Opóźniony doktor niehabilitowany

Opóźniony doktor niehabilitowany

Razem i solidarnie potrafią się tylko ośmieszać. Europoseł Marek Migalski znany jest głównie z tego, że nigdzie w Polsce nie chcieli mu dać habilitacji. Polityka namolnie żebrzącego o tytuł odsyłali z kwitkiem. Nikt tego wyraźnie nie powiedział, ale powód był dość oczywisty. Nie chcieli go z powodu nienachalnej mądrości. Płakał więc poseł w mankiety równie lotnych pracownic stacji telewizyjnych i robił z siebie męczennika. Do czasu. Bo teraz zrobił z siebie głupka. A było tak. Dostał Migalski od Gowina zadanie na miarę swoich umiejętności. Miał udawać przed politykami Solidarnej Polski Zbigniewa Ziobry, że partia Gowina jest zainteresowana wspólnymi listami do Parlamentu Europejskiego. No i Migalski udawał. I tak się ze swojego sukcesu w udawaniu ucieszył, że ogłosił: „Ja, Migalski, udawałem”. Oldboye Ziobry się wściekli. Zadowoleni są za to psychiatrzy. Liczą na nowego pacjenta. Przypadek dla nich może i trudny, choć patrząc na polityków, wcale nie odosobniony. Morał z tego, co zrobił Migalski, jest taki, że lepiej udawać orgazm niż rozmowy koalicyjne. A jak już musisz udawać, to się tym nie chwal.

Wydanie: 13/2014

Kategorie: Przebłyski

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy