Czy młode Polki rozsadzą system?

Czy młode Polki rozsadzą system?

Szansą na zmianę jest porozumienie między pokoleniami

Prof. Elżbieta Korolczuk – socjolożka

Zaskoczył panią nowy sondaż CBOS, z którego wynika nie tylko, że aż 77% osób w wieku 18-24 lata deklaruje udział w wyborach, ale też, że 30% chce głosować na lewicę? Poparcie dla lewicy nie było tak wysokie od lat, przyrost jest gwałtowny. Badacze mówią o przełomie.
– To kontynuacja trendów, które widać już od pewnego czasu. Jeśli spojrzymy na ostatnie wybory – parlamentarne i prezydenckie – zobaczymy wyraźnie rosnące zaangażowanie tej grupy w procesy polityczne. Już w ostatnich wyborach prezydenckich młodzi w rekordowym stopniu zmobilizowali się do głosowania. Tłumaczyłabym to faktem, że są grupą najbardziej sfrustrowaną kierunkiem, w którym podąża nasze państwo.

Stąd tak duże poparcie dla lewicy? Wynika z frustracji?
– Od dłuższego już czasu dostępne są wyniki badań, które pokazują, że w grupie 18-24 lata dominują poglądy liberalne obyczajowo, prosocjalne, egalitarne. Według m.in. badań CBOS mniej więcej do 2012 r. wśród osób w przedziale wiekowym 18-24 lata przeważały deklaracje, że identyfikują się jako prawica; ten trend osiągnął szczyt w roku 2015, a po 2016 widać było już wyraźną zmianę na korzyść identyfikacji jako centrum i lewica. Widoczne jest to szczególnie wśród młodych kobiet. W ostatnim czasie właśnie one wyszły masowo na ulice. Myślę, że ten proces będzie postępował. Młodzi są też najmniej religijni, a religijność jest bardzo powiązana z poglądami politycznymi i postawami na osi prawo-lewo.

Trudno rozpatrywać wyniki tego sondażu w oderwaniu od innych badań – chodzi mi o sondaż Pew Research Center z ubiegłego roku, z którego wynika, że spośród europejskich krajów to w Polsce można obserwować największy odpływ ludzi z Kościoła. Głównie młodych.
– Te badania pokazują, że w Polsce młodzi ludzie laicyzują się najszybciej. Rozdźwięk pomiędzy ich dziadkami i rodzicami a nimi – w kwestii stosunku do Kościoła – jest największy na świecie. Jednym słowem, mamy największą różnicę międzypokoleniową, jeśli chodzi o postawy dotyczące Kościoła. Zobaczyliśmy to wyraźnie na ulicach w ciągu ostatnich dwóch lat, kiedy po raz pierwszy z taką ostrością i tak bardzo wprost młodzi zaczęli mówić: to Kościół jest odpowiedzialny za próby zakazywania aborcji, za ograniczanie dostępu do edukacji seksualnej, antykoncepcji itd. Wcześniej podkreślał to ruch feministyczny, na manifach 10 lat temu niosłyśmy hasła: „Biskup nie jest bogiem”, „Chcemy medycyny, nie ideologii”, „Przetnijmy pępowinę między państwem a Kościołem”. Mówiło się o tym, że Kościół w Polsce jest hamulcowym zmiany obyczajowej, siłą represyjną, zwłaszcza wobec kobiet, ale takie poglądy były uważane za skrajnie radykalne, a teraz jest to pogląd mainstreamowy. I to jest ta ogromna zmiana.

Młodzi widzą, że w Polsce Kościół inwestuje przede wszystkim w budowanie relacji z państwem, angażuje się w bieżącą, partyjną politykę.

Do tej pory to mu się opłacało.
– I wciąż mu się opłaca w tym sensie, że Kościół ma dostęp do ogromnych zasobów finansowych państwa oraz decydujący głos i wpływ na procesy polityczne. Jednak nie opłaci mu się w dłuższej perspektywie, bo zupełnie sobie odpuścił rozmowę z wiernymi. Uwierzył, że można sprawować władzę w sferze etycznej i moralnej za pomocą narzędzi politycznych. Kompletnie oderwał się od doświadczeń, problemów i sposobu myślenia młodych ludzi – uznał, że można narzucić katolickie nauczanie społeczne za pomocą kodeksu karnego, przymusu, zamiast przekonywać, rozmawiać, włączać do dialogu.

Młodzi sprzeciwiają się represyjności, brutalności Kościoła jako instytucji, bo nie widzą w nim ani autorytetu, ani przestrzeni do dialogu. Dokonuje się przewartościowanie międzypokoleniowe – w starszym pokoleniu między lewicą a prawicą istniał rodzaj zgody, że Kościół jest instytucją stabilizującą społecznie i w takim kraju jak Polska, przechodzącym tak duże zmiany, potrzebną. Młode pokolenie mówi stanowcze „nie” takiej wizji. Mówi: Kościół, który zbankrutował moralnie, chociażby w kwestii pedofilii, nie powinien mieć władzy politycznej.

Dało temu wyraz, pisząc na murach kościołów hasła Strajku Kobiet. Wyraz – właśnie, czego? Wkurzenia, frustracji, potrzeby zmiany?
– To jest wyraz odrzucenia autorytetu Kościoła. Max Weber pisał o różnych rodzajach władzy wynikającej z autorytetu, czyli zalegitymizowanej przez rządzonych. Do niedawna Kościół cieszył się w Polsce autorytetem wynikającym z kultury i tradycji, z postrzegania go jako moralnego kompasu, z zakorzenienia w codziennej religijności – ale młodzi ludzie odrzucają władzę hierarchów. Mówią: ten cesarz jest nagi. Instytucja, która jest niemoralna, nie kieruje się głoszonymi przez siebie wartościami, nie powinna mieć władzy w żadnym społeczeństwie.

Jest takie nagranie spod kościoła w Szczecinku, które świetnie pokazuje tę zmianę. Dziewczyny w wieku 16 czy 17 lat protestują pod kościołem. Wychodzi do nich ksiądz, może proboszcz, który spodziewa się, że sama jego obecność spowoduje, że one się zawstydzą i odejdą. Uciekną, przerażone autorytetem Kościoła reprezentowanego przez księdza.

Co robią te dziewczyny?
– Odmawiają. Zaczynają na niego krzyczeć, mówią: wracaj do swojego kościoła. A kiedy on wyciąga palec i zaczyna nim wygrażać, zaczynają krzyczeć: wyp…! To symboliczne, to gest wypowiedzenia posłuszeństwa.

Kobiety przestały się bać? Wstydzić? Bo właśnie wstyd wydaje mi się tu kluczowy – latami nam go wmawiano, socjalizowano do bycia grzecznymi, potulnymi, uśmiechniętymi. Zawstydzonymi właśnie.
– Kościół bardzo chętnie operuje wstydem, dlatego też tak skupia się na seksualności, zwłaszcza kobiet. To jest taka sfera, w której łatwo nas zawstydzić. Sfera, która dotyka naszej intymności i w której bardzo się obawiamy oceny innych. To młode pokolenie stanowczo się odcina od tego sposobu myślenia.

Problem z władzą polega na tym, że instytucje działają wtedy, kiedy my, w dużej mierze dobrowolnie, uznajemy ich władzę za istniejącą i ważną. W systemie demokratycznym obywatele i obywatelki mogą wycofać swoje poparcie dla władzy, dla instytucji albo w wyborach, albo na ulicy. To właśnie obserwujemy w Polsce – moment wycofania poparcia, zgody na władzę, do sprawowania której roszczą sobie prawo księża. To pokazują i protesty, i sondaże.

Od wyborów parlamentarnych i prezydenckich dużo się wydarzyło. Nie mamy edukacji seksualnej, nie mamy prawa do aborcji, dostęp do antykoncepcji jest na najniższym poziomie w Europie. Na to nakłada się brutalność policji, szczucie na osoby LGBT, kuriozalne wypowiedzi ministra edukacji.
– To wszystko ma ogromne znaczenie, ale chodzi też o alienację klasy politycznej od nas wszystkich, a szczególnie od problemów, które są ważne dla młodych ludzi. Oni zwracają uwagę na kwestie klimatu – przecież nie bez powodu mamy w Polsce Młodzieżowy Strajk Klimatyczny, a nie Strajk Klimatyczny Osób w Średnim Wieku – co władza zupełnie ignoruje. Politycy zajmują się ograniczaniem praw, a w ogóle nie zajmują się sprawami, które dla młodych są priorytetowe.

Czyli jakimi?
– Wbrew często powtarzanej tezie o roszczeniowości młodego pokolenia ci młodzi chcą rzeczy podstawowych: sensownej pracy, dostępnego mieszkania, czystego powietrza. Tymczasem w parlamencie ważne dla nich kwestie są marginalizowane, a zamiast tego zawraca się Wisłę kijem.

Czyli?
– Narzuca się, z ogromną brutalnością, zasady, które młodym ludziom są kompletnie obce. Oni wyraźnie dostrzegają, że ich przyszłość jest determinowana przez polityków, którzy mają kompletnie inne priorytety, nie reprezentują ich w żadnym stopniu, nie zajmują się sprawami dla nich ważnymi.

Przez dziadersów.
– Tak mówi ulica. To, co się na niej dzieje, i wyniki tego sondażu pokazują, jak wielka jest frustracja młodych związana z tym, że starsze pokolenie kradnie im przyszłość.

Ale przecież obóz władzy bardzo się stara ich sformatować. Widać to od kilku lat, a teraz niezwykle ostro w resorcie edukacji kierowanym przez Przemysława Czarnka. Wydaje się jednak, że to przynosi odwrotny skutek.
– I tak, i nie. Zgodnie z tymi badaniami CBOS zmniejsza się wśród młodych osób grupa tych, którzy uważają się za centrowych i nie mają wyraźnych poglądów, ale rośnie poparcie i prawicy, i lewicy. Lewicy więcej, ale prawicy też urosło, co pokazuje tendencję do polaryzacji. Martyrologiczna wizja przeszłości, powrotu do tradycyjnych wartości, do świata, w którym mężczyźni będą mogli odzyskać władzę i pozycję w społeczeństwie, dla niektórych młodych osób – częściej młodych mężczyzn – jest bardzo atrakcyjna.

Co w tej wizji pociąga dziewczyny?
– Kilka rzeczy. Po pierwsze, to formatowanie rzeczywiście się odbywa. Jeśli w wieku 12-13 lat zobaczy się film „Niemy krzyk”, bardzo łatwo uznać, że aborcja jest najgorszą rzeczą na świecie. Część młodych kobiet, szczególnie z rodzin bardziej tradycyjnych, łatwo wchodzi w tę opowieść, tym bardziej że to pasuje do tradycyjnej wizji kobiety, która ma uratować świat przed złem. Dzięki np. macierzyństwu.

To trochę mało.
– Niekoniecznie. Po drugie, mamy do czynienia ze zjawiskiem, które nazywa się zmęczeniem emancypacją.

Co to znaczy?
– Faktem jest, że osiągnęłyśmy dużo, ale dla młodych kobiet, które wchodzą na rynek pracy, a do tego mają zdecydować, czy wchodzić w związki, czy mieć dziecko, czy nie, to wcale nie jest łatwy świat. Przeciwnie, to świat, w którym trzeba podejmować dużo trudnych decyzji bez gwarancji, że przyniosą one oczekiwane skutki. Dla części młodych kobiet łatwiejsze, także w sensie psychologicznym, jest uznanie, że eksperyment z równością płci i feminizmem to ślepa uliczka, a jeśli wrócimy do tradycyjnych ról płciowych, będzie nam po prostu lepiej. Są kobiety, którym łatwiej przyjąć narrację, że przemoc domowa jest winą kobiet, bo nie były wystarczająco uległe, niż walczyć z przemocą. Konserwatyści przekonują, że jeśli mężczyzna będzie im zapewniał bezpieczeństwo, a one będą w domu rodzić dzieci, to przemoc w ogóle się nie zdarzy, że to skutek emancypacji, która niszczy prawdziwą miłość i harmonię.

Z grubsza o tym jest „Opowieść podręcznej”. O ciotkach, które mają pilnować, by kobiety nie ośmielały się myśleć samodzielnie.
– Tak, ale książka Margaret Atwood nie wnika w przyczyny, dla których dla części kobiet jest to atrakcyjna alternatywa. Szczególnie dla tych, które nie mają wykształcenia, wsparcia otoczenia w próbach realizowania swoich zamierzeń zawodowych. Dla nich wizja męża czy partnera mającego władzę, ale też odpowiedzialnego za rodzinę, jest często atrakcyjna. Do tego dochodzi fakt, że prawica jest coraz sprytniejsza.

W czym przejawia się ten spryt?
– W budowaniu narracji, że lewica jest antywolnościowa. Czyli lansuje cenzurę, poprawność polityczną i chce sprowadzić nam tu uchodźców, a więc pozbawić kobiety praw, bo wtedy będą musiały chodzić w burkach. Z jednej strony, mamy wizję tradycyjnej rodziny, w której mąż ma sprawować władzę, a żona będzie zaopiekowana i szczęśliwa, a z drugiej, straszenie islamem i muzułmanami, którzy przyjdą i odbiorą kobietom możliwość chodzenia w minispódniczkach. To skuteczne zachęty dla części kobiet do owej konserwatywnej wizji świata, także na Zachodzie.

Próbowano to robić w Polsce, ale tutaj żyje ok. 50 tys. muzułmanów. W takim kraju to słaby argument.
– Wciąż może być skuteczny jako sposób demonizowania lewicy i feministek oraz jako narzędzie do dezinformacji i budowania strachu. Skuteczny do sprzedawania wizji świata, o której mówiłyśmy wcześniej.

Co z tymi kobietami, dla których ta konserwatywna wizja nie jest atrakcyjna? Dla tych z sondażu, które deklarują poglądy lewicowe – co one widzą dla siebie w lewicowej wizji świata?
– To, że są podmiotem politycznym, a nie przedmiotem rozgrywek między rządem a Kościołem. Popatrzmy na hasła protestów: „Myślę, czuję, decyduję”. I „Podmiot nie zgadza się z orzeczeniem”. Te hasła podkreślały właśnie podmiotowość: domagam się być traktowana jak człowiek, który ma swoje potrzeby, poglądy, przekonania i prawa. Chcę być traktowana całościowo, a nie tylko przez pryzmat mojej płci. Jestem człowiekiem, a nie inkubatorem.

To bardzo wybrzmiało w kuriozalnym uzasadnieniu wyroku TK, opublikowanym pod koniec stycznia. Wprost stwierdza się, że dobro „dziecka”, bo używa się tam nomenklatury anti-choice, jest ponad dobrem kobiety w ciąży.
– Nawet więcej. Tam pojawia się konflikt pomiędzy życiem płodu a „komfortem kobiety”. Czyli cierpienie i doświadczenia kobiet, które noszą uszkodzony lub śmiertelnie chory płód, są traktowane jako co najwyżej „zaburzenie komfortu”. To jest prawdziwa twarz tej ultrakonserwatywnej prawicy, którą moim zdaniem młode kobiety doskonale widzą. Wiedzą, że bardzo łatwo sprowadzić ich podstawowe prawa, cierpienie, doświadczenia i przyszłość do czegoś, co jest mało istotne, bo przecież jeśli zestawimy życie z komfortem, to oczywiste, że ważniejsze jest życie.

W ubiegłym roku powstał dokument „W bólu będziesz rodziła dzieci” – o przemocy, której ofiarami są kobiety na porodówkach. Bohaterki mówiły o upokorzeniu, traumie, odarciu z godności. Dokładnie z tym mamy do czynienia w Polsce. Rodzić, nie gadać. A że w bólu? No trudno.
– Kiedy analizowałam powody, dla których w 2016 r. mieliśmy tak dużą mobilizację, okazało się, że często przywoływano przykład prof. Chazana. Popularne było hasło: „Unikaj ciąży, bo Chazan krąży”. Przykład Chazana był ważny, bo pokazywał nie jakąś wyjątkową sytuację, ale praktykę, która jest nagminna w polskich szpitalach, co wynika jasno z raportów Fundacji Rodzić po Ludzku. Połowa rodzących doświadcza przekraczania ich granic, nierespektowania ich praw, a 17% – przemocy. Wyzwisk, poszturchiwań, przywiązywania nóg do łóżka. To doświadczenie odczłowieczenia, okrucieństwa systemu jest specyficzne dla kobiet; doświadczenie porodu jest w Polsce międzygeneracyjną traumą przekazywaną z matki na córkę. Dlatego nieskuteczne były przekonywania Ordo Iuris o tym, że prawa kobiet będą respektowane, czy zapewnienia, że będą miały „pokój do wypłakania się” – bo to się zderza z kobiecym doświadczeniem. A to doświadczenie przemocy i lekceważenia.

To moment, kiedy kobiety mówią: wyp…? Dość kompromisów w każdej sferze? W 2016 r. to kobiety, wychodząc setkami tysięcy na ulice, postawiły tamę tej władzy. Teraz też to się dzieje?
– Pięć lat temu sytuacja była inna. Przez ten czas organizacje fundamentalistyczne stały się sprytniejsze – w 2016 r. chciały wprowadzić całkowity zakaz aborcji, uzasadniając to tym, że tego chcą ludzie. Zrobiły obywatelski projekt ustawy, zebrały podpisy, projekt trafił do Sejmu. Poszły demokratyczną drogą. Okazało się, że większość Polaków i Polek nie chce zaostrzania ustawy i z ogromną rezerwą odnosi się do pomysłu karania kobiet za aborcję. Nie dało się tego wprowadzić drogą demokratyczną, dlatego wybrana została inna. Teraz decyzję podjął niedemokratycznie wybrany Trybunał Konstytucyjny pod wpływem nacisków Kościoła i organizacji ultrakonserwatywnych, bez żadnych konsultacji, bez debaty w parlamencie, bez żadnej procedury, która mogłaby ją uzasadnić i zalegitymizować jako proces demokratyczny. Trudno za pomocą demokratycznych narzędzi reagować na łamanie demokracji w taki sposób. Dlatego zrobiono to tak, żeby uniknąć publicznej debaty i uniemożliwić interwencję.

Interwencja odbywa się na ulicach.
– I tylko tam. A w czasach pandemii i coraz większej brutalności policji coraz trudniej jest protestować. Nie ma właściwie żadnych innych dróg, dlatego pojawiają się propozycje, by jednak robić to w sposób demokratyczny. Stąd propozycja Strajku Kobiet i lewicowych posłanek, by stworzyć projekt ustawy, lub akcja Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, żeby odwoływać się do instytucji międzynarodowych. Chodzi o to, żeby wrócić na tory, gdzie możliwe są debata i wysłuchanie osób, których te decyzje dotyczą. Ale bardzo trudno to przełożyć na natychmiastową zmianę polityczną, bo możliwości negocjowania są na razie zamknięte.

Kolejne wybory parlamentarne w 2023 r. Głosować w nich będą dziewczyny, które dziś mają 16-17 lat. Te, które widzą i wiedzą, co się dzieje, które były na protestach, widziały swoje matki, siostry, nauczycielki domagające się pełni praw. Jest więc szansa na przełom przy urnach?
– Jest szansa na zmianę, ale przełom jest mało możliwy bez wsparcia starszego pokolenia, co wynika z demografii. Mamy w Polsce, o ile pamiętam, 1,5 mln młodych osób z grupy 18-24 lata, a 9 mln osób 65+, więc nawet gdyby wszyscy młodzi poszli głosować na lewicę, to i tak nie wystarczy, by lewica wygrała wybory.

Ale w tym starszym pokoleniu są kobiety, które miały aborcję w latach 70., kiedy obowiązywała w miarę przyzwoita ustawa aborcyjna. Dzisiaj to matki i babki, które są wściekłe, że ich córkom i wnuczkom zrabowano prawo do decydowania o sobie.
– Grupą, która od dłuższego czasu wspiera strajki kobiet, jest część kobiet 50+, niestety z badań wynika, że wśród najbardziej zaangażowanych wyborców Prawa i Sprawiedliwości dużą grupę stanowią właśnie starsze kobiety. Tutaj jest ogromna praca do wykonania, by tę przepaść między kobietami z różnych pokoleń przekroczyć. Problem polega na tym, że mobilizacja różnych grup społecznych odbywa się za pomocą różnych narzędzi. O ile dla młodych ludzi bezkompromisowość, radykalizm i odrzucenie okrutnych, podłych autorytetów, które roszczą sobie prawo do decydowania o ich życiu, są jednoczące i mobilizujące, o tyle w przypadku starszego pokolenia to coś, co często je odpycha. Szczególnie ta radykalna krytyka Kościoła, do którego duża część starszego pokolenia jest przywiązana.

Rady dla lewicy?
– Ogromnym wyzwaniem będzie dotarcie do przynajmniej części kobiet dojrzałych i starszych z przekazem, który mówi o solidarności, empatii, wspieraniu kobiecych decyzji i budowaniu międzypokoleniowych mostów. Obecna władza żywi się polaryzacją. By dokonać trwałej zmiany, potrzebujemy porozumienia i solidarności. To dotyczy także mężczyzn – są kluczowym wsparciem dla kobiet, widać ich zaangażowanie na ulicach. Musimy się zastanowić, gdzie w feminizmie jest miejsce dla mężczyzn. Bo celem jest budowa świata, w którym jest miejsce dla wszystkich.


Zainteresowanie polityką wśród ludzi w przedziale wiekowym od 18 do 24 lat jest najwyższe od transformacji – 77%, aż o 10 pkt proc. więcej niż jeszcze rok temu. Taki wynik przynosi najnowszy sondaż CBOS. Ten skok pokazuje nie tylko frustrację młodzieży, dosadnie wyrażaną na protestach, ale też determinację ludzi zmęczonych tym, co się dzieje w polityce. Potrzeba zmiany wyraża się w rekordowym od dekad wskaźniku poparcia dla poglądów lewicowych. Od ubiegłego roku liczba młodych, którzy deklarują poglądy lewicowe, podwoiła się.

Od 2015 r. Prawo i Sprawiedliwość konsekwentnie, kawałek po kawałku, realizuje swoją wizję państwa, przy okazji odbierając kolejne prawa i wolności obywatelom i obywatelkom. Nie ma edukacji seksualnej. Nie istnieje, wbrew sukcesom ogłaszanym przez kolejne ministerstwa, program ochrony przed przemocą, czego jaskrawym przejawem jest plan wypowiedzenia konwencji stambulskiej. Dostępna w całej Europie bez recepty pigułka dzień po jest trudna do zdobycia, bo niełatwo trafić na lekarza niepowołującego się na klauzulę sumienia. Dostęp do antykoncepcji jest na najniższym poziomie w Europie. Minister edukacji z nadania PiS Przemysław Czarnek chce odchudzać dziewczynki, a w meandry seksualności wprowadzać młodzież szkolną poprzez dzieła Jana Pawła II. Kościelne ambony są wykorzystywane jako propagandowe tuby rządu, hierarchowie głoszą hasła o „tęczowej zarazie” i ostrzegają przed nieistniejącą „ideologią gender”, często upominając rządzących, by szybciej wprowadzić całkowitą „ochronę życia”. Brakuje środków na dziecięcą psychiatrię, ale szeroki strumień pieniędzy płynie do toruńskiego redemptorysty Tadeusza Rydzyka.

Pandemia koronawirusa obnażyła indolencję rządzących, a ci, by ją przykryć, sięgają po coraz bardziej radykalne środki. Kulminacją cynicznego, dyktowanego politycznymi względami uprzedmiotowienia „suwerena” był nie tylko wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 22 października 2020 r., który uznał za niezgodną z konstytucją przesłankę embriopatologiczną do terminacji ciąży, ale także uzasadnienie owego orzeczenia, w którym czarno na białym można przeczytać, na czym „ochrona życia” ma polegać. Aborcja w przypadku wad płodu stała się nielegalna. A te wady to nawet wedle rządowych, fałszujących aborcyjną rzeczywistość statystyk powód ponad 90% przeprowadzanych w Polsce terminacji ciąży.

Młodzi wiedzą, że muszą działać. Są na ulicach. Protestują. Zamierzają głosować w najbliższych wyborach w 2023 r. i już wiedzą jak. Z sondażu CBOS wynika duży wzrost lewicowych przekonań wśród najmłodszych dorosłych.

W ciągu czterech lat (2016-2020) trzykrotnie wzrósł odsetek młodych popierających liberalizację prawa aborcyjnego. 28% osób z tej grupy wiekowej bierze udział w protestach przeciw wyrokowi TK (wobec 8% ogółu badanych).

Najbardziej spektakularna zmiana nastąpiła jednak w przekonaniach politycznych na osi lewica-prawica. W grupie wiekowej 18-24 lata dominują poglądy lewicowe, które deklaruje 30% badanych. To najwyższy wskaźnik od początku lat 90. Autorzy opracowania podkreślają, że „w stosunku do wyników z poprzedniego roku zmiana jest uderzająca”. W 2019 r. 31% nie potrafiło określić swoich poglądów, a 28% deklarowało, że najbliżej im do centrum.

Badacze zwracają uwagę, że od 2002 r. deklaracje lewicowych sympatii w tej grupie nigdy nie przekroczyły 20%. Wciąż większość ogółu badanych utożsamia się z prawicą, lecz w zeszłym roku nastąpił wyższy przyrost w deklaracjach lewicowych poglądów wśród młodych.

Wygląda na to, że – jak brzmiało jedno z haseł podczas październikowych i listopadowych protestów – młody „podmiot nie zgadza się z orzeczeniem”.


Fot. Krzysztof Żuczkowski

Wydanie: 8/2021

Kategorie: Kraj, Wywiady

Komentarze

  1. bielec
    bielec 15 lutego, 2021, 15:29

    Prosze nie sprowadzac lewicy do aborcji i antyklerykalizmu.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy