Klaps to bezradność – rozmowa z Markiem Michalakiem

Klaps to bezradność – rozmowa z Markiem Michalakiem

Wychowanie bez przemocy nie jest wychowaniem bezstresowym

– Biuro Rzecznika Praw Dziecka różni się od zwykłych urzędów. Dziecięce rysunki na ścianach, radosne kolory…
– Dzieci mają opory przed urzędami, a zależy mi, żeby przede wszystkim one czuły się tu dobrze. Nie chcę być rzecznikiem zza biurka. Dzieci powinny mieć świadomość, że jestem tu dla nich. Od początku zapowiedziałem, że zapraszam je do odwiedzania biura, i to odnosi skutek – często np. wycieczki szkolne mają w programach odwiedziny u Rzecznika Praw Dziecka. Dzięki temu nawet przedszkolaki mogą czuć się swobodnie.

Urząd

– W pierwszych dniach sprawowania urzędu zapowiadał pan, że uprawnienia Rzecznika Praw Dziecka należy znacznie zwiększyć. Udało się?
– Tak, w grudniu 2008 r. weszła w życie ustawa wzmacniająca instytucję rzecznika. Uzyskałem uprawnienia kontrolne – rzecznik bądź osoba przez niego wyznaczona może wizytować placówki wychowawcze także bez zapowiedzi. Ma prawo bycia stroną w postępowaniu sądowym na prawach równych prokuratorowi. Nowa ustawa nakłada także na urzędy i placówki obowiązek odpowiadania na zapytania rzecznika. Ważne, że decyzja o wzmocnieniu urzędu nie podzieliła polskiego parlamentu i udało się osiągnąć ponadpartyjne porozumienie. Kluby prawie jak jeden mąż poparły zmiany. Teraz Senat zapowiedział kolejną nowelizację, m.in. dającą rzecznikowi prawo włączania się do spraw przed Trybunałem Konstytucyjnym oraz wnoszenia kasacji i skargi kasacyjnej.

– Co w praktyce oznaczają te zmiany?
– To, że rzecznik ma istotny wpływ na sytuację dzieci w Polsce i nie jest tylko fasadowym urzędem. Oczywiście te zmiany wymagają ogromnej pracy i reorganizacji naszego biura. Ale ważne jest, że mają szerokie poparcie społeczne. Są też dostrzegane w innych krajach europejskich – nowa ustawa o Rzeczniku Praw Dziecka jest tłumaczona na języki europejskie i szeroko analizowana.

Po pierwsze edukacja

– Żeby można było domagać się własnych praw, trzeba je najpierw znać.
– Dlatego zadaniem rzecznika są akcje edukacyjne. Chodzi o to, żeby dzieci miały świadomość, że istnieje obrońca ich praw; że mogą do niego zadzwonić, napisać, poprosić o pomoc. Stąd wizyty dzieci u mnie i moje wyjazdy do placówek edukacyjnych i wychowawczych. We wrześniu, na rozpoczęcie roku szkolnego napisałem list do uczniów, którego kopie często do dziś wiszą na szkolnych tablicach ogłoszeniowych. Przy tej okazji w wielu szkołach ogłaszano konkursy dotyczące praw dziecka, analizowano fragmenty listu, przygotowywano ilustracje. Wychodzę z założenia, że rzecznik powinien być w kontakcie ze swoimi najważniejszymi interesantami, a nimi są przecież dzieci. Dlatego uruchomiliśmy Dziecięcy Telefon Zaufania, bezpłatną linię 0-800 12-12-12, gdzie mogą dzwonić zarówno same dzieci, jak i ich opiekunowie, rodzice, nauczyciele – wszyscy, którym zależy na szczęściu najmłodszych.

– I dzwonią?
– Owszem. Od chwili uruchomienia linii, 20 listopada, zgłoszono już ponad 3 tys. spraw.

– A co dalej? Co teraz jest najpilniejsze?
– Dwie sprawy. Pierwsza to problem rodzicielstwa zastępczego. Brakuje osób chętnych do podjęcia tego zadania, a dzieci czekają. Rodzic zastępczy to ogromnie trudna praca. Dziecko w rodzinie zastępczej nie ma naszych genów i często przeszło więcej, niż jesteśmy w stanie sobie wyobrazić. Wciąż pokutuje przeświadczenie, że rodzice zastępczy chcą zrobić biznes na dzieciach. Tymczasem w bezwzględnej większości to ludzie z poczuciem misji, ale trudno oczekiwać, żeby ludzie decydujący się ją podjąć, żyli powietrzem. Ich pracę należy wynagradzać i zapewnić im wsparcie profesjonalne i terapeutyczne, a także zmienić przepisy utrudniające im funkcjonowanie.

– A druga sprawa?
– To praca nad ustawą o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Potrzebujemy poważnej debaty na ten temat…

– Która często sprowadza się do dyskusji na temat klapsa.
– Właśnie. A to trywializuje poważny problem. Rozmawiajmy o przemocy, o czymś, co jest złe i z czym walczymy. Czteroletnią Madzię spod Kłodzka zabił konkubent matki. Tłumaczył później, że dał jej tylko kilka klapsów. Tu chodzi o przemoc, jaką silniejszy zadaje słabszemu. Nie jest prawdą, że elementy przemocy są potrzebne do wychowywania dziecka. Przymusu – owszem.

– Czemu więc w Polsce całkowity zakaz stosowania kar cielesnych wobec dzieci budzi opory?
– Dorosłym wydaje się, że taki zakaz stanowi zamach na ich rodzicielski autorytet i kwestionuje ich metody wychowawcze. Jego idea zrodziła się z przekonania, że dzieci zbyt często doświadczają przemocy w rodzinie i potrzebujemy skutecznego mechanizmu, aby je przed nią chronić. Gdzie przebiega granica między wymierzanymi raz na jakiś czas klapsami a stosowaniem regularnej przemocy? Nie uda nam się jej wyznaczyć, więc chcąc chronić dzieci przed przemocą, nie starajmy się racjonalizować metody wychowawczej polegającej na wymierzaniu klapsów i nie traktujmy tego jako ingerencji w prawa rodziców.
Poza tym klaps jako metoda wychowawcza podlega w tej chwili powszechnej krytyce i traktowany jest jako wyraz bezradności rodzica wobec dziecka. Uczy też dziecko złych nawyków rozwiązywania konfliktów – pokazuje, jak bez większego wysiłku i bez uruchamiania uczuć empatycznych w stosunku do drugiego człowieka, bez stosowania argumentacji i bez dyskusji szybko uzyskać pożądany efekt. Rodzic chcąc, żeby dziecko zrobiło coś zgodnego z jego oczekiwaniami, musi poświęcić więcej czasu i fatygi, żeby wytłumaczyć, przekonać je, zachęcić. Ale ten sam efekt może uzyskać w sekundę, wymierzając klapsa. Efekt niby ten sam, w przypadku klapsa osiągnięty jednak z dużą łatwością. Dziecko uczy się więc, że to jest najprostszy i najskuteczniejszy sposób uzyskiwania oczekiwanego rezultatu.

– I najszybszy.
– Kluczowy problem współczesności to kryzys czasu, jaki poświęcamy dziecku. Jeśli mielibyśmy czas, żeby z takim młodym człowiekiem porozmawiać, wysłuchać go i przekazać mu nasze mądrości, to nie uciekalibyśmy się do radykalnych działań. Jestem przekonany, że rodzice nie dlatego biją dzieci, że to lubią. Biją, bo inaczej nie potrafią, nie widzą innego rozwiązania, bardzo często dlatego, że wynieśli to z domu. I tego uczą się też dzieci – nie próbują dogadać się ze swoimi rówieśnikami, znają przecież skuteczniejszą metodę, aby im coś wyperswadować.
– Trudno zmienić coś, co jest w świadomości od pokoleń.
– Ale kiedyś na świecie było niewolnictwo i z tego zrezygnowano. Kobiety nie miały praw wyborczych, były karane cieleśnie i traktowane przedmiotowo, to też udało się wywalczyć. Wszystkie te zmiany to pewna ewolucja, teraz przyszedł czas, żeby porozmawiać poważnie o dzieciach.

– I pamiętać, że wychowanie bez przemocy nie oznacza wychowania bezstresowego.
– To zupełnie różne sprawy. Dziecko żyje w świecie stresu, tak samo jak dorośli. Do tego też należy dziecko przygotować i nie wychowywać go pod kloszem, ale wychowanie bez przemocy nie ma nic wspólnego z wychowaniem bezstresowym.

Godność dziecka

– A co z argumentami, że zapewniając dzieciom prawa, zapominamy o ich obowiązkach?
– Czasem zarzuca się obrońcom praw dziecka, że buntują dzieci, że promują pajdokrację. Takie hasła świadczą jednak o niezrozumieniu tematu. Ja jestem rzecznikiem praw, nie obowiązków dziecka, jeśli więc mówię o obowiązkach, to są to obowiązki dorosłych wobec dzieci. Prawa to coś, co płynie z naszej godności jako osoby ludzkiej; co nam się po prostu należy i w żaden sposób nie powinny być łamane. Dzieci oczywiście mają swoje obowiązki na odpowiednim poziomie rozwojowym, ale za ich niewypełnianie nie można pozbawiać ich praw, można jedynie ukarać, a to dwie różne rzeczy.
W liście do dzieci napisałem: „Traktujcie innych tak samo, jak chcielibyście być traktowani”. I to jest złoty środek. Człowiek wychowany w praworządnym duchu, z poszanowaniem godności, tak samo będzie postępował wobec innych.

– A w polskich rodzinach szanuje się tę godność?
– W Polsce najpopularniejsze modele wychowania to styl autorytatywny i demokratyczny. Autorytatywny, zwłaszcza w postaci skrajnej, nie sprzyja osiąganiu pozytywnych efektów w dziedzinie kształtowania osobowości dziecka. Dzieci przyzwyczajone do bezwzględnego posłuszeństwa i darzące rodziców uczuciem przejmują często ich wzorce postępowania, zachowują się despotycznie i okrutnie wobec młodszych lub słabszych kolegów. Inne są zastraszone i uległe, niezdolne do samodzielnego działania i myślenia. Jeszcze inne buntują się przeciw przymusowi i stają się agresywne.
Cechą modelu demokratycznego jest dopuszczanie dziecka do współudziału w życiu rodziny. Dziecko wraz z rodzicami i innymi członkami rodziny omawia rozmaite sprawy codzienne, planuje sposób spędzania wolnego czasu, zastanawia się, jak rozwiązywać problemy, wypowiada swoje zdanie, przyczynia się do podjęcia rodzinnej decyzji i uczy się szanować zdanie innych. Daje to pole do rozwijania własnej inicjatywy oraz kształci postawy prospołeczne. Nie chodzi tu o bezstresowość, ale właśnie o poszanowanie dziecięcej – ludzkiej – godności. Myślę, że ten model zaczyna być coraz popularniejszy, idziemy w kierunku szanowania podmiotowości i dobrze rozumianego partnerstwa.

– Ale z drugiej strony media coraz częściej pokazują przypadki maltretowania, bicia, molestowania dzieci… Liczba takich przestępstw się zwiększa czy po prostu więcej się o nich mówi?
– Statystyka pokazuje, że takich przypadków jest coraz więcej. Jednak nie wysnuwałbym z tego teorii o kryzysie rodziny i upadku moralności. Po prostu więcej spraw jest zgłaszanych, także dlatego, że w społeczeństwie jest coraz mniejsze przyzwolenie na tego typu zachowania. Zwiększa się świadomość społeczna, a także dostęp do biura Rzecznika Praw Dziecka, coraz więcej osób wie, że można i powinno się interweniować.
Nie bez znaczenia jest również fakt, że niektóre media starają się wyszukiwać jak najdrastyczniejsze przypadki nadużyć. Jeśli ludzie są żądni krwi – pokazuje się im krew. Tymczasem, owszem, takie sprawy trzeba pokazywać i piętnować, ale równie ważny jest pozytywny przekaz i kształtowanie odpowiednich postaw. Jeśli widzimy tylko zjawiska negatywne, to zaczynamy się do nich przyzwyczajać i przestają nas szokować.

Najważniejsza jest rodzina

– Niektórzy twierdzą, że nadmierne rozwijanie praw dziecka za mocno wkracza w kompetencje rodziny.
– Naturalna, biologiczna rodzina to dla dziecka najlepsze środowisko, oczywiście o ile ktoś lub coś nie zagraża zdrowiu czy życiu dziecka. Dzieci podlegają władzy rodzicielskiej i to przede wszystkim rodzice decydują o ich wychowaniu. Prawa dziecka nie stanowią zagrożenia dla prywatności rodziny i autorytetu dorosłych. Państwo, uznając zasadę autonomii rodziny, powinno ingerować w stosunki rodzinne jedynie w przypadkach szczególnych, ściśle przewidzianych przez prawo. Nie można rodziców karać za to, że nie dość kochają swoje dziecko. Ale powinni stanąć przed sądem, jeśli zaniedbują obowiązki rodzicielskie lub nadużywają władzy. Ingerencja taka nie powinna być jednak traktowana jako kara dla rodziców, służy ona bowiem zabezpieczeniu interesów i dobra dziecka. Wartości rodzinne są zresztą wpisane w polskie deklaracje uzupełniające konwencję o prawach dziecka.

– Czy rodzicielstwa można się nauczyć?
– Oczywiście. My się musimy uczyć wszelkiej odpowiedzialności, nie tylko w stosunku do dzieci. Żeby odpowiedzialnie wykonywać jakikolwiek zawód, musimy się do niego przygotować: kończymy studia, kursy, podyplomówki. A żeby być rodzicem, czyli wykonywać najtrudniejszy zawód, kształtować osobowość młodego człowieka, wystarczy mieć dziecko.

– Ale pan prowadził takie kursy rodzicielstwa.
– Tak, szkołę dla rodziców, którzy mieli problemy wychowawcze. To była forma pomocy rodzinom dysfunkcyjnym. Ale naprawdę myślę, że każdy czasami potrzebuje porady i takiego świeżego spojrzenia gdzieś z boku. Dobrze byłoby, żebyśmy pokonali opór przed korzystaniem z pomocy specjalistów – psycholog, psychiatra, pedagog są potrzebni nie tylko wtedy, kiedy już jest bardzo źle – to są ludzie, którzy mogą podpowiedzieć, zdiagnozować na każdym etapie, także kiedy można jeszcze zapobiegać problemom.

– A czy przez to nie dochodzi do przewrażliwienia wśród niektórych rodziców, którzy biegną do psychologa przy każdym przejawie dziecięcego buntu i szukają patologii tam, gdzie z pewnością jej nie ma?
– Skrajności zawsze należy się wyzbywać, ale zawsze lepiej wykazać za dużo wrażliwości, niż zgrzeszyć jej brakiem. W kontakcie z dzieckiem trzeba być czujnym i otwartym na problemy, jemu jest potrzebny odpowiedzialny dorosły. Jeśli wie, że może liczyć na nas, to nie będzie go wychowywała ulica.

– Jednak nie każdy chce zwrócić się do specjalisty.
– Bo ludzie w ogóle mają opór przed kontaktem ze specjalistami. Do lekarza też chodzimy, kiedy już coś nas bardzo boli. Do tego dochodzi problem z dostępnością tych osób. Dziś nawet nie każda szkoła zatrudnia pedagoga szkolnego, a to powinien być naturalny rzecznik praw dziecka w szkole, osoba, która poradzi i pomoże. Dzieci potrzebują tego kontaktu. Dzwonią pod numer dziecięcego telefonu zaufania, bo sobie z czymś nie radzą. Niestety często trafiają do przypadkowych osób, także za pośrednictwem internetu, a to już bywa niebezpieczne.

Polska ma zasługi

– Powinniśmy czerpać wzorce z innych państw?
– Nie ma ideałów. W każdym modelu można znaleźć jakieś defekty. Mówiąc o przestrzeganiu praw dziecka, musimy mieć świadomość, że na świecie wciąż są kraje, w których dzieci zmuszane są do niewolniczej pracy, żyją na ulicach, są niedożywione, bezkarnie więzione lub sprzedawane do prostytucji. Są też takie, w których problem głodu nie istnieje, a dyskusje wokół praw dziecka koncentrują się na poszerzeniu katalogu już przysługujących dzieciom praw. Polska nie należy na szczęście do tej pierwszej kategorii, ale dużo jeszcze pozostało do zrobienia. Nie możemy bezpośrednio przejmować rozwiązań z innych państw, bo mamy własną mentalność, własne zwyczaje. Musimy się dopracować swojego dobrego modelu.

– Polska ma przecież niebagatelny wkład w rozwój światowych praw dziecka.
– Bez Polski w ogóle nie byłoby konwencji o prawach dziecka. Jej inicjatorami i najważniejszymi twórcami byli polscy uczeni: prof. Adam Łopatka z Warszawy i prof. Tadeusz Smyczyński z Poznania. Bez działania Polaków nie byłoby UNICEF, nie można by się było powoływać na Janusza Korczaka… Inicjatywą polskich dzieci jest także Order Uśmiechu, jedyne w swoim rodzaju dziecięce odznaczenie uznawane na całym świecie. To wszystko świadczy o potrzebie szanowania podmiotowości dzieci w naszym kraju.

_______________________

Prawa dziecka w Polsce i na świecie

Umownie początek ruchu na rzecz pomocy dzieciom wyznacza rok 1874 i przypadek ośmioletniej Mary Elen Wilson z Baltimore w USA, okrutnie bitej przez matkę, której pomocy udzielili członkowie lokalnego oddziału stowarzyszenia przeciwdziałania okrucieństwu wobec zwierząt.
Wydarzeniem przełomowym było przyjęcie w 1989 r. przez Zgromadzenie Ogólne Narodów Zjednoczonych Konwencji o Prawach Dziecka, która rok później weszła w życie. Konwencję ratyfikowały niemal wszystkie państwa na świecie (USA podpisały ją, ale nie ratyfikowały). Państwo ratyfikujące konwencję ma możliwość złożenia zastrzeżeń, deklaracji i komentarzy. Znaczna część krajów skorzystała z takiej możliwości. Polska złożyła dwa zastrzeżenia – o granicy wieku powoływania do służby wojskowej i o prawach dziecka przysposobionego oraz dwie deklaracje dotyczące poszanowania władzy rodzicielskiej i zasad moralności.

Dziecięcy Telefon Zaufania, bezpłatna linia 0-800 12-12-12
Czynny od poniedziałku do piątku od 8.15 do 20.00

_____________________

MAREK MICHALAK – (ur. 27 lipca 1971 r. w Świdnicy) pedagog, terapeuta, od 25 lipca 2008 r. rzecznik praw dziecka. Założyciel Ogólnopolskiego Forum na rzecz Praw Dziecka. Od 2003 r. wchodził w skład Rady Organizacji Pozarządowych przy Rzeczniku Praw Dziecka RP. W 1994 r. został najmłodszym Kawalerem Orderu Uśmiechu. Wyróżniony m.in. nagrodą TVP „Zwyczajni-Niezwyczajni” (1997), Nagrodą Specjalną Ministra Pracy i Polityki Socjalnej (1997); Nagrodą Humanitarną Victoria (1998 i 2000), Międzynarodowym Medalem „Zasłużony Działacz Humanitarny” (2001), Srebrnym Krzyżem Zasługi (2003), statuetką „Biały Orzeł” (2007).

Wydanie: 9/2009

Kategorie: Wywiady
Tagi: Agata Grabau

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy