Ofiara góry duchów

Ofiara góry duchów

Angielska dziewczyna na zawsze zniknęła w gęstej mgle Borneo Ludzie z plemienia Dusunów lękają się góry Kinabalu. Wierzą, że jej ponure wąwozy zamieszkują duchy zmarłych, pilnowane przez mściwego smoka. Jeśli turysta nie wróci ze wspinaczki, Dusunowie mówią wieczorami przy ogniskach: „Porwały go widma”. Starszyzna składa co roku w ofierze cieniom przodków białego koguta, by złagodzić ich gniew. Przewodnik Michael Gimpopon nie ma wątpliwości, że to duchy zmarłych zwabiły w kłębiące się opary gęstej mgły 17–letnią Ellie James z Wielkiej Brytanii. „Dziewczyna weszła w białą chmurę na oczach brata. Słyszeliśmy jej wołania o pomoc, ale z powodu wycia wichru i górskiego echa nie mogliśmy ustalić, skąd dochodzą krzyki”. Ellie błąkała się przez trzy dni na zboczach góry. Spała na mrozie, może wśród tropikalnej ulewy słyszała nawoływania ratowników. „Pogoda nie dała nam szans. W monsunowym deszczu helikoptery nie mogły startować. Od 10 lat nie było takiego sztormu. Ale jeśli duchy zwabią kogoś na swój teren, już jest stracony”, mówi Michael Gimpopon. Ellie James z Kornwalii była dziewczyną dzielną, aktywną, inteligentną i piękną. „W wieku siedmiu lat została wegetarianką. Angażowała się w ruch ekologiczny. Podpisywała każdą petycję w szlachetnym celu i zawsze dawała pieniądze bezdomnym. Zbierała fundusze dla Amnesty International i innych organizacji humanitarnych. Kiedyś obcięła swe wspaniałe włosy i sprzedała je, by zdobyć środki dla organizacji ratującej ginące goryle. Nazbierała 600 funtów. Ellie miała spełnione życie – przez 17 lat przeżyła więcej niż inni przez 75”, wspominają jej rodzice, Bruce i Claire. Ellie uczyła się w szkole w Winchester, marzyła o teatralnej karierze. Miała jednak czas, by uprawiać sporty, grała w szkolnej reprezentacji hokeja i siatkówki. W ub.r. wraz z rodzicami odbyła trudną wędrówkę w górach Atlas. W sierpniu Jamesowie wyruszyli na wyprawę do Malezji. Celem było zdobycie góry Kinabalu w północnej części Borneo, najwyższego szczytu między Himalajami a Nową Gwineą. Kinabalu wznosi się na wysokość 4175 m, masyw jednak uchodzi za łatwy. Można się nań wspiąć bez alpinistycznego sprzętu. Turyści podchodzą najpierw pięć godzin przez bujną tropikalną dżunglę. Nieco makabryczną atrakcją tropikalnego lasu są liczne rośliny mięsożerne, niektóre tak spore, że mogą schwytać i uśmiercić szczura. Za strefą dżungli rozciąga się ponury płaskowyż skał z czerwonego granitu, przypominający alpejski krajobraz. Tu znajduje się schronisko Laban Rata i liczne szałasy. Turyści często przeczekują w szałasach mroźne nocne godziny, aby o drugiej nad ranem wyruszyć w drogę na sam wierzchołek zwany Szczytem Lowe’a (Sir Hugh Lowe zdobył tę górę w 1851 r. jako pierwszy biały człowiek). W ten sposób można zdążyć na niewiarygodny spektakl, jakim jest wschód słońca w tropikach. Widoki wprost zapierają dech w piersiach. W pierwszych promieniach słońca lśni szmaragdowa tafla morza, a w dali widać brzegi Filipin. Ale nie wszyscy maszerują na sam wierzchołek. Niektórzy zostają w szałasach, śmiertelnie zmęczeni lub też cierpiący na zawroty głowy i halucynacje, wywołane przez rozrzedzone na tej wysokości powietrze. 15 sierpnia na płaskowyżu Claire James postanowiła zaczekać wraz z pięcioma Brytyjczykami z 11-osobowej grupy. Opiekował się nimi jeden z dwóch przewodników. Pozostałych sześciu turystów wspinało się na szczyt tylko z jednym przewodnikiem. Ale Ellie i jej 15-letni brat Henry wysforowali się naprzód. Chcieli wyprzedzić dwóch angielskich chłopców i tłum Koreańczyków. Brat i siostra pierwsi zdobyli wierzchołek, obejrzeli wschód słońca i zbiegli w dół, aby pochwalić się matce, że byli na samym szczycie. „Ja jeszcze wspinałem się pod górę, gdy oni już schodzili. Ellie wkroczyła w ścianę mgły. Wtedy po raz ostatni widziałem ją żywą”, opowiada zrozpaczony ojciec. Po wschodzie słońca było jeszcze ciemno. Wierzchołek otuliła gęsta mgła, ograniczając widoczność do trzech metrów. Nie wiadomo dokładnie, co stało się później. Według malezyjskiego dziennika „Borneo Post”, między rodzeństwem doszło do kłótni. Rozgniewany Henry pobiegł, by się ukryć. Siostra odszukała go wprawdzie, ale nie potrafiła odnaleźć szlaku dobrze oznaczonego przez białą linę. A może rodzeństwo wzięło za białą linę pasmo srebrnego kwarcu, wtopionego w czerwoną

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2001, 36/2001

Kategorie: Świat