Osobliwi katolicy znad Wisły

Osobliwi katolicy znad Wisły

Polska niezgoda na nauki Franciszka jest odruchem stadnym, rodzajem bezhołowia użyźnionego niewiedzą

Rośnie w Polsce grupa polityków, publicystów, którzy coraz mocniej atakują papieża Franciszka, mówią: papież się myli. O co w tym chodzi? To już schizma czy coś innego?
– Na pewno nie schizma. Po pierwsze, ci, którzy się wypowiadają, są katolikami. Trzeba więc wiedzieć, czy katolik może z papieżem się nie zgadzać. Inna kwestia to forma. W wypowiedziach tych panów, np. Jarosława Gowina, słyszymy, że oni się nie zgadzają z papieżem, ale nie mówią, dlaczego się nie zgadzają. Arystoteles pisał, że ludzie, którzy nie wiedzą, kiedy trzeba, a kiedy nie trzeba dostarczać argumentów, są niewychowani. W naszej cywilizacji mamy wolność, każdy mówi, co sądzi. Ale chcemy uzasadnień. Bez tego mamy rodzaj arogancji: ktoś mówi, że się nie zgadza, i koniec. Wyjaśnienie to oznaka szacunku, należy się każdemu, nie tylko papieżowi. Choć mogę się domyślać, skąd taka „śmiałość” naszych katolików w niezgadzaniu się z papieżem.

Skąd?
– Funkcjonuje wśród katolików „dobra nowina”, że nie wszystko, co papież mówi, jest dogmatem. Czyli, że niekiedy wolno się nie zgadzać.

Co z tego wynika?
– To syndrom ofiary jednej książki. Coś się wie, ale nie do końca. W nauce katolickiej są prawdy wiary, niekiedy najważniejsze, np. zmartwychwstanie, które nigdy nie były zdefiniowane dogmatem. Są tak centralne, że nie było sporu, więc i osobnego orzeczenia dogmatycznego. I tu przykra niespodzianka: kwestie etyczne, np. dotyczące pomocy ubogiemu, będącemu w potrzebie, bez domu, bez pożywienia są tego rodzaju. Należą do centralnego nauczania katolickiego, choć nie były dogmatyzowane na soborach. Stąd pan Gowin i inni politycy czy dziennikarze, deklarujący się jako katolicy, faktycznie nie zgadzają się z centralnym dogmatem chrześcijaństwa i stawiają się poza Kościołem katolickim. Nie mają racji, sądząc, że obowiązek pomocy uciekającym przed nędzą, głodem, śmiercią jest prywatną opinią papieża.

Coś im za to grozi?
– Status nieduchownych w Kościele katolickim jest taki jak niepełnoletniego w rodzinie. Nie traktuje się tego poważnie. Kontrola administracyjno-doktrynalna dotyczy duchownych. Pan Gowin może mówić, co chce. Tak jak dzieci mówią różne rzeczy. Element jego zgadzania się czy niezgadzania nie ma znaczenia dla instytucji kościelnej i jej struktury dogmatycznej.

Ale Kościół przecież wewnętrznie się zmienia.
– Owszem, ale to są dyskusje teologów. Także konserwatywny model wymaga dyskusji, niekiedy trwającej wieki (choć Jan Paweł II nawet to zwalczał). Spór na temat niepokalanego poczęcia Maryi trwał od średniowiecza, zanim w XIX w. przyjęto dogmat. Tymczasem Jarosław Gowin nie chce dyskusji na żadnym poziomie – ani ludzkim, ani teologicznym. Mówi, że nie chce być szantażowany moralnie. Dlaczego? Bo jest na straconej pozycji. Trudno dobrać chrześcijańskie argumenty przeciwko pomocy ludziom prześladowanym. Pan Gowin, jak to polityk, gdy go pytano o uchodźców, redefiniował pytanie, mówiąc o emigrantach ekonomicznych. Manipuluje słowami, asekuracyjnie zmienia treść problemu. I myśli, że nikt tego nie zauważy. UE nie ma skutecznego systemu ochrony granic, Europa nie może przyjąć wszystkich, którzy chcą w niej się znaleźć. Potrzeba selekcji, sprawiedliwej, skutecznej. O tym politycy muszą dyskutować. Tymczasem słyszymy: nie, bo nie.

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 29/2017, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.

Wydanie: 29/2017

Kategorie: Wywiady

Komentarze

  1. Anonim
    Anonim 18 lipca, 2017, 07:37

    Czy Pan Walenciak mógłby pokazać dobre wychowanie i uargumentować fragment dotyczący Jana Pawła II.?

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy