Prokuratura pod butem władzy

Prokuratura pod butem władzy

Prokuraturę wykorzystuje się do załatwiania partykularnych interesów i do walki politycznej przed wyborami

Katarzyna Kwiatkowska – prokurator Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga, wiceprezes Stowarzyszenia Prokuratorów „Lex Super Omnia”, współautorka raportu „Królowie życia w prokuraturze »dobrej zmiany«”.

Jak obecna władza traktuje prokuraturę?
– Wykorzystuje ją do załatwiania swoich partykularnych interesów oraz – zwłaszcza w związku z nadchodzącymi wyborami – do walki politycznej. Tym dwóm celom służyła wymiana kadrowa dokonana na mocy nowej ustawy Prawo o prokuraturze, przyjętej w 2016 r. Gdy tworzono tę ustawę, zapewniano, że ma ona poprawić funkcjonowanie prokuratury oraz spowodować szybsze i sprawniejsze prowadzenie postępowań przygotowawczych. Nie podjęto jednak żadnych działań organizacyjnych ani prawnych, aby to osiągnąć. Po trzech latach widać już więc wyraźnie, że chodziło właśnie o wymianę kadr.

O jakich partykularnych interesach może być mowa?
– Na przykład pan prokurator generalny próbuje wykorzystywać prokuraturę w swoich prywatnych sprawach, nie mogąc pogodzić się z tym, że nikt nie ponosi odpowiedzialności za śmierć jego ojca. Dlatego Prokuratura Regionalna w Katowicach wszczęła śledztwo w sprawie sędzi Agnieszki Pilarczyk (uniewinniła oskarżanych lekarzy), podając jej personalia, chociaż nie miała przedstawionych zarzutów. Gdy trzyosobowy zarząd stowarzyszenia „Lex Super Omnia” ocenił to krytycznie, wszczęto z kolei postępowanie dyscyplinarne przeciw członkom zarządu.

Prokurator Waldemar Osowiecki kierował Prokuraturą Okręgową w Płocku, która w 2008 r. przedstawiła zarzut przekroczenia uprawnień panu Zbigniewowi Ziobrze. To postępowanie umorzono w 2009 r., ale w 2016 r., po nastaniu „dobrej zmiany”, pan Osowiecki został natychmiast delegowany w dół, do prokuratury rejonowej.

Mamy też głośną sprawę obywatela austriackiego, który od stycznia tego roku domaga się zainicjowania postępowania w związku z nieotrzymaniem zapłaty za prace przy projekcie budowy dwóch wieżowców. Pani prokurator Renata Śpiewak wciąż nie podejmuje decyzji o wszczęciu śledztwa lub jego odmowie, naruszając w ten sposób przysługujące każdemu obywatelowi prawo do sądu, co jest absolutnie naganne. Pani prokurator twierdzi, że cały czas uzupełnia materiał i nie wie, czy ma wszcząć postępowanie, czy nie. W Kodeksie postępowania karnego jest przepis, że w ciągu 30 dni należy podjąć decyzję o wszczęciu lub odmowie wszczęcia postępowania. Gdy prokuratorzy przekraczali ten termin, wszczynano postępowania wyjaśniające, musieli pisać oświadczenia, dlaczego tak się stało. Natomiast pani prokurator Śpiewak otrzymała 10 tys. zł nagrody mimo niedługiego stażu oraz wyższy tytuł: prokuratora prokuratury okręgowej – stąd jej bezstronność może budzić wątpliwości.

Czy pani prokurator Śpiewak sama się domyśliła, jak postąpić, czy może ktoś jej zasugerował, że pośpiech nie jest tu wskazany?
– Dowodów na to nie ma, ale trudno mi uwierzyć, że prokurator sam nie potrafi ocenić, czy ma wszcząć postępowanie, czy nie. Brak takiej decyzji musi jednak budzić poważne zastrzeżenia.

Na czym polega używanie prokuratury do walki politycznej?
– Chodzi m.in. o podejmowanie przez prokuraturę wielu umorzonych kiedyś postępowań – np. przeciw panu Sławomirowi Neumannowi, posłowi PO i byłemu wiceministrowi zdrowia (umorzono je w grudniu 2014 r., podjęto w grudniu 2018 r.) czy panu Jackowi Kapicy, byłemu szefowi Służby Celnej (umorzono w marcu 2017 r., wznowiono w grudniu 2017 r.) W obu tych przypadkach zarzutem było niedopełnienie obowiązków. Jackowi Kapicy kuriozalnie postawiono zarzut z art. 231 par. 2 kk (niedopełnienie obowiązków w celu osiągnięcia korzyści), przypisując mu niejako wartość całego VAT-u wyłudzonego wówczas w Polsce. Chodziło o to, by zdążyć przed terminem przedawnienia, bo zarzut czynu z art. 231 par. 1 kk (niedopełnienie obowiązków, ale bez zamiaru osiągnięcia własnej korzyści) już się przedawnił.

Przenosi się też sprawy z jednej prokuratury do drugiej. W przypadku Wojciecha Kwaśniaka, byłego wiceprzewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego (też zarzucono mu niedopełnienie obowiązków), właściwa była prokuratura w Warszawie, ale sprawę przekazano do Prokuratury Regionalnej w Szczecinie. Na jej polecenie Wojciech Kwaśniak, poprzedni szef KNF Andrzej Jakubiak i kilkoro innych byłych urzędników komisji zostało zatrzymanych w grudniu 2018 r. W KNF badali nieprawidłowości w Spółdzielczych Kasach Oszczędnościowo-Kredytowych. Mogę więc mieć podejrzenia, że być może prokuratorzy wydają jakieś decyzje, które nie są zgodne z materiałem dowodowym. To ocenia sąd, a sąd uznał zatrzymania byłych członków KNF za całkowicie bezzasadne. Skoro ta sprawa została umorzona już za czasów pana Zbigniewa Ziobry, a potem znów podjęta, to trudno mówić o racjonalnym uzasadnieniu zatrzymania pana Kwaśniaka o godz. 6 rano, zakucia go w kajdanki, transportowania z Warszawy do Szczecina i zorganizowania w międzyczasie, gdy nie miał postawionych żadnych zarzutów, konferencji prasowej, na której prokurator krajowy pan Bogdan Święczkowski mówił, że to jest dopiero prawdziwa afera. Tak właśnie wygląda wykorzystywanie mediów i prokuratorów do własnych celów, w dodatku z zastosowaniem środku przymusu, jakim jest zatrzymanie. Niestety, są prokuratorzy, którzy na to się godzą.

Może nie chcą pamiętać, że prokurator to nie tylko oskarżyciel, ale także strażnik praworządności?
– No właśnie, mówią o tym rekomendacje unijne. Karta Rzymska, dokument określający status i standardy prokuratury w Unii Europejskiej, stwierdza jednoznacznie, że powinna ona służyć społeczeństwu i interesowi publicznemu. Oceniam, że obecnie mamy niestety folwark pańszczyźniany, na którym jest feudał i podlegli mu prokuratorzy. Oczywiście nie mogę powiedzieć, że całe środowisko zachowuje się jak poddani. Jest część prokuratorów rzetelnie wykonujących swoje obowiązki, zgodnie z duchem i literą prawa. Niestety, na ocenę prokuratury rzutują zachowania budzące duże kontrowersje i sugerujące, że większość prokuratorów jest wykorzystywana do wykonywania wszelkich zlecanych im zadań.

Kim są ci zlecający? Czy to tylko panowie Ziobro i Święczkowski, czy też są oni przekaźnikami, a decyduje ktoś wyżej?
– Dziś do szefa każdej prokuratury może zadzwonić ktoś z góry i coś mu zlecić, a jeśli ten się nie podporządkuje, na drugi dzień może już nie być szefem. Nie mamy dowodów na to, kto komu przekazuje polecenia. Jeżeli jednak w 2016 r. weszła w życie „reforma” prokuratury, która się zaczęła od wymiany wszystkich prokuratorów, ówcześnie apelacyjnych, a dziś nazywanych regionalnymi (zmieniono nazwę po to, żeby zrobić czystki), wszystkich szefów prokuratur okręgowych oraz 95% kadry kierowniczej w prokuraturach rejonowych, czemuś miało to służyć. Tak samo jak zniesienie kadencyjności na stanowiskach szefów i zastępców szefów prokuratury, zapewniającej jakąś niezależność i swobodę dyskusji z przełożonymi.

A panią za co zdegradowano?
– Pracowałam w prokuraturze apelacyjnej, pismo pana Zbigniewa Ziobry mówiło jedynie, że zostaję przeniesiona do prokuratury okręgowej. Prosiłam pana Ziobrę o podanie powodów degradacji, ale moje pisma pozostawały bez odpowiedzi. Zapewne chodzi o to, że w prokuraturze apelacyjnej nadzorowałam śledztwo w sprawie afery gruntowej, a potem byłam wzywana na komisję sejmową ds. nacisków na policję i służby specjalne, gdzie dość krytycznie oceniałam prawidłowość prowadzenia postępowań i postawę panów prokuratorów Andrzeja Szeligi i Dariusza Barskiego, zaufanych pana Ziobry. Zapewne dlatego zostałam wciągnięta na czarną listę. Byłam w grupie 113 prokuratorów zdegradowanych wkrótce po objęciu stanowiska prokuratora generalnego przez pana Zbigniewa Ziobrę (doszło jeszcze 20 osób z dawnej Prokuratury Wojskowej). Pan Szeliga po nastaniu „dobrej zmiany” został szefem Prokuratury Regionalnej w Warszawie i od razu otrzymał tytuł prokuratora Prokuratury Krajowej. Pan Dariusz Barski jest doradcą pana Ziobry, a obrazy malowane przez jego małżonkę zostały zakupione na wyposażenie gabinetu prokuratora krajowego Bogdana Święczkowskiego.

Czym podpadła ta spora grupa zdegradowanych prokuratorów?
– Część z tych, którzy byli funkcyjnymi, została odwołana, żeby zwolnić stanowiska dla prokuratorów awansowanych w ramach „dobrej zmiany”. Pozostali – zwykle dlatego, że kiedyś wyrażali odmienne zdanie lub dyskutowali z obecnymi szefami prokuratury, no i zostało im to zapamiętane. Inicjowane są postępowania dyscyplinarne wobec tych, którzy mają swój pogląd, opinię i wyrażają je publicznie, kierując się dobrem wymiaru sprawiedliwości. W każdej chwili mogą się spodziewać drobiazgowej kontroli za wiele lat wstecz. Ma to wywołać efekt mrożący: lepiej nie podnoś głowy, nie miej własnego zdania, bo spotka cię to samo.

Jaki jest stan wiedzy w środowisku o odgórnych naciskach na prokuratorów?
– To wiedza z rozmów kuluarowych, których nikt oficjalnie nie potwierdzi, a oświadczenia mówiące o tym, że naciski rzeczywiście się zdarzają, są karane. Przykładem jest Mariusz Krasoń, który był jednym z inicjatorów przyjęcia przez Zgromadzenie Prokuratorów Prokuratury Regionalnej w Krakowie uchwały krytykującej ograniczanie niezależności prokuratorów poprzez wpływanie na ich decyzje z pominięciem drogi służbowej. Ponosi za to konsekwencje – pan prokurator krajowy Bogdan Święczkowski delegował go bez jego zgody z Prokuratury Regionalnej w Krakowie do Prokuratury Rejonowej we Wrocławiu, czyli na najniższy szczebel, 270 km od domu. Na razie do 7 stycznia 2020 r.

Już tam się przeniósł z Krakowa?
– Jest na urlopie wypoczynkowym, w Prokuraturze Rejonowej Wrocław-Krzyki Zachód ma się stawić 23 września. Brakuje tam siedmiu prokuratorów, bo cała ta siódemka jest na delegacjach w jednostkach wyższego szczebla. Niektórzy w okręgu, niektórzy w regionie, niektórzy w Prokuraturze Krajowej. Proszę zobaczyć, jakie to powoduje koszty. Mariusz Krasoń musi we Wrocławiu wynająć mieszkanie (na co przysługuje mu ryczałt), dostanie diety za dojazdy. Będzie to kosztować minimum 4 tys. zł miesięcznie. Cała siódemka prokuratorów z rejonu Wrocław-Krzyki Zachód też dostaje dodatkowe pieniądze, ale sporo więcej niż 4 tys. zł miesięcznie, bo są delegowani wyżej.

Przepisy mówią, że delegowanie powinno być stosowane wyjątkowo i z uwzględnieniem kompetencji prokuratora. Prokurator Krasoń zajmował się karuzelami podatkowymi, wielkimi wyłudzeniami kredytów czy zamachem terrorystycznym na najwyższe władze państwowe przygotowywanym przez Brunona K. Trafi zaś do prokuratury rejonowej, gdzie są prowadzone drobniejsze sprawy – po to, żeby z niskich pobudek wymierzyć mu substytut kary dyscyplinarnej.

Szefostwo jest łaskawe, wprawdzie niepokornych prokuratorów deleguje w dół, ale zostawia im dotychczasowe zarobki.
– Takie są przepisy, z tym że oczywiście nie mają oni szans na jakąkolwiek podwyżkę i wyższe stawki, jak inni prokuratorzy. Niektórzy już z tych delegacji nie wracają. Prokurator Dariusz Wituszko został oddelegowany ze Szczecina do Rzeszowa (830 km), do domu wracał w weekendy. Zmarł na zawał. Oczywiście nie wykażemy związku przyczynowo-skutkowego, ale ta delegacja mogła być czynnikiem stresogennym.

Szefowie prokuratury tłumaczą, że delegacje do niższych jednostek to nie żadne represje, lecz sposób na ograniczanie braków kadrowych.
– Przyczyną braków kadrowych jest przede wszystkim brak racjonalnej polityki kadrowej, za co odpowiadają prokurator krajowy i prokurator generalny. Liczba delegacji wzrosła niebotycznie, nie tylko na dół, ale i w górę. Prokuratorzy dobrze widziani przez kierownictwo są delegowani ze swoich jednostek do wyższych instancji, gdzie lepiej zarabiają, więc w tych niższych brakuje ludzi. W 2017 r. na delegacjach w prokuraturach okręgowych i regionalnych pracowało łącznie 507 osób, a do Prokuratury Krajowej delegowano 282 (podczas gdy samych prokuratorów Prokuratury Krajowej było tylko 61). W zeszłym roku liczba prokuratorów Prokuratury Krajowej wzrosła do 64, a delegowanych do niej – aż do 356. Prokuratorów na delegacjach w prokuraturach okręgowych i regionalnych było natomiast już 924. To ogromna liczba delegowanych, co powoduje systematyczny wzrost wydatków na ich wynagrodzenia. Tylko w ubiegłym roku zwiększyły się one o ponad 38 mln zł.

Po co ich aż tylu w tych wyższych prokuraturach?
– Według oficjalnych wyjaśnień wynika to z faktu, że im wyższa jednostka, tym więcej spraw trudnych, skomplikowanych i wielowątkowych (np. gospodarczych). Tworzy się niekiedy zespoły śledcze, zdarza się, że jedną sprawą zajmuje się kilku prokuratorów. Dotyczy to zwłaszcza spraw najbardziej medialnych i mających zabarwienie polityczne. Rozbudowywane są działy nadzoru nad prokuraturami niższych szczebli. Jest to również sposób nagradzania, bo wśród delegowanych jest wielu prokuratorów z bliskiego obecnej władzy stowarzyszenia Ad Vocem.

Jak zmiany wprowadzane przez PiS w prokuraturze wpływają na sprawność jej działania?
– Zdecydowanie ujemnie, wyniki są fatalne. W porównaniu z 2014 r. stale przybywa postępowań trwających już nie miesiącami, ale latami. To jest tragedia, bo zwykły obywatel musi bardzo długo czekać na rozpoznanie swojej sprawy i przestaje wierzyć w skuteczność wymiaru sprawiedliwości w Polsce. A wraz z długotrwałością prowadzonych spraw wydłużają się też tymczasowe aresztowania w postępowaniu przygotowawczym.

Mam swój miernik pokazujący ciągłe wydłużanie się postępowań: śledztwo w sprawie śmierci Jolanty Brzeskiej. Niemal równo trzy lata temu Zbigniew Ziobro wznowił śledztwo i oznajmił, że są nowe dowody. Śledztwo było już przedłużane, o dowodach głucho, jakichkolwiek efektów brak.
– Gdyby były efekty, to już by się nimi dawno pochwalił. To tak samo jak z poszukiwaniem zleceniodawców zamordowania Krzysztofa Olewnika. Ta sprawa była przenoszona z jednej prokuratury do drugiej, w ubiegłym roku trafiła z Gdańska do Krakowa. Zastanawiam się, czy nie jest tak, że prokuratorzy zamierzali ją umorzyć, ale ktoś z góry uznał, że przed wyborami byłoby to źle odebrane, więc zdecydowano o jej dalszym trwaniu. Sprawa liczy setki tomów, a zatem minie sporo czasu, zanim nowy prokurator gruntownie ją przeanalizuje.

Kim są prokuratorzy idący w górę w czasie „dobrej zmiany”, których raport stowarzyszenia „Lex Super Omnia” określa mianem królów życia?
– Nazwa królowie życia dotyczy grupy szczególnie wyróżnianej przez obecne kierownictwo prokuratury. To najczęściej osoby z układu towarzysko-koleżeńskiego, wykazujące wierność i lojalność, które powołano na stanowiska kierownicze i obdarzono funkcjami, ale także i młodzi, pragnący szybko zrobić karierę. Przyznaje się im rokrocznie nagrody finansowe, czasem zawierane są z nimi umowy cywilnoprawne przez instytucje spoza prokuratury. Dla mnie jest to wysoce naganne, bo można mieć wątpliwości, czy wykonywanie zadań w ramach takich umów nie koliduje z prawidłowym realizowaniem podstawowych obowiązków służbowych przez prokuratorów.

Na jakie profity mogą liczyć wybrańcy?
– Niezależnie od wspomnianych umów, w przypadku delegowania z prokuratury rejonowej do Prokuratury Krajowej podstawowe wynagrodzenie wzrasta o ok. 5 tys. zł miesięcznie. Do tego dochodzą dodatki specjalne (czasem nawet jedna trzecia pensji) przyznawane w Prokuraturze Krajowej. Ponadto jeśli delegowany prokurator jest spoza Warszawy, otrzymuje nieopodatkowany ryczałt mieszkaniowy w wysokości ok. 3 tys. zł. Dla prokuratora rejonowego to potężny zastrzyk finansowy. Pozbywa się on jednocześnie ogromnej liczby spraw (prokuratorzy w rejonie mają w referacie nawet od 80 do 120 spraw miesięcznie), bo w Prokuraturze Krajowej zajmuje się głównie nadzorem. Obowiązków jest więc dużo mniej, a zarobki znacznie wyższe. Dochodzą jeszcze nagrody finansowe wprowadzone przez Prawo o prokuraturze. Prokurator generalny, zgodnie ze swoim zarządzeniem, może je przyznawać „za wyjątkowo sumienną i rzetelną pracę”. Takie określenie pozwala na ogromną dowolność w nagradzaniu i prokurator generalny przyznaje je w sposób uznaniowy i całkowicie dowolny, nie ma tu żadnych kryteriów.

Trudno krytykować to, że prokurator generalny może nagradzać swoich podwładnych.
– Za czasów prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta takich nagród nie było, zostały wprowadzone w 2016 r., po nastaniu „dobrej zmiany”. Nie ma transparentności ani jawności w nagradzaniu (tak jak i w awansach), a to w środowisku prokuratorskim budzi poważne wątpliwości co do rzetelności przyznawania tych nagród – zwłaszcza że dzieje się to potajemnie. Wedle wiedzy autorów raportu stowarzyszenia „Lex Super Omnia” przyznawane są one raz do roku, wynoszą od 7 do 12 tys. zł. Największą w sumie liczbę nagród finansowych dostają prokuratorzy zajmujący kierownicze stanowiska w Prokuraturze Krajowej oraz ci, którzy są delegowani do wyższych jednostek. W prokuraturach rejonowych, gdzie załatwia się prawie 99% spraw, nagrody otrzymało słownie trzech prokuratorów. Dla mnie to po prostu nieuczciwe.

Czy na prokuratorów hołubionych przez obecną ekipę też wywiera się naciski?
– Naciski, zwłaszcza miękkie, nie mają nic wspólnego z poleceniem, które ma charakter oficjalny i udokumentowany na papierze. Szefowie proszą do siebie prokuratora zajmującego się jakąś ważną dla nich sprawą, najlepiej delegowanego, i mówią mu w cztery oczy: „Pan chciał umorzyć tę sprawę, ale może warto, żeby pan ją jeszcze raz przeanalizował. Niedługo kończy się panu delegacja u nas, jeśli potrzebuje pan więcej czasu na zastanowienie, to ją się przedłuży”. Prokurator, który to słyszy, z reguły domyśli się, jak postąpić. Wie przecież, że gdy wróci do rejonu, będzie na niego czekać nawet 120 spraw w referacie i dużo niższe zarobki. To także powód nieotrzymywania przez doświadczonych prokuratorów o ustabilizowanej pozycji zawodowej spraw głośnych medialnie lub kontrowersyjnych politycznie. Oni mogą dyskutować, polemizować. Prokurator z niedługim stażem zawodowym, delegowany z prokuratury rejonowej w górę, który nie ma doświadczenia, ale ma rodzinę na utrzymaniu, może być bardziej podatny na różne sugestie i zacząć ważyć na jednej szali prawo, a na drugiej własne dobro materialne.

Jeśli ma sumienie i charakter, powinien postąpić tak, jak mu mówi prawo.
– Powinien, ale sposobu, w jaki obecna władza odnosi się do prokuratury i prokuratorów, nie można porównać z traktowaniem w żadnym okresie rządów demokratycznych w Polsce. Jest to ręczne sterowanie i powrót do co najmniej czasów sprzed 1989 r., jeżeli nie do stalinowskich. Stowarzyszenie „Lex Super Omnia” twierdzi, że polityka kadrowa w prokuraturze z jednej strony, ma charakter korupcji instytucjonalnej, a z drugiej – stała się narzędziem osobistej zemsty. Mamy chwalić albo siedzieć cicho i nie dyskutować. Teraz prokurator jest nikim dla rządzących. Czujemy się trochę jak zwierzyna łowna. Żyjemy z dnia na dzień, nikt z nas nie wie, czy za chwilę decyzją pana prokuratora krajowego nie będzie musiał jechać do prokuratury rejonowej na drugim końcu Polski. Nie mamy prawa odwołania się do sądu czy gdziekolwiek od decyzji degradujących albo delegujących do niższych jednostek. Jeśli PiS wygra najbliższe wybory, prokuratura zostanie już całkowicie podporządkowana rządzącym i nastąpią ostateczne rozliczenia z prokuratorami, którzy nie chcą milczeć i mają własne zdanie. Porządek zapanuje w Polsce…


 

Liczba postępowań prokuratorskich według czasu ich trwania


Prokuratura „dobrej zmiany”

Stowarzyszenie Prokuratorów „Lex Super Omnia” przygotowało raport, pokazujący patologiczne sytuacje związane z polityką kadrową, do której sprowadza się pisowska „reforma prokuratury”. By ją realizować, zniesiono kadencyjność na stanowiskach kierowniczych i konkursy na wyższe stanowiska służbowe. W rezultacie, jak stwierdza stowarzyszenie, prokuratorzy wierni i lojalni zastąpili na stanowiskach kierowniczych prokuratorów niezależnych, doświadczonych i kompetentnych, z charakterem.

Narodziła się grupa beneficjentów „dobrej zmiany”, którzy w ciągu trzech ostatnich lat zyskali najwięcej pod względem finansowym i awansowym.

„Dobra zmiana” w prokuraturze sprawiła, że z instytucji mającej stać na straży prawa i strzec praworządności stała się ona narzędziem w rękach rządzących do realizacji ich interesów partyjnych. Obowiązek stania na straży prawa i praworządności zastąpiono podporządkowaniem się politykom partii sprawującej dziś władzę.

Stowarzyszenie zarzuca prokuratorowi krajowemu Bogdanowi Święczkowskiemu, że w działaniach podejmowanych w imieniu prokuratora generalnego przekracza prawo, a z postępowania dyscyplinarnego i decyzji kadrowych uczynił narzędzie osobistej zemsty, wykorzystywane jako metoda pozaprawnych szykan i zastraszania prokuratorów.

Dewastowanie prokuratury spowodowało, że staje się ona coraz kosztowniejsza, a jednocześnie nastąpił nieuchronny spadek jej sprawności działania – oczywiście z wyjątkiem działań wobec osób, które podpadły władzy. Postępowania przygotowawcze trwają coraz dłużej, prowadzone są ślamazarnie, obywatele mają coraz mniej szans, by skorzystać z usług wymiaru sprawiedliwości. Wszystko to zagraża praworządności i prawom obywatelskim. To jeden z bardziej dotkliwych sposobów ograniczania demokracji w Polsce.

Awanse i powiązania
• Na najwyższe funkcje awansowani są prokuratorzy, którzy byli zmuszeni wyjaśniać przed komisjami śledczymi lub w odrębnych postępowaniach zasadność podejmowanych przez siebie czynności w sprawach z lat 2005-2007.
Bogdan Święczkowski, Krzysztof Sierak, Jarosław Hołda oraz Tomasz Janeczek wyjaśniali swój wpływ na przebieg śledztwa lub tragiczne w skutkach zatrzymanie Barbary Blidy.
• Na wyższe stanowiska awansowała połowa liczącego 30 członków Stowarzyszenia Prokuratorów Ad Vocem związanego ze Zbigniewem Ziobrą. Do Ad Vocem należy pięciu zastępców prokuratora generalnego: Bogdan Święczkowski, Marek Pasionek, Krzysztof Sierak, Robert Hernand i Przemysław Funiok.
Katarzyna Fedeńczuk – powołana na stanowisko prokuratora Prokuratury Okręgowej w Lublinie po 41 dniach uzyskała tytuł prokuratora Prokuratury Regionalnej w Lublinie.
Wojciech Wassermann – brat posłanki Małgorzaty Wassermann, prokurator Prokuratury Rejonowej Prądnik Biały w Krakowie po 13 miesiącach został powołany na stanowisko prokuratora Prokuratury Okręgowej w Krakowie.
Paweł Wilkoszewski – prokurator Prokuratury Okręgowej w Warszawie, były asystent Zbigniewa Ziobry, po niespełna 13 miesiącach powołany na stanowisko prokuratora Prokuratury Regionalnej w Warszawie i oddelegowany do Prokuratury Krajowej.
Wojciech Matura – prokurator Prokuratury Rejonowej w Cieszynie po niespełna dwóch miesiącach został delegowany do Prokuratury Regionalnej w Katowicach.

Delegacje i degradacje
• Łącznie na delegacjach we wszystkich jednostkach prokuratury było 1102 prokuratorów, natomiast według danych Prokuratury Krajowej – 789 prokuratorów.
• Prokurator generalny arbitralnymi decyzjami przeniósł 22 prokuratorów Prokuratury Generalnej i 91 prokuratorów prokuratur apelacyjnych na niższe stanowiska służbowe. Tym samym osoby te zostały zdegradowane na zawsze.
• Degradacja dotknęła prokuratorów likwidowanej prokuratury wojskowej, którzy brali udział w prowadzeniu śledztwa w sprawie katastrofy lotniczej w Smoleńsku.
Piotr Skiba – prokurator Prokuratury Rejonowej Warszawa-Śródmieście, który wszczął postępowanie w sprawie znieważenia I prezes Sądu Najwyższego prof. Małgorzaty Gersdorf przez dziennikarza telewizji publicznej Cezarego Gmyza, został delegowany do Prokuratury Rejonowej w Grodzisku Mazowieckim.

Zaniechania prokuratury
• Prokuratury w Białymstoku i we Wrocławiu umarzały postępowania w sprawie antysemickich wypowiedzi Jacka Międlara.
• Prok. Justyna Pilarczyk na polecenie zastępcy prokuratora regionalnego we Wrocławiu Jerzego Duplagi cofnęła własny akt oskarżenia i umorzyła postępowanie przeciwko szefowej ONR Justynie Helcyk, która na wiecu wzywała do powstrzymania „islamskiego ścierwa, przybyłego do Europy, by gwałcić białe kobiety”.

Na podstawie raportów Stowarzyszenia „Lex Super Omnia”: Prokuratura pod specjalnym nadzoremKrólowie życia w prokuraturze „dobrej zmiany”


Fot. Krzysztof Żuczkowski

Wydanie: 34/2019

Kategorie: Wywiady

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy