Tej afery nie da się wyciszyć

Tej afery nie da się wyciszyć

Warszawa 06.12.2018 r. Witold Orlowski - ekonomista. fot.Krzysztof Zuczkowski

Jeżeli w KNF wybucha afera korupcyjna, to można zapytać, jak są pilnowane oszczędności obywateli Prof. Witold Orłowski – rektor Akademii Finansów i Biznesu Vistula Pytany o aferę w Komisji Nadzoru Finansowego mówił pan w TVN 24: „Wydaje się, że wewnątrz instytucji odpowiedzialnej za gaszenie pożarów jest grupa piromanów, która zastanawia się, jak wywołać pożar w banku, aby łatwiej było go przejąć”. O jaką grupę chodzi? – Od razu się zastrzegam: nie mam żadnej wiedzy poza tym, co wszyscy usłyszeliśmy, co wiemy z taśm. A tam usłyszałem, że podobno jest grupa osób w KNF, zastanawiająca się, jak bank, który jest w procesie restrukturyzacji i przeprowadza program naprawczy, celowo doprowadzić do bankructwa, żeby inny bank mógł go przejąć. Jak wiemy z nagrania, „plan Zdzisława” zakładał, że w ten bank miałyby jeszcze zostać włożone 2 mld zł. – Publicznych pieniędzy! Gdyby tak było, oznaczałoby to również załatwienie temu, kto przejmie bank, 2 mld zł prezentu od podatników. Jeśli to wszystko byłoby prawdą – to od tego włosy stają dęba. A tak było? – Oczywiście nie wiem, czy te wszystkie informacje są prawdziwe. Ale to, co usłyszeliśmy, jest dostatecznie niepokojące, by cała sprawa została gruntownie zbadana. Wiemy, że szef KNF prawdopodobnie złożył propozycję korupcyjną. Zresztą prokuratura też tak uważa, skoro postawiła zarzuty i wnioskowała o jego areszt. Ale to dopiero początek wyjaśniania sprawy, a póki nie ma prawomocnego orzeczenia sądu – wszystkich nas obowiązuje domniemanie niewinności. Również fakt, że Marek Chrzanowski mówił o innych urzędnikach i o ich planach, wcale nie jest niepodważalnym dowodem, że one rzeczywiście istniały albo że ktoś za tym stał. Ale to także trzeba wyjaśnić. PiS tymczasem udaje, że sprawy nie ma. – Nie ma co się dziwić, w takiej sytuacji każdy rządzący boi się, żeby nie spadło na niego odium, że jest zamieszany w aferę. Dodatkowa niezręczność polega na tym, że zaledwie kilka dni wcześniej pochodząca z PiS szefowa komisji ds. Amber Gold dowodziła, że premier osobiście odpowiada za wszystko, co się dzieje w KNF. Oczywiście mówiła to, myśląc o Donaldzie Tusku. To zresztą świadczy, że nie rozumie, jak funkcjonują instytucje państwa, zwłaszcza te, którym prawo zapewnia dużą autonomię działania – a tak właśnie jest z KNF. Rozumiem, że rządzący się boją, by do nich nic nie przylgnęło. – Znamy przecież polskie realia, wiadomo, że w sprawie kolejnych większych i mniejszych afer powołano ileś komisji śledczych, które tak naprawdę niczego nie wykazały i były tylko sposobem na obrzucanie błotem przeciwników. Obecnie rządzący tę metodę w przeszłości bardzo chętnie stosowali. A teraz są po drugiej stronie barykady. Woleliby więc, żeby sprawy nie było. Ale jest! – Trzeba pamiętać o jeszcze jednym. Partia władzy zawsze przyciąga różne podejrzane postacie. I to ją wcześniej czy później może utopić. Ten schemat zawsze się powtarza. Najuczciwsza partia po paru latach rządzenia jest już… Oblepiona? – Tymi, którzy się jej uczepili. I afery z czasem wychodzą na jaw. Dlatego rządzący sami powinni sobie odpowiedzieć na pytanie, czy przypadkiem nie powstała sytuacja, w której w instytucjach publicznych zawiązały się różne grupy „trzymające władzę”, zamierzające realizować własne interesy. W najlepszym interesie uczciwych rządzących leży wyjaśnienie całej sprawy do końca. Żeby pokazać, że rząd nie ma z tym nic wspólnego, że ma czyste ręce. Taką aferę jak w KNF powinno się wypalić gorącym żelazem. – Dla wspólnego dobra trzeba dokładnie zbadać, czy rzeczywiście mamy do czynienia z jednostkowym przypadkiem, czy takich rzeczy jest więcej. Przecież jeśli będą wybuchać kolejne afery, będzie to coraz silniej uderzać w partię rządzącą. I żadne sądowe zakazy pisania artykułów tu nie pomogą. Rządzący mówią: prokuratura prowadzi dochodzenie, odczepcie się! – Prokuratura… Zmiany systemu funkcjonowania polskiego wymiaru sprawiedliwości zostały przeprowadzone w taki sposób, że prokuratura została podporządkowana bezpośrednio politykom, ministrowi sprawiedliwości prokuratorowi generalnemu. Dlatego jej wiarygodność jest mniejsza, a odpowiedzialność polityków za jej działania większa. Gdyby prokuratura była bardziej niezależna, jej działania byłyby dla nas wszystkich bardziej uspokajające i wiarygodne. Może więc tę sprawę powinna wyjaśnić komisja sejmowa? – Nie widziałem w Polsce komisji, która by cokolwiek wyjaśniła. Jeszcze najbardziej merytoryczna była pierwsza, czyli

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2018, 50/2018

Kategorie: Kraj