On jest nasz

On jest nasz

Kiedyś Unia Pracy patrzyła na Aleksandra Kwaśniewskiego nieufnie. Dziś w pełni go popiera

“Unia Pracy jest Polsce potrzebna” – powiedział parę miesięcy temu Aleksander Kwaśniewski podczas spotkania z grupą działaczy tej partii. To właśnie zdanie stało się naczelnym hasłem konwencji wyborczej Unii Pracy w Płocku, podczas której udzielono poparcia kandydaturze Kwaśniewskiego w wyborach prezydenckich. Od tej chwili stał się on oficjalnym kandydatem nie tylko SLD, ale i UP. “Aleksander Kwaśniewski jest Polsce potrzebny” – mówi szef UP, Marek Pol.
Wynik konwencji ma istotne znaczenie dla obu stron – i dla prezydenta, i dla Unii. Dzięki temu Aleksander Kwaśniewski w kampanii wyborczej może już występować jako wspólny kandydat szerokiej lewicy. Oczywiście, i wcześniej było wiadomo, że jego elektorat stanowią przede wszystkim ludzie o szeroko pojętych poglądach lewicowych. Jednak, gdyby druga po SLD partia lewicowa na naszej scenie politycznej zdystansowała się od tego kandydata, to poparcie lewicy, siłą rzeczy, nie mogłoby być uznane za kompletne. Dla Aleksandra Kwaśniewskiego ważne jest więc, że popierają go oba te ugrupowania.
Wreszcie nie bez znaczenia są też głosy elektoratu Unii Pracy. To wprawdzie niewiele – UP w sondażach osiąga ok. 6% poparcia – ale kto wie, czy to właśnie te głosy nie zadecydują o tym, że nie będzie drugiej tury wyborów prezydenckich.

Pięć lat później

Aleksander Kwaśniewski, oczywiście, bierze to wszystko pod uwagę – i, pragnąc być kandydatem całej lewicy, przy wielu okazjach wspominał, że bardzo ceni sobie poparcie Unii Pracy. Podczas konwencji wypowiedział wiele ciepłych słów pod adresem tej partii i jej liderów, podkreślał, że z wieloma z nich jest na “ty”. “Drodzy przyjaciele, spotkanie z wami jest wielkim wydarzeniem, bo jestem wśród ludzi, których szanuję i cenię. Doceniam waszą determinację w walce o ludzką twarz reform. Mam nadzieję, że i do wyborów parlamentarnych polska lewica pójdzie wspólnie, będę do tego namawiał. Postarajmy się o wspólne listy wyborcze lewicy” – mówił w Płocku. Wspólny kandydat oznacza również i wspólną pracę na rzecz jego reelekcji. Dlatego więc działacze UP weszli i do komitetu wyborczego, i do sztabu Aleksandra Kwaśniewskiego.
Poparcie konwencji dla Aleksandra Kwaśniewskiego miało jednoznaczny charakter. W głosowaniu z prawie trzystu uczestników konwencji tylko jeden głos był przeciw. “Głosujemy na niego, bo jest kandydatem dobrym i doskonale przygotowanym do funkcji najważniejszego urzędnika w państwie. I jest nasz, jest człowiekiem lewicy” – mówił Aleksander Małachowski, honorowy przewodniczący UP. A po Aleksandrze Kwaśniewskim – zgodnie z tym, co głosiły transparenty w Płocku i co mówiło się w kuluarach konwencji – fotel prezydenta winna zająć Jolanta Kwaśniewska.
Ale pięć lat temu stanowisko Unii Pracy było zupełnie inne. Wtedy partia, kierowana wówczas przez Ryszarda Bugaja, nie poparła kandydatury Kwaśniewskiego (kandydatem UP w poprzednich wyborach został prof. Tadeusz Zieliński), uważając, że nie będzie on wystarczająco lewicowy, a jego prezydentura zostanie zdominowana przez jedno tylko ugrupowanie – Sojusz Lewicy Demokratycznej. “Rozwój wydarzeń nie potwierdził naszych obaw” – twierdzi dziś Unia Pracy, uznając, że Kwaśniewski z powodzeniem pełni rolę prezydenta wszystkich Polaków. “Początkowo partia patrzyła na Aleksandra Kwaśniewskiego trochę nieufnie, ale teraz ma on pełne poparcie. To jego zasługa” – uważa Marek Pol.

W Lubuskiem i Lubelskiem

Poparcie Unii Pracy rzeczywiście jest niemal pełne. Mówiąc dokładnie, 83% członków UP opowiedziało się za Aleksandrem Kwaśniewskim, zaś 15% – za wystawieniem własnego kandydata. Najwięcej głosów – ponad 90% – Aleksander Kwaśniewski zdobył w woj. lubuskim. Najmniej – pięćdziesiąt kilka procent – w lubelskim. Tam bowiem szczególnie dobrze zapisała się działalność Aleksandra Małachowskiego i właśnie jego kandydaturę w wyborach prezydenckich chętnie widzieliby członkowie Unii z woj. lubelskiego. Pan Aleksander kandydować jednak nie zamierzał i z właściwym sobie poczuciem humoru stwierdził, iż gdyby zwyciężył, Polska mogłaby liczyć na… uroczysty, prezydencki pogrzeb.
Była jednak i inna osoba, której zgłoszenie rozważano – wiceprzewodnicząca partii Izabela Jaruga-Nowacka, za którą opowiadała się Federacja Młodych Unii Pracy, uznając, że dla partii walczącej o prawa kobiet zgłoszenie właśnie kobiety na najwyższy urząd będzie bardzo dobrym pomysłem. Sama zainteresowana także uważała, iż kampania prezydencka z własnym kandydatem dobrze służyłaby promocji partii w społeczeństwie – i nie należy rezygnować z takiej okazji.
Przeciwnicy tej koncepcji twierdzili zaś, że wystawianie swego kandydata, z góry skazanego wszak na porażkę i bardzo nikłą liczbę głosów, raczej nie jest najlepszą reklamą partii. Gdyby zaś – czego również nie można było wykluczyć – nie udało się zebrać dla niego obowiązkowych 100 tys. głosów poparcia, to miast reklamy byłaby to kompromitacja. Wreszcie – własna kampania prezydencka dużo kosztuje, a z finansami w Unii Pracy tradycyjnie nie jest najlepiej.
Wynik wewnątrzpartyjnego referendum: 83% do 15% – rozstrzygnął tę dyskusję. To referendum było swoistym ewenementem, bo nie ma w Polsce drugiej partii, która decyzję o swych preferencjach wyborczych podjęłaby w równie demokratyczny sposób, oddając prawo decyzji każdemu ze swoich członków.

Ogarom nie przeszkadzamy

Dla Unii Pracy decyzja o udzieleniu poparcia Aleksandrowi Kwaśniewskiemu była najkorzystniejszym rozwiązaniem – nie tylko dlatego, że ze względów programowych elektoratowi Unii jest do tego kandydata najbliżej. Liczą się i względy taktyczne. Podczas całej kampanii prezydenckiej Unia Pracy wystąpi jako ważny element lewej strony naszej sceny politycznej. Na każdym z kilkudziesięciu mityngów Aleksandra Kwaśniewskiego zjawią się działacze UP z transparentami, ulotkami, własnymi stoiskami. Partia będzie widoczna w mediach, uzyska wielką szansę szerszego zaistnienia w odbiorze społecznym i “przebicia się” ze swymi poglądami. To bardzo ważne w sytuacji, gdy wybory parlamentarne mogą być wcześniej, na wiosnę przyszłego roku. Kampania prezydencka w sposób naturalny przekształci się wtedy w kampanię parlamentarną, niezwykle istotną dla Unii Pracy, która po przegranych wyborach w 1997 r. nie może już sobie pozwolić na kolejną porażkę wyborczą.
Wreszcie, odmówienie wsparcia Kwaśniewskiemu nie służyłoby dobrze przyszłej współpracy między SLD a UP. Idea wystawienia jednej lewicowej listy w wyborach parlamentarnych, tak popierana przez obecnego prezydenta, cieszy się zaś dużym poparciem w obu partiach. W ewentualnym sojuszu wyborczym Unia Pracy wystąpiłaby jako strażnik lewicowego charakteru takiej koalicji i rzecznik tych, którym w mijającym dziesięcioleciu gorzej się powiodło. “My nie przeszkadzamy ogarom pójść w las, ale mamy obowiązek zająć się tymi, co zostali z tyłu. To nie tylko kwestia moralności, lecz i przyszłości państwa” – uważa Ludwik Stomma, który niedawno wstąpił do Unii Pracy.

 

Wydanie: 26/2000

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy