Otwarta Austria

Otwarta Austria

Wiedeń jest metropolią, w której imigranci żyją i mieszkają normalnie

Rozmowa z Alfredem Gusenbauerem

„Wiedeń jest wśród europejskich metropolii jedyną, w której imigranci, cudzoziemcy żyją i mieszkają normalnie – nie w gettach” – tak Alfred Gusenbauer z czołówki liderów austriackiej socjaldemokracji odpowiada na pytanie, dlaczego jego rodacy z taką ostrożnością podchodzą do zwiększania liczby cudzoziemców pracujących w ich kraju.
Gusenbauer, który na zaproszenie SLD złożył wizytę w Warszawie, gdzie spotkał się z prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim, premierem Leszkiem Millerem i marszałkiem Sejmu, Markiem Borowskim, wyjaśnia austriacką ostrożność, posługując się przykładem wpływu imigracji na sytuację mieszkaniową.
– Nasze dotychczasowe doświadczenia w tym względzie? Tylko w ciągu trzech lat, w latach 1989-1991, do ośmiomilionowej Austrii przyjechało ok. 400 tys. osób. Przede wszystkim pozostali na wschodzie naszego kraju, co oczywiście doprowadziło natychmiast do dużego zakłócenia nie tylko na rynku pracy, lecz i mieszkaniowym. Ceny mieszkań poszły w górę.
– Czy rynek mieszkaniowy nie mógł zareagować na nową imigrację zarobkową, zwiększając po prostu liczbę budowanych mieszkań?
– Dotknął pan kluczowej sprawy. Dla nas, socjaldemokratów czy Zielonych, polski bądź czeski pracownik to nie tylko siła robocza. Musimy też pamiętać o wpływie imigracji zarobkowej na nakłady socjalne i wydatki komunalne, które należy planować, jeśli nie chcemy marginalizacji społecznej cudzoziemskich pracowników. Po wielu latach rządów socjaldemokratów również teraz, gdy mamy u władzy prawicową koalicję, Wiedeń prowadzi budownictwo komunalne na dużą skalę. Dzięki temu również osoby zarabiające mniej mogą dojść do własnego mieszkania, co pozwala utrzymać na niższym poziomie przeciętne ceny na rynku nieruchomości. Stąd mieszkania w Wiedniu są zdecydowanie tańsze niż w każdej innej metropolii europejskiej, w tym także w Warszawie. Przysłowiowy austriacki blumenhaus z pelargoniami jest dzięki temu stosunkowo tani, zważywszy na stosunek cen nieruchomości do płac.
– Standardy materialne i socjalne, jakich dorobiła się po wojnie Austria, warte są obrony. Co do tego zgadzają się zarówno polscy turyści masowo odwiedzający Austrię, jak i imigranci zarobkowi. Czy w przekonaniu przeciętnego Austriaka istnieje sprzeczność między dążeniem do ich utrzymania, a rozszerzeniem UE?
– W ogóle nie widzę takiej sprzeczności. Rozszerzenie UE prowadzi nie tylko do umocnienia pokoju i stabilności w Europie, ale może umocnić jej wzrost gospodarczy i dobrobyt. Jeśli podejmiemy właściwe działania – racjonalne planowanie integracji nowych krajów.
n Konserwatywny rząd Austrii jest oficjalnie za rozszerzeniem UE. Jednak wchodząca w jego skład Partia Wolności (FPOe) Jörga Haidera jest zdecydowanie przeciwna.
– FPOe jest tradycyjnie antyeuropejska. Była przeciwko austriackiej koncepcji udziału w Unii Europejskiej, przeciwko wprowadzeniu euro, a teraz, naturalnie, jest przeciwko rozszerzeniu UE. Są pewne poszlaki świadczące o tym, że kampania przed wyborami parlamentarnymi w przyszłym roku może być poprowadzona przez haiderowców pod hasłami wymierzonymi przeciwko rozszerzeniu UE, które miałyby zmobilizować elektorat przeciwko kandydatom na nowych członków. Oczywiście, duże, ważne partie austriackie, jak współrządząca konserwatywna Austriacka Partia Ludowa (OeFP), jak my, opozycyjna Socjaldemokratyczna Partia Austrii (SPOe) i Zieloni, to partie, które popierają projekt rozszerzenia.
Jeśli nawet wypowiadająca się przeciwko rozszerzeniu Unii partia Haidera zdobędzie znaczną liczbę głosów, nie oznacza to, że po wyborach będzie znowu rządziła dotychczasowa koalicja konserwatystów z FPOe.
– Czy w Austrii prawica przeciwna rozszerzeniu UE może liczyć na obawy związków zawodowych przed napływem pracowników z nowych krajów unijnych?
– Nie sądzę. Dotychczasowe rządy konserwatywnej koalicji wykazały, że nie reprezentuje interesów pracowniczych. Że prowadzi politykę chłodu socjalnego, jeśli chodzi o wysokość podatków, a także opłat na rzecz skarbu państwa, które doprowadziła do niezwykle wysokiego pułapu. Czegoś takiego nie było w historii państwa austriackiego. Do tej pory we wszystkich wyborach do władz związków zawodowych, do rad pracowniczych FPOe przegrywała, a my wygrywaliśmy.
– Austria zażądała aż siedmioletniego, okresu przejściowego, jeśli chodzi o możliwość zatrudnienia na jej terenie cudzoziemców z nowych krajów UE.
– To bardzo rozbudowany okres przejściowy. Uzgodniono siedem lat, jednakże nie jest to ściśle zafiksowana długość okresu przejściowego. Będzie przeprowadzany monitoring sytuacji na rynku pracy, co może prowadzić do skrócenia tego okresu. Staramy się przekonywać naszych związkowców, że rozszerzenie jest jedyną słuszną drogą.
– Czego Austriacy obawiają się najbardziej?
– Z jednej strony, w Austrii, jak wszędzie w zachodniej Europie, zdajemy sobie sprawę, że dalszy rozwój gospodarczy nie obędzie się bez importu pracowników. Jednocześnie panuje obawa przed zalewem rynku przez ludzi, którzy pochodzą z krajów, gdzie poziom płac jest o wiele niższy. Austriacy obawiają się, że w ten sposób poziom wynagrodzeń w Austrii mógłby ulec obniżeniu. Jednakże we własnym dobrze pojętym interesie politycznym i gospodarczym reprezentujemy koncepcję poszerzenia strefy zagwarantowanego pokoju i stabilizacji oraz partycypacji w nowoczesnym rozwoju gospodarczym o państwa Europy Środkowo-
wschodniej. Austria jest naszą ojczyzną, ale jest nią również Europa.


Alfred Gusenbauer urodzony w 1960 r.,doktor filozofii, od kwietnia 2000 r. jest przewodniczącym Socjaldemokratycznej Partii Austrii, która ma – według najnowszych sondaży Instytutu Gallupa – poparcie 38% wyborców i duże szanse na wygranie przyszłorocznych wyborów parlamentarnych.

 

Wydanie: 21/2002

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy