Zima

W środę późnym wieczorem wracałem z wędrówki po Polsce do swojego domu pod Warszawą, słuchając przez radio komunikatów jak z frontu. Władze miasta ostrzegały mieszkańców przed nawałnicą śnieżną, która przejdzie nocą nad stolicą kraju z prędkością do 70 km na godzinę, fundując mieszkańcom paraliż miasta.
W domu wyciągnąłem ze schowka szufle i miotły i tak przygotowany na walkę z żywiołem położyłem się spać. Rano o godzinie szóstej, kiedy wyjrzałem przez okno, nie zauważyłem na parapecie ani jednego świeżego płatka tego srebrnego puchu.
Zadzwoniłem do znajomego meteorologa z pytaniem, co się stało, że pogoda się nie sprawdziła. A on na to, że podobno cały śnieg poleciał na spotkanie z prezydentem Putinem i ten w związku z tym postanowił nie przylecieć do naszego kraju w terminie zaplanowanym, ponieważ, jak wszystkim wiadomo, w Rosji, kiedy tylko spadnie śnieg, automatycznie samoloty nie startują ani nie lądują. Tak jest w dalszym ciągu skomplikowany ten wielki, oddychający swabodą kraj.
Z kolei strona niemiecka w sobotnich świątecznych wydaniach największych gazet poinformuje zapewne czytelników, że to Polacy celowo zasypali w te dni Oświęcim, żeby pozacierać swoje ślady, zapominając solidarnie, że śnieżyce przyszły do nas znad Niemiec, może nawet i z byłych nazistowskich, bo delikatna w swej politycznej naturze Bruksela, nie chcąc nikogo skrzywdzić, upiera się przy deklaracji, że to naziści stworzyli w Polsce obozy koncentracyjne. Ciekawy tylko jestem, dlaczego ta delikatność działa zazwyczaj w jedną stronę i nie dotyczy Polaków.
W międzyczasie nasi wesołkowie z Ligi Polskich Rodzin domagają się, żeby w Oświęcimiu skreślić z listy eksterminowanych homoseksualistów, bo podkreślanie tego, że hitlerowcy mordowali również za preferencje seksualne, może gorszyć naszą młodzież.
Czasami odnoszę takie wrażenie, między innymi dzisiaj, po tym, co napisałem, że gdyby nasi politycy i nie tylko nasi – tu cytuję – „połknęli komara w całości, to mieliby większy rozum w żołądku niż w głowie”.

PS Autor pisał tekst w czwartek rano w innej rzeczywistości

Wydanie: 5/2005

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy