom” nie udało się zdobyć władzy? Jak wyglądała walka polityczna w tym czasie?

Odpowiedź na te pytania nie jest prosta. Życie polityczne w Polsce Ludowej nie było takie jak w III RP. Mieliśmy monopol PZPR, wspomaganej przez tzw. stronnictwa sojusznicze, monopol prasy, cenzurę, system autorytarny. W takim systemie władza nie odwołuje się do szerokiej opinii, bo przecież nie ma demokratycznych wyborów. Jeżeli więc politycy odwołują się do woli ludu, to tylko w nadzwyczajnych sytuacjach.

W takim systemie życie polityczne ogranicza się do kilku czy kilkunastu tysięcy ludzi, do aparatu państwa i partii, bo ci ludzie, uczestnicząc chociażby w wyborze władz partyjnych, mieli na ich kształt – i personalny, i programowy – wpływ. Aparat partii był lustrem, w którym przeglądała się władza. Ale w związku z tym życie polityczne toczyło się według określonych reguł, dla laika niewidocznych. Miało swoją celebrę, swój język zrozumiały dla wtajemniczonych, swoje ukryte tematy.

Przykład pierwszy z brzegu – na władzy ciążyła sytuacja geopolityczna, uzależnienie od Związku Radzieckiego i – do roku 1970 – obawy o stabilność zachodniej granicy, co oczywiście dodatkowo wpychało Warszawę w objęcia Moskwy. Ale przecież o tym otwarcie się nie mówiło, zamiast tego mieliśmy propagandowe hasła o przyjaźni polsko-radzieckiej i wielkim sojuszu. Tak mówił Gomułka, co nie przeszkadzało mu przekazać Rosjanom materiałów kompromitujących Chruszczowa (jego zięć, będąc w RFN, mówił, że ZSRR zgodzi się na zjednoczenie Niemiec) albo krytykować w rozmowach z Chruszczowem i Breżniewem polityki ZSRR.

Za fasadą jedności partii, oddanej I sekretarzowi, kryły się gorące spory. W ramach PZPR istniały rozmaite grupy, frakcje, koterie, które walczyły o wpływy i władzę, prezentowały swoje poglądy na rzeczywistość, swój program na przyszłość.

Były więc grupy połączone więzami pokoleniowymi – KPP-owcy, „partyzanci”, pokolenie ZMP, pokolenie ZMS. A także grupy sklejone ideologią – słynne frakcje Puławy i Natolin (która później przekształciła się we frakcję Moczara), technokraci, rewizjoniści itd. Do tego dorzućmy różne grupy uczestniczące we władzy – chociażby aparat MSW. Ale również kręgi katolickie. I starzejącego się przywódcę, coraz mocniej odklejającego się od rzeczywistości i coraz bardziej nerwowo reagującego na słowa krytyki.

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 27/2019, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.

Fot. materiały prasowe

Wydanie: 27/2019

Kategorie: Historia

Komentarze

  1. ireneusz50
    ireneusz50 9 lipca, 2019, 23:54

    Z jednej strony, jest wąska grupa wysłanników Moskwy, karnie wykonująca rozkazy przychodzące ze Wschodu, z drugiej – naród, który regularnie się buntuje – buntowali sie za leniwi do roboty, za głupi do nauki, inni sie rozwijali, budowali zasobny i sprawiedliwy swiat. Zbuntowany motłoch to ci za leniwi do roboty, za glupi do nauki.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy