Osamotniony lud lewicy

Osamotniony lud lewicy

Jak pokazują badania opinii publicznej, ok. 25% społeczeństwa polskiego deklaruje sympatie lewicowe. Poglądy na sferę społeczno-ekonomiczną większości Polaków – pomimo trwającej 20 lat intensywnej neoliberalnej propagandy głównych mediów na rzecz rynkowego ładu – można zaklasyfikować jako socjalistyczne. Według sondażu CBOS z września tego roku zdecydowana większość ludzi w Polsce jest przeciwko szybkiej prywatyzacji, popiera progresywną skalę podatkową, oczekuje od państwa zapewnienia darmowej edukacji i służby zdrowia, jest za silną integracją z Europą, uznaje bezrobocie zawsze za zjawisko szkodliwe. Jeśli dodamy do tego powszechne oczekiwania Polaków oddzielenia państwa i polityki od Kościoła, to należy zapytać, kto reprezentuje ich poglądy i dlaczego lewica jako siła polityczna jest tak słaba.
Przyczyn obecnej kiepskiej kondycji lewicy jest wiele i już wielokrotnie o nich mówiono: brak zaplecza intelektualnego, brak własnych mediów, krótka ławka kadrowa, słabe umocowanie w wielu środowiskach społecznych (młodzież, kręgi opiniotwórcze, środowiska akademickie, robotnicy). Jednak najważniejszym powodem słabości współczesnej lewicy (nie tylko zresztą w Polsce) wydaje się brak własnej przekonującej opowieści o dzisiejszym świecie. Opowieści, która pozwoliłaby człowiekowi zrozumieć bieżące wydarzenia, źródła jego trosk i codziennych problemów oraz ukazywałaby wizję lepszego życia i sposoby zbudowania lepszego społeczeństwa. Trudno mobilizować ludzi i zwolenników pojedynczymi, wytartymi hasłami. Ludzie potrzebują całościowej wizji innego społeczeństwa; przywódców, którzy mają żar w sercach i sami wierzą w możliwość zmian w kraju i na świecie.
Obecnie większość Polaków ma dosyć polityki i tych samych ludzi, którzy od 20 lat pokazują się w mediach. Politycy z pierwszych stron gazet nie są ani autentyczni, ani wiarygodni. Dlatego wyjście poza schematy działalności typowego aparatu partyjnego jest jedyną drogą dotarcia do społeczeństwa. Łączenie na lewicy kanap partyjnych pozbawionych realnego umocowania w sferze obywatelskiej nie ma już sensu – ani nie przynosi to nowej jakości, ani nie zwiększa wpływów w społeczeństwie.
Efekt świeżości i pewnego „luzu” w mówieniu o polityce może dać formuła ruchu obywatelskiego na rzecz innego ładu społecznego w Polsce. Szeroki ruch kulturowo-polityczny może się przebić do świadomości społecznej nie tylko jako lewicowa alternatywa wobec PO i PiS, lecz także jako zupełnie inny sposób uprawiania polityki, prowadzenia debaty publicznej czy też organizowania sympatyków. Mówiąc krótko: mniej partyjniactwa i sztywnego politykierstwa, więcej oddolnego działania i kontaktów z ludźmi.
Nie ma sensu spierać się o to, czy lewica powinna bardziej akcentować sprawy socjalno-ekonomiczne, czy też raczej kulturowe i światopoglądowe. Ważne są wątki i postulaty lewicowe zarówno w sferze społeczno-kulturowej („wartości”), jak i w sferze społeczno-ekonomicznej („interesy”). Jedne i drugie sprawy mocno wiążą się ze sobą. Np. walka o prawo do możliwości korzystania z metody in vitro z jednej strony akcentuje wolności światopoglądowe i wartości demokratyczne, z drugiej strony jest obroną ludzi z klas niższych, których nie stać na leczenie bezpłodności za granicą. To samo dotyczy prawa do aborcji – nie chodzi tylko o swobody obywatelskie, ale również o obronę kobiet z klas niższych, których nie stać na zabieg za granicą lub w prywatnym gabinecie.
Luka pokoleniowa w polskiej polityce jest zjawiskiem powszechnym. Jednak najbardziej widoczna jest na lewicy. Pokolenie 20-latków i 30-latków pomimo swej niechęci do polskiego konserwatyzmu nie czuje związku z polityczną lewicą i wybiera raczej obojętność lub ucieczkę od życia publicznego. Aby stało się inaczej, trzeba rozmawiać z młodymi ludźmi, wspierać ich pomysły oraz czuć ich problemy. Ale przede wszystkim należy być autentycznym i wiarygodnym w tym, co się mówi i robi. Młodzi ludzie nie lubią fałszu i szybko wyczuwają działania pozorowane. Zamiast na nudnych zebraniach w zatęchłych lokalach partyjnych swoją lewicowość młodzież szybciej odkryje na antyrasistowskim lub antyklerykalnym koncercie.
Kurs na nowoczesność, europejskość i otwarcie na racjonalny świat powinny się odbywać w Polsce pod sztandarem lewicy, a nie udawanego i fałszywego liberalizmu PO. Podobnie jak obrona praw socjalnych przed bezdusznym „realnym kapitalizmem” powinna być domeną lewicy, a nie wyborczą zagrywką PiS.
Nie można wygrywać meczów, jeśli wciąż gra się na boisku przeciwnika, który na dodatek wyznacza reguły gry i opłaca sędziów, którzy mają nadzorować przebieg rozgrywki. A w takiej sytuacji właśnie jest lewica w Polsce – pozbawiona własnego języka, niepotrafiąca kreować nowych tematów i problemów do debaty publicznej, odnosząca się tylko do pomysłów prawicy.
Naprawdę niewiele potrzeba do przewietrzenia zaściankowej atmosfery w Polsce – trochę odwagi, zdecydowania i szczerości w mówieniu oraz w działaniu. To jednak bardzo dużo jak na polskie standardy. Czy SLD może jeszcze temu sprostać? Wciąż pozostaje jedyną realną siłą polityczną na polskiej lewicy. Czy potrafi wykorzystać swój potencjał organizacyjny do zainicjowania ruchu obywatelskiego na rzecz innej Polski? Naprawdę już nie ma czasu na czekanie z odpowiedzią na takie pytania. Od tego zależy nie tylko los lewicy, ale przede wszystkim sytuacja w tej części Europy.
Polska i świat nadal dzielą się na bogatych i biednych, rządzących i rządzonych, żyjących w lepszych i gorszych warunkach. Nie zniknęły jakiekolwiek powody, aby mówić, że dawne podziały na lewicę i prawicę wyrażające owe różnice społeczne przestały istnieć. Jeśli jednak lud nie znajduje ze strony lewicy zrozumienia dla swych trosk, to pozostaje w domu lub rzuca się w objęcia populistycznych sprzedawców tanich iluzji i fałszywych opisów świata. Wtedy nie tylko cierpi równość, ale i wolność jest zagrożona.

Wydanie: 50/2009

Kategorie: Felietony, Piotr Żuk
Tagi: Piotr Żuk

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy