Ofiary „Roja”?

Ofiary „Roja”?

Wizje reżysera

Po aresztowaniu obojga Burkackich na gospodarstwie została ich córka Alina. Miała wówczas z 16 lat, a może mniej. Dwaj starsi bracia, Zdzisław i Józef, nie mieszkali już w domu. Film niby-dokumentalny „Elegia na śmierć Roja” przypisuje Alinie podwójną zdradę: żołnierza walczącego o niepodległą Polskę i kochanka. Czy była jakaś więź uczuciowa między „Rojem” a tak młodą dziewczyną? Być może. Czynienie z niej wyuzdanej kochanicy, jaką pokazuje film fabularny Jerzego Zalewskiego, daleko wykracza poza artystyczną dowolność. Obyczajowo i scenograficznie nie jest nawet werystyczny. Żadna dziewczyna, choćby zakochana na zabój, nie zachowywałaby się w tak rozwiązły sposób. Nie w tych czasach i nie na wsi. A ten dach-chochoł? Strzecha na budynku nie była do dekoracji, panie Reżyserze. Dach nad głową czy nad snopami w stodole – to wszystko jedno poważna sprawa. Bratowa zabitego Stanisława Kosewskiego, wdowa po Franciszku Kosewskim, do oczu skoczyła reżyserowi filmu fabularnego. Zasłonił się prawem do fikcji.

Rodzice Aliny Burkackiej byli w więzieniu, groziły im długoletnie wyroki. „Rój” z niedobitkami swojego oddziału wrócił na tak lekkomyślnie spaloną kwaterę. Jak określił jeden z sąsiadów: „Schował się do baby pod kieckę”. Po zabiciu Stanisława Kosewskiego ludzkie uczucia i opinie stały się jednoznaczne. Córka Burkackich nie mogła liczyć na pomoc w żadnej sprawie. Młoda dziewczyna, sama w dzień i w nocy pośród obcych mężczyzn, bez perspektywy życiowej, uzbrojonych, nie zawsze trzeźwych – niewątpliwie się bała. UB też wykorzystał wobec niej swoje metody. Łatwo dzisiaj piętnować i ferować wyroki z kanapy, wzruszać się własną poezją. Rower nie był pożyczony. Nie było w okolicy nauczycielki, która miałaby taki rower. Alina Burkacka rzadko, ale przyjeżdżała do wsi na nowiutkiej damce z kolorową siatką na tylnym kole, która zabezpieczała przed wkręceniem się sukienki. Bardzo jej tego roweru zazdrościłam. W tamtych czasach mężczyzna jadący na damskim rowerze narażałby się na śmieszność.

„Rój” próbował się przedrzeć przez obławę między lasem a wzniesieniem zwanym Babią Górą. Tam pod Babią Górą, już po drugiej stronie drogi, został zastrzelony. Jego ciało leżało przy drodze jeszcze kilka godzin, żeby wszyscy mogli go oglądać. Niektórzy chodzili. Jakaś miłosierna ręka zakryła mu oczy białą chusteczką. Tak zginął młody człowiek, uwiedziony przez mit o białym koniu, opętany przez wielką politykę. Nie on jeden wierzył, że o Polskę zacznie się III wojna światowa. Zwykle o bohaterach w jego wieku mówi się: „pełen młodzieńczych ideałów”. „Rój” nie uznawał władzy nad sobą nawet w strukturach zbrojnego podziemia, do którego wstąpił, by pomścić śmierć brata. Zemsta jest ślepa.

Cała rodzina Burkackich wyjechała do Stanów. Kilka lat temu był w Polsce Józef Burkacki. Odwiedził swojego kolegę i dawnego sąsiada – również Józefa – Wieczorka, niestety dziś już nieżyjącego.

Próba umieszczenia tablicy pamiątkowej wewnątrz kościoła w Szyszkach spotkała się z gorącym protestem. Zadecydował autorytet śp. Czesława Baranowskiego – organisty, żołnierza kampanii wrześniowej. Wypełniając od 1937 r. pięknym kaligraficznym pismem akty w księgach parafialnych, znał on najważniejsze fakty z życia parafian. Wiedzą podzielił się z ówczesnym proboszczem, ks. kanonikiem Kazimierzem Kozickim. Tablica została wmurowana na zewnętrznej ścianie kościoła od strony plebanii. Podczas mszy z tej okazji na cały głos protestował śp. Lucjan Laskowski, w domu którego zginął Stanisław Kosewski. Inicjatorzy pomysłu nie dali za wygraną o tyle, że ks. Kozicki na skutek przeróżnych insynuacji opuścił parafię Szyszki, żegnany z wielkim żalem przez ogół parafian.

Dr Krzysztof Kacprzak jako historyk nie wyciągnął wniosków ze zgromadzonego materiału, skoro jako obecny wiceprezydent Ciechanowa nie zaprotestował przeciwko demokratycznie podjętej uchwale o nazwaniu ulicy im. Mieczysława Dziemieszkiewicza. Nie nam potępiać ludzi, którzy współpracowali z „Rojem”. Mieli inny wybór – dać się zastrzelić. Jednak nie należy czynić zeń bohatera walki o niepodległość, a z nich kombatantów. Bestialstwo było po obu stronach, co dowodzi tylko jednego: wojna nie jest dla ludzi, a wojna domowa jest ze wszystkich strasznych najstraszniejsza.

Tytuł, podtytuł i śródtytuły pochodzą od redakcji.

Artykuł ukazał się w „Tygodniku Ciechanowskim” 13 października 2015 r.


Czy „Rój” zasługuje na rondo?

Przejazd przez ulice, szczególnie te obwodowe, stanowi kiepską okazję do nauki historii. Nazwy ulic i rond powinny orientować kierowców. Wykorzystanie do tego praktycznego celu całej martyrologii narodowej bynajmniej temu nie służy. Nie każdy kierowca odróżnia żołnierzy wyklętych od żołnierzy niezłomnych, cokolwiek by to miało znaczyć, a niemożliwość tego rozróżnienia nie wzbudzi w nim emocji pozytywnych. Epatowanie martyrologią jest jedną z naszych wad narodowych, która nie zasługuje na kontynuowanie. Nadto nie można, nie wolno, stawiać tych patronów w jednym szeregu z „Rojem”. Pan wiceprezydent dr Krzysztof Kacprzak powinien to wiedzieć. Wystarczyło poszukać świadków tamtych zdarzeń w Szyszkach, gdzie „Rój” zginął. Jeszcze teraz jest to możliwe. Żyją ludzie, którzy wówczas byli dziećmi, oraz ci, co pamiętają opowieści swoich rodziców. Film „Elegia na śmierć Roja” jest od początku do końca kłamliwy.

Protest parafian skutkował brakiem zgody na umieszczenie tablicy upamiętniającej tego „bohatera”. Jego imię budziło w okolicy wyłącznie grozę. Na upamiętnienie zasługuje natomiast inna postać: Karol Biliński – przedwojenny absolwent seminarium nauczycielskiego oraz podchorążówki, uczestnik kampanii wrześniowej, prowadzący walkę z okupantem w AK, zastrzelony podczas próby ucieczki z transportu do więzienia. Rodzice nie mogli nawet się upomnieć o jego zwłoki ani nikomu powiedzieć o śmierci syna. Powiedzieli tylko śp. ks. Teofilowi Jaźwińskiemu, ówczesnemu proboszczowi parafii. We wsi wszyscy wyrażali się o Nim z szacunkiem, sądzili, że udało mu się uciec za granicę.

Natomiast ronda w Ciechanowie należałoby nazwać zdroworozsądkowo, bez emocji wskazać, w jakim kierunku mogą doprowadzić.

Strony: 1 2 3

Wydanie: 16/2016

Kategorie: Historia

Komentarze

  1. Joanna Iwanicka
    Joanna Iwanicka 26 lutego, 2019, 20:10

    Taki stronniczego tekstu na temat Roja jeszcze nie czytałam. Nie jest prawdą, że nim kierowała osobista zemsta. Fakty są takie że on n kierował grupą likwidującą najzacieklejszych zwolenników komunistycznych Wasali Moskwy, a nie kierował się osobista „zemsta”. To była walka zbrojna podziemia z władzami zależnymi od Moskwy narzuconymi w wyniku fałszerstw wyborczych społeczeństwu Nie zapominajmy, że ogólnie w tej walce po II wojnie światowej wg ostrożnych szacunków zginęło aż 6 tys. osób. Moja matka znała osobiście Roja dziadek św. pamięci Józef Gillert ze wsi Watkowo za pomoc Rojowi był trzymany w piwnicy z wodą i torturowany przez UB w katowni w Ciechanowie. Zrywano mu paznokcie, bito, ale na swoje szczęście nie przyznał się . Moja matka Lucyna Gillert z domu była szykanowana ale przytomnie zeszła UB-owcom z oczu wyjeżdżając na Wybrzeże. Od niej wiem, że nie jest prawda, że Roj likwidował każdego kto był w PPR a potem w PZPR. Od św. pamięci pplk Borodzicza , zastępcy szefa NSZ na Mazowsze Północne wiem , że Rój stał na czele plutonu egzekucyjnego tak można to określić z ramienia NSZ a nie dlatego, że sam to wymyślił. Taki np charakter tj. egzekucji miało np. wykonanie wyroku śmierci na wyciągniętym z pociągu prokuratorze lub sędzi ( tego nie jestem pewna ) który oskarżał albo skazywał żołnierzy podziemia w procesach sądów „kapturowych w Warszawie. Wracał z Warszawy pociągiem i śmierć dopadła go w Gołotczyźnie. Wyrok na oczach pasażerów pociągu został wykonany po odczytaniu go i wypowiedzeniu słów, że zostaje skazany za „zdradę Ojczyzny”. Oczywiście na bezkompromisowość Mieczysława Dziemaszkiewicza wpłynęły na pewno fakty zamordowania mu brata przez żołdaków sowieckich w Ciechanowie , ale nie oznacza to, że motywem jego działań była osobista zemsta. To był żołnierz podziemia , a nie bandyta. Protestuję przeciwko takiemu nazywaniu Roja. To niegodziwe przeinaczanie historii i faktów. Może gdyby nie taka zaciekła walka opozycji o suwerenność Polski , może gdyby nie powstanie Warszawskie bylibyśmy przez kilkadziesiąt lat r kolejną republiką sowiecką a nie niesuwerennym wasalem. Ale to jest różnica. Odnoszę wrażenie, że wiele osób pytluje ile wlezie i bez zastanowienia, zamiast wgłębić się w historię i oceniać jednostkowe wydarzenia na tle historii własnie a nie w oderwaniu od niej. Joanna Iwanicka

    Odpowiedz na ten komentarz
    • ka
      ka 7 sierpnia, 2019, 13:06

      Czy Pani przeczytała tekst? Proszę się odnieść merytorycznie do konkretnych ofiar ( Truszkowski, Kosewski) tam wymienionych.

      Odpowiedz na ten komentarz
    • Lolek
      Lolek 10 marca, 2020, 10:14

      Joanno Iwanicka, Twój wpis jest kłamliwy. Prawo polskie jak i międzynarodowe stanowi jasno, że żołnierz zabijający ludność cywilną przestaje być żołnierzem a staje się zwykłym bandytą. Rój był bandytą i jak bandyta zginął. Tylko tacy jak Ty są zdolni do pochwały morderców. A dołączenie do tego NSZ, organizacji faszystowskiej, która ma na swym sumieniu współpracę z Gestapo i mordowanie własnych członków o innym punkcie widzenia, czyni Twój wpis jeszcze bardziej bezwartościowym. Mam nadzieję, że nie miałaś potomstwa i nie przekazałaś swoich zdegenerowanych genów dalej.

      Odpowiedz na ten komentarz
    • Anonim
      Anonim 7 lipca, 2020, 21:06

      Bardzo dobrze Pani napisała. Szanowna autorka tego pożal się Boże artykuliku pełnego kłamstw zapewne wywodzi się z rej drugiej strony barykady.
      Pozdrawiam

      Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy