Owoce Okrągłego Stołu

Owoce Okrągłego Stołu

Pamiętny apel z 1980 r., by usiąść do stołu i porozmawiać jak Polak z Polakiem, świetnie trafił w ówczesne oczekiwania i na trwałe wpisał się w wyobrażenia, jak powinniśmy rozwiązywać wewnętrzne konflikty. I byłoby znakomicie, gdyby ta część duszy Polaka nie borykała się na co dzień z drugą, ciemniejszą. A jest w nas całe morze nieufności, podejrzliwości i bezinteresownej zawiści. Dobro i zło kotłują się nieustannie i nieraz dają zatrute owoce. Dlatego dochodzenie w Polsce do porozumień i kompromisów jest niezwykle ciężkie. Tak trudne, że na dobrą sprawę tylko Okrągły Stół może posłużyć za dowód, że Polacy potrafią ze sobą rozmawiać. Skąd ten chwalebny wyjątek? Dlaczego 20 lat temu stało się coś, co biorąc pod uwagę nasze historyczne doświadczenia, cechy narodowe i powstańczą mentalność, nie miało prawa się stać? Przecież nasz kalendarz wypełniają rocznice powstań, zamachów, krwawo tłumionych strajków i buntów, a nie umów i porozumień. Jest oczywiście w tym wydarzeniu jakaś doza przypadku, polegająca na tym, że w tym samym czasie i miejscu spełnionych zostało kilka warunków. Najważniejszym z nich, jak sądzę, była odwaga akuszerów Okrągłego Stołu po obu stronach. Odwaga, która ich do tego spotkania skłoniła. Bo trzeba było mieć dużo odwagi i poczucia odpowiedzialności za państwo, by w ówczesnych realiach złamać stereotypy i uprzedzenia i wyjść z własnych pęt. Zacząć rozmawiać na poważnie i z chęcią porozumienia. Z całą pewnością nie planowano wówczas i nie przewidywano skali zmian, jakie Okrągły Stół uruchomi. Ale na tym właśnie polega sens takich rozmów, że w ich trakcie mogą się pojawić nowe pomysły i nieplanowane wcześniej rozwiązania. I tak się stało z obradami Okrągłego Stołu. Najtrudniej było zacząć. Nie było jednego pomysłu i gotowej recepty na ówczesny kryzys. Stary system wyczerpał swoje możliwości. Pozostało pytanie, co go zastąpi. I jak? Wariantów było kilka. A pokojowa transformacja była tylko jednym z nich. Ani władza, ani opozycja nie były przecież monolitem. W obozie władzy był wyraźny podział na grupę reformatorów, rozumiejących konieczność zmian systemowych, i przeciwników porozumień z opozycją. Bez gen. Jaruzelskiego niemożliwa była zmiana nastawienia władzy. Tym smutniejsze jest więc, że tyle lat później Sejm RP w swojej uchwale nie zdobył się nawet na wymienienie jego nazwiska. Taka małostkowość uprawnia do zadania pytania, jak dzisiejsza klasa polityczna zachowałaby się w ówczesnych warunkach. Nie mam wielkich złudzeń. Na szczęście wówczas po jednej stronie byli Jaruzelski, Kwaśniewski, Reykowski, Ciosek, Gdula, a po drugiej Mazowiecki, Geremek, Michnik, Kuroń, Frasyniuk. I to tylko początek długiej listy. I początek dialogu, który od tego czasu, choć z oporami, ale wpisał się w polskie obyczaje.
Okrągły Stół dał napęd nowej generacji, która dusiła się w starym systemie, i to po obu stronach konfliktu. Otworzył przed Polakami nowe możliwości. Gospodarka oparta została na regułach rynkowych, a system polityczny na demokracji parlamentarnej. Jak wykorzystano te szanse? To już całkiem inna historia. Największym paradoksem zmian ustrojowych jest to, że najbardziej na nich przegrali ci, którzy o nie najbardziej walczyli. Robotnicy. Lista wielkich zakładów z lat 80. to dziś najczęściej spis bankrutów. Podobny los spotkał pracowników pegeerów. Zapomnieć o nich, to zapomnieć o hasłach z sierpnia 1980 r. I socjalnych hasłach Okrągłego Stołu.

Wydanie: 6/2009

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy