Doktor Siema – rozmowa z prof. Tadeuszem Gadaczem

Doktor Siema – rozmowa z prof. Tadeuszem Gadaczem

Honorowy doktorat Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie dla Jurka Owsiaka to docenienie wszystkich, którzy organizują takie akcje

Prof. Tadeusz Gadacz
– filozof i religioznawca, dyrektor Instytutu Filozofii i Socjologii Uniwersytetu Pedagogicznego im. Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie, profesor Collegium Civitas. Autor m.in. dwutomowej „Historii filozofii XX wieku”, „O umiejętności życia”, „O ulotności życia”. Redaktor „Encyklopedii religii”.
17 stycznia wygłosi laudację w trakcie uroczystości przyznania przez Uniwersytet Pedagogiczny pierwszego tytułu doktora honoris causa Jurkowi Owsiakowi.

Panie profesorze, filozofom chyba się nie śniło, że dyrygent tak specyficznej orkiestry zostanie doktorem honoris causa uniwersytetu.
– Nie wiem, czy się nie śniło, ale myślę, że najwyższy czas, żeby, jak napisał w recenzji ks. bp Tadeusz Pieronek, uniwersytety zaczęły przyznawać doktoraty nie tylko uczonym, lecz także osobom, które mają znaczący wpływ na życie społeczne i jego wartości. Uczelnia ma nie tylko uczyć, poszerzać wiedzę i rozwijać zainteresowania studentów, ale przede wszystkim wpływać na ich kształtowanie moralne. Z tego założenia wychodzi Uniwersytet Pedagogiczny w Krakowie. I jeżeli ta uczelnia zdecydowała się przyznać tytuł doktora honoris causa Jerzemu Owsiakowi, to nie tylko z powodu ogromnych środków finansowych, które dzięki jego działalności wpłynęły na zmianę jakości funkcjonowania i wyposażenia polskiej służby zdrowia, ale głównie z uwagi na owo kształtowanie postaw, na jego wychowawczy i – nie obawiam się tego powiedzieć – autorytatywny wpływ.

Dzieli i łączy

Czy przyznanie tego zaszczytnego tytułu jest jednocześnie uznaniem, że Jerzy Owsiak wraz z Orkiestrą ratuje nie tylko życie ludzkie z punktu widzenia medycznego, lecz także wielu z nas przed znieczulicą, samolubstwem, więcej, przed skutkami drapieżnego kapitalizmu?
– Potraktowałbym to szerzej, co zaznaczę w laudacji. Otóż w 1993 r. Jerzy Owsiak rozpoczął pierwszą oficjalną akcję, bo faktycznie pierwsza rozpoczęła się rok wcześniej. I w tym samym 1993 r. ks. prof. Józef Tischner, który był moim mistrzem, opublikował książkę „Nieszczęsny dar wolności”. Myślę, że tym, co się udało Jerzemu Owsiakowi, jest przezwyciężenie tego naszego „nieszczęsnego daru wolności” i uczynienie z niego wolności szczęsnej, a tak naprawdę wolności twórczej. My, Polacy, przez wieki wyspecjalizowaliśmy się w walce o wolność naszą i waszą, natomiast zawsze mieliśmy ogromny problem z zagospodarowaniem tej wolności, z przejściem do sfery codziennego działania. Jerzy Owsiak był pierwszym, który pokazał, że można tę wolność racjonalnie zagospodarować. I to jest pierwszy jej wymiar. A drugi to taki, że polska wolność w konsekwencji okazała się diaboliczna, czyli dzieląca. Obecnie doskwierają nam przede wszystkim ogromne podziały polityczne i coraz głębsze podziały społeczne. Owsiak łączy wolność z odpowiedzialnością, łączy pokolenia, nade wszystko wokół idei dobra ponad podziałami politycznymi. I to jest w skali kraju niespotykane zjawisko społeczne i wychowawcze.
Owsiak łączy wielu, ale również u wielu ma złe notowania. Nie ma co ukrywać, że u sporej części kleru, o Radiu Maryja nie mówiąc. Nie brakuje krytyków Owsiakowego hasła wolnościowego „Róbta, co chceta”. A on sam nie dla wszystkich jest postacią jednoznacznie pozytywną.
– Pewnie tak, ale wiele jest postaci, które jednocześnie łączą i dzielą. Jerzy Owsiak na pewno nie jest autorytetem w sensie klasycznym, nie jest bohaterem ani geniuszem. Ale bezsprzecznie jest autorytetem dla młodego pokolenia, potrafi bowiem nawiązać z nim kontakt, porozumieć się, znaleźć wspólny język, choćby we wspólnym rozumieniu owego hasła „Róbta, co chceta”, które wcale nie oznacza samowoli, braku samokontroli ani braku odpowiedzialności za własne czyny. Nie wystarczy być autorytetem, trzeba rozumieć także aktualny czas.

Dwa autorytety

Czy zatem fenomen Owsiaka to pewien znak, że autorytet Jana Pawła II słabnie i już tak nie działa na młode pokolenie przełomu XX i XXI w.?
– Nie porównywałbym tych postaci czy autorytetów, bo są to osoby z różnych sfer, odnoszące się do różnych perspektyw. Owsiak jest zanurzony w żywioł życia społecznego i w nurt działania, natomiast Jan Paweł II myślał kategoriami wieczności i kontemplacji, wyznaczał pewne wartości wieczne. Istotne natomiast jest to, jak te wartości przełożyć na życie i język codzienności. Myślę, że co nieco z nauki papieża Polaka można odnaleźć w działalności Owsiaka i Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.
Mówiąc żartobliwie, może Owsiak to taka nowoczesna, świecka odmiana świętego?
– Święty to za dużo powiedziane. Ktoś, kto nosi duże, różowe okulary i ubiera się ekstrawagancko, pewnie sam by się zdziwił, gdyby mówić o nim w tych kategoriach. Myślę, że nie należy się odwoływać do tak górnolotnego języka, nawet w żartobliwej formie. Natomiast z pewnością Owsiak jest jedną z osób przypominających o pewnych wartościach, które zostały w społeczeństwie zdewastowane. Gdy większość polityków kieruje się prywatą, nie myśli o dobru wspólnym, a często w ogóle nie myśli o dobru, wskazywanie przez Owsiaka takich wartości jak wrażliwość na drugiego człowieka jest nie do przecenienia.
Czy w dzisiejszych czasach jedynie ktoś taki jak Owsiak, o szalonych pomysłach, a w zasadzie z feerią pomysłów, jest w stanie porwać młodych ludzi?
– Skoro od 20 lat to mu się udaje, znaczy, że taki niby-szalony sposób działa.
Czy instytucja, jaką jest Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, bardziej mówi o nas niż o sobie?
– Mówi o sobie, ale oczywiście więcej o nas, ponieważ pokazuje dysproporcję między naszym życiem codziennym a tym odświętnym. WOŚP ukazuje, że jesteśmy bardziej skłonni do działania odświętnego, natomiast trudniej nam okazywać i realizować na co dzień wartości humanitarne. Myślę tu zwłaszcza o naszej wrażliwości na ludzką niedolę, nieszczęścia, cierpienia, biedę.

Pozytywne efekty

Czyli przyszły doktor Siema i jego instytucja to znakomity materiał badawczy dla socjologów i psychologów społecznych.
– Na pewno, i to przez długie lata, bo Owsiak i cała WOŚP są fenomenem, już nie tylko na skalę krajową, ale i światową. I to wielorakim fenomenem, dotyczącym relacji społecznych, ludzkich zachowań i postaw, wrażliwości, mówiącym także o pewnych kwestiach wychowawczych. Myślę, że nikt tego nie badał, może socjolodzy zaczną to robić. Będą analizować, co się dzieje z tymi młodymi, którzy zbierali pieniądze, śledzić, jak potoczyły się ich losy, czy pozostali wolontariuszami, czy wykazują postawy prospołeczne itp. Przypuszczam, że w takich badaniach wyjdą daleko idące, bardzo pozytywne efekty wpływu Owsiaka i jego Orkiestry na młode pokolenie Polaków.
Czy masowe uczestnictwo, już nie tyle ludzi, którzy się zaangażowali w WOŚP, ile darczyńców, nie jest surogatem naturalnej ofiarności: dałem, a więc spełniłem nakaz, bardziej nawet społeczny niż obywatelski?
– Zawsze istnieje takie niebezpieczeństwo, człowiek bowiem lubi się uspokajać moralnie, kiedy da jakieś pieniądze. Wielu pewnie tak postępuje, ale ogromna większość ofiarowuje nie tylko pieniądze z naturalnej ludzkiej szczodrości, z autentycznej potrzeby serca. W ubiegłym roku wspominano w studiu telewizyjnym matkę, której córka została wyleczona dzięki sprzętowi Orkiestry. Zdarzyło się to podczas jednej z pierwszych zbiórek. Matka dziecka publicznie zdjęła z palca obrączkę i złożyła ją w darze. To był gest bardzo symboliczny, ale jakże wiele mówiący. Że dobro jest zaraźliwe. Ta styczniowa niedziela, kiedy gra Orkiestra, jest dowodem na to, że jedno dobro pociąga za sobą drugie, że jeden dobry człowiek pokazuje drogę drugiemu.
Polacy coraz bardziej tego potrzebują – zamiast kolejnego zrywu powstańczego, heroizmu powodującego straszliwe ofiary.
– To właśnie problem, o którym mówiłem na początku, wspominając o tym naszym wyspecjalizowaniu się w walce o wolność i o kłopotach, co z nią potem zrobić, jak ją zagospodarować.
Za to politycy różnych opcji starają się zagospodarować Owsiaka i ogrzać się przy nim w świetle reflektorów.
– A któż by nie próbował, bo tam, gdzie jakieś dobro się dzieje, każdy chętnie zbiłby kapitał polityczny.
Pamięta pan, kiedy po raz pierwszy usłyszał i zobaczył Owsiaka? Co pan o nim pomyślał?
– Jak większość Polaków zobaczyłem go i usłyszałem w telewizji. Była to jedna z pierwszych akcji Orkiestry. Tym, co każdemu rzuciło się wtedy w oczy, a do czego zdążyliśmy się przyzwyczaić, był nieprawdopodobny entuzjazm działania na rzecz wspólnego dobra. Czuło się wręcz namacalnie, jak ten jego entuzjazm porywał innych, jak wyzwalał ukryte w ludziach pokłady dobra.
Co spowodowało, że zdecydował się pan zostać nie tylko recenzentem, ale i laudatorem pierwszego doktoratu dla Owsiaka?
– Kiedy poprosili mnie o to koledzy, pomyślałem sobie, że trudno się nie zgodzić, choćby ze względu na ogrom dobra, które się uwidoczniło przez te 20 lat. Trzeba na nie spojrzeć nie poprzez wielkie liczby, sumy pieniędzy, imponujące akcje, tylko z perspektywy dzieci, które mają imię i nazwisko i które zostały uzdrowione albo wręcz uratowano im życie. Każda historia takiego dziecka jest czymś, co zasługuje na szczególną uwagę, toteż trudno byłoby odmówić wygłoszenia laudacji o kimś, komu dobro leży na sercu, trudno nie zauważyć filozofii całego ruchu WOŚP. I dlatego mogę powiedzieć, że czuję się zaszczycony, że przyjdzie mi wygłosić laudację na cześć doktora honoris causa Jerzego Owsiaka.
Co się składa na powodzenie i działanie samej Orkiestry?
– Na to powodzenie oczywiście składa się wiele czynników, ale bezwzględnie decydujący jest fenomen osobisty Owsiaka. Trzeba mieć talent, dar, żeby trafić do młodych, zarazić ich swoją ideą i zachęcić do działania, stania się choćby wolontariuszem.

Wiara w człowieka

Owsiak jest przykładem człowieka, który a priori wierzy innym. To, według mnie, główny powód jego sukcesu i znalezienia klucza do serc młodych. Dając puszkę wolontariuszowi, Owsiak nie zakłada, że ten ukradnie z niej pieniądze. Czy takie podejście i zaufanie do ludzi sprawia, że odwzajemniają się wiarą w to, co robi, i w to, co jest zapisane w księgach dokumentujących działanie i zakupy fundacji?
– To prawda, to jest właśnie ta wolność oparta na zaufaniu, bo bez niego nie można mówić o wolności. Ale sądzę, na co zwrócił uwagę jeden z recenzentów, że ten honorowy doktorat dla Owsiaka należy traktować jako docenienie wszystkich tych, którzy organizują takie akcje – a myślę, że takich ludzi jest znacznie więcej. Może ich działania nie są tak spektakularne i nie przynoszą tyle dochodu, ale uroczystość na Uniwersytecie Pedagogicznym będzie okazją, żeby powiedzieć o osobach, które jak Jerzy Owsiak w ciągu minionych 20 lat przyczyniły się do dużego dobra w Polsce.
Działalność tych ludzi to namacalny dowód, że różnicujemy się nie tylko w poglądach politycznych, że przede wszystkim następuje coraz większe rozwarstwienie społeczne. I że ten model III RP najbardziej uderza w ludzi, którzy powinni oczekiwać od niej najwięcej pomocy.
– To inny problem, bezpośrednio niedotyczący tego, o czym rozmawiamy, bo być może trzeba by się zastanowić, czy nie próbujemy rozwiązywać problemów społecznych akcyjnie, podczas gdy powinny być rozwiązywane systemowo. Czy przypadkiem te zbiórki społeczne nie zastępują działania władz, które powinny lepiej sobie radzić np. z problemami służby zdrowia. Ale sądzę, że nigdy nie będzie tak dobrze, żebyśmy nie potrzebowali tego rodzaju działalności społecznej. Dlatego Orkiestra Owsiaka będzie grała do końca świata i o jeden dzień dłużej, jak głosi hasło jej dyrygenta.

Wydanie: 2/2013

Kategorie: Wywiady

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy