Opowieści z raju

Opowieści z raju

Literacki noblista Abdulrazak Gurnah jest głosem naszych czasów – epoki wielkiej migracji ludzi, kultur i języka

Zanzibar przeciętnemu Polakowi kojarzy się z rajskimi plażami, dobrą zabawą, wypoczynkiem i naszymi celebrytami. W dobie koronawirusa rodzime gwiazdy i gwiazdeczki latały na tanzańską wyspę robić sobie zdjęcia na social media, zażywać kąpieli słonecznych i oceanicznych, uprawiać pod palmami jogę, odkrywać siebie… I zapewne nie pytały miejscowych o Abdulrazaka Gurnaha, który na Zanzibarze się urodził i tej wyspie, lokalnej kulturze i tradycji – ale nie takiej z folderu wczasowego – poświęcił sporą część swojej twórczości. Świeżo upieczony laureat Literackiej Nagrody Nobla niekoniecznie bywał punktem odniesienia dla turystów zalewających wyspę. Może teraz to się zmieni, bo Nobel dla afrykańskiego pisarza jest czytelnym znakiem, że narracja literacka z tego kontynentu jest interesująca, a tematy kolonializmu i neokolonializmu, migracji, mieszania się kultur są żywe jak nigdy. O ile bowiem personalnie tegoroczna nagroda z literatury mogła być zaskoczeniem, o tyle kontekstowo jak najbardziej można było tego się spodziewać.

– Przyznanie Literackiej Nagrody Nobla Abdulrazakowi Gurnahowi jest z jednej strony zaskoczeniem, nie braliśmy pod uwagę, że to on zostanie laureatem. Z drugiej strony wcale nie jest to niespodzianką. Uzasadnienie Komitetu Noblowskiego wskazuje na pewną decyzję aksjologiczną, to znaczy taką, że należy doceniać i dowartościowywać te elementy doświadczenia, wyobraźni literackiej i historii, które nie są związane wyłącznie z historią czy kulturą Europy Zachodniej. Patrzyłbym na ten werdykt optymistycznie. To gest otwarcia na doświadczenie świata, który nie jest nam dość dobrze znany, a który warto poznać – komentuje dr hab. Roman Chymkowski z Instytutu Kultury Polskiej na Wydziale Polonistyki UW.

Komitet Noblowski w uzasadnieniu ogłosił, że nagroda przyznana została „za bezkompromisową i pełną współczucia analizę skutków kolonializmu i losu uchodźców żyjących w przepaści między kulturami i kontynentami”. Jak wyjaśnia na stronie Nagrody Nobla członek Akademii Szwedzkiej Anders Olsson, Abdulrazak Gurnah „świadomie łamie konwencje i podważa perspektywę kolonialną, aby uwypuklić punkt widzenia rdzennych populacji”. Zdaniem Olssona „powieści Gurnaha odrzucają stereotypowe opisy i otwierają nasze spojrzenie na zróżnicowaną kulturowo Afrykę Wschodnią, nieznaną wielu osobom w innych częściach świata”.

Zdecydowanie nieznana jest ta perspektywa nad Wisłą. Nie dość, że po polsku nie wyszła żadna książka noblisty, to na całym rynku wydawniczym niewielu mamy pisarzy z tamtego kręgu kulturowego. Afryka sprowadza się do kilku nazwisk, z Nadżibem Mahfuzem czy Johnem Maxwellem Coetzeem na czele. Tyle że pierwszy reprezentuje kulturę arabską, drugi zaś jest białym mieszkańcem RPA. Są oczywiście Nadine Gordimer, Wole Soyinka, Ngũgĩ wa Thiong’o (w tym roku właśnie on otwierał noblowski ranking u bukmacherów). Niemniej jednak Nobel dla Abdulrazaka Gurnaha może być wielką szansą dla literatury z serca Afryki.

– Abdulrazak Gurnah wydaje się idealnie reprezentatywny dla pewnej sfery nieznanego. Jest nosicielem innej kultury. Ma w biografii doświadczenie emigracji i swoistego wyciszenia głosu rodzimej kultury. To znaczy jest ona w jakimś sensie nagłośniona, ale ceną tego jest pewna adaptacja. Żeby autor został dostrzeżony, literatura musi wejść w jakąś bardzo mocną sieć kontaktu, np. na gruncie francuskim, amerykańskim czy brytyjskim. W tym sensie werdykt jest przewidywalny – mamy język kongresowy, mamy reprezentanta dwóch kultur – wyjaśnia dr hab. Żaneta Nalewajk-Turecka z Instytutu Literatury Polskiej na UW.

Pisarz od lat 60. mieszka w Wielkiej Brytanii, pisze w języku angielskim, jest cenionym wykładowcą akademickim w świecie białej, uprzywilejowanej klasy. W eseju „Abdulrazak Gurnah on Afterlives and Colonial Hypocrisy” opublikowanym na łamach „The London Magazine” Samir Jeraj przytacza historię Hany Alego, studenta Gurnaha, który przyznaje, że Gurnah z jednej strony był po prostu pierwszym czarnoskórym nauczycielem w jego życiu, z drugiej zaś ogromną gwiazdą świata akademickiego. Zarazem – jak zauważa autor eseju – literacko nie wychodził z przedkolonialnej Afryki i wspinał się na wyżyny języka angielskiego. Wybór tego języka był kwestią praktyczną – angielski pozwala na szersze dotarcie do czytelników. Sam Gurnah w wywiadzie dla BBC przyznał, że inspirował się poezją arabską, perską, Koranem w równym stopniu co klasyką literatury angielskiej z Szekspirem na czele.

Jest w końcu Gurnah głosem naszych czasów – epoki wielkiej migracji ludzi, kultur i języka. Można mieć nadzieję, że podróżujący na Zanzibar turyści wezmą do ręki „Paradise” (nominowana do Bookera w 1994 r.) albo inną książkę autora i zobaczą w „raju” zanzibarskiej plaży coś więcej niż siebie.

Fot. Eyevine/East News

Wydanie: 42/2021

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy